2. runda Indywidualnych Mistrzostw Europy, która odbyła się w sobotę w Toruniu obfitowała w wiele niebezpiecznych sytuacji na torze. Część z nich niestety zakończyła się poważnymi wypadkami. Około trzy godziny przez rozpoczęciem ścigania w Toruniu nad Motoareną przeszła spora ulewa. Trwała krótko, ale była bardzo obfita. Organizatorom po kilkudziesięciu minutach udało się doprowadzić nawierzchnię do ładu, ale czy do końca? Już przed rozpoczęciem pierwszego biegu zawodnicy (m.in. Mikkel Michelsen) zgłaszali problemy z torem. Szczególnie w okolicach drugiego łuku pojawiły się niebezpieczne wyrwy oraz koleiny. Organizatorzy, w tym dyrektor zawodów – Rene Schafer, pozostali głusi na te uwagi, nie zarządzano dodatkowych prac nad wygładzeniem nawierzchni.

Przypomnijmy, w sobotnim turnieju wzięli udział Polacy – Paweł Przedpełski, Kacper Woryna, Bartosz Smektała, Jarosław Hampel oraz Adrian Miedziński. Ten ostatni otrzymał dziką kartę na te zawody. Rezerwowymi byli Jakub Miśkowiak oraz Igor Kopeć-Sobczyński. W pierwszej odsłonie SEC, w niemieckim Güstrow, zwyciężył Grigorij Łaguta, na drugim miejscu uplasował się Leon Madsen, trzeci był Bartosz Smektała.

Podczas zawodów w Toruniu tor z wyścigu na wyścig wyglądał coraz gorzej. Do najgroźniej wyglądającej kraksy doszło w 10 biegu. Na drugim łuku, wściekły atak na prowadzącego Thomsena przypuścił obrońca mistrzowskiego tytułu SEC sprzed roku – Leon Madsen. Duńczyk wpadł w koleinę, nie opanował motocykla i z wielkim impetem uderzył w swojego rodaka. Jadący na trzeciej pozycji Brytyjczyk Lambert nie miał czasu na reakcję i dosłownie przejechał po głowie Andersa Thomsena.

Nie można jednoznacznie winić Madsena za spowodowanie wypadku. Gdyby nie felerna koleina być może opanowałby motocykl i zdołał przejechać bezkolizyjnie łuk. Całe zdarzenie wyglądało strasznie. Uderzony motocyklem w głowę Anders Thomsen niczym bezwładna kukła przeturlał się po torze. Wszyscy z zapartym tchem patrzyli w stronę Duńczyka licząc na to, że zaraz wstanie, otrząsie się i będzie kontynuował zawody. Niestety to nie nastąpiło. A jak zachował się sprawca całego zamieszania Leon Madsen i co zarejestrowały kamery?

Madsen nawet nie podszedł żeby sprawdzić w jakim stanie jest jego rodak. Wrócił piechotą do parku maszyn uśmiechając się i machając do publiczności. W tym czasie na torze stały już dwie karetki (jedna po Andersa Thomsena, druga po Lamberta który jak się później okazało był zdolny do dalszej jazdy) ale widocznie na bezwzględnym Madsenie nie zrobiło to wrażenia. Po powrocie do parku maszyn kamery pokazały jak Madsen prowadzi rozmowę z Nickim Pedersenem. Szepcze mu coś na ucho, Pedersen reaguje śmiechem. Naprawdę ciężko było oglądać te obrazki. Rozumiemy, że to były zawody indywidualne, każdy chciał wygrać. Rozumiemy, że w ferworze walki często dochodzi do niebezpiecznych sytuacji, skutkujących nierzadko wypadkami i kontuzjami. Ale brak zainteresowania zawodnikiem, swoim rodakiem, którego przed momentem Madsen wysłał do szpitala i wesoły nastrój Duńczyka w parku maszyn to nie jest to, co kibicie chcieliby oglądać. Pokazuje to tylko jak bardzo zdeterminowany w tym sezonie jest Leon Madsen. Jako jeden z nielicznych zawodników jeździ w tym sezonie w SEC oraz GP. Nie ukrywa, że chce przejść do historii jako pierwszy zawodnik, który zdobył medale zarówno w GP, jak i w SEC. Reprezentujący w Polsce barwy Włókniarza Częstochowa Madsen słynie z „czołgania”  się na starcie. Jest wręcz kolekcjonerem ostrzeżeń. Nie tędy droga Panie Madsen! Medale są ważne, ale ważniejsze są kości kolegów z toru! Aktualnie jest Pan na bardzo dobrej drodze aby w niedługim czasie okryć się podobną sławą jak Pana kolega z którym Pan śmieszkował w sobotę w parku maszyn – Nicki Pedersen. Pedersen to jeden z nielicznych (o ile nie jedyny) zawodnik startujący w PGE Ekstralidze, który na każdym stadionie (może z wyjątkiem Zielonej Góry) w Polsce witany jest gwizdami. Nie bez powodu! Pedersen już dawno został okrzyknięty najbardziej nerwowym oraz najbardziej bezwzględnie jeżdżącym zawodnikiem polskiej ligi (choć mam wrażenie że Nicki z wiekiem potulnieje). Jeżeli Madsen w porę się nie opamięta dołączy do swojego rodaka psując jeszcze bardziej opinie duńskim żużlowcom, którzy potrafią rywalizować ze sobą na torze nawet w zawodach drużynowych jadąc jako jedna reprezentacja. Dopełniając dziennikarski obowiązek musimy napisać, że Madsen podobno przeprosił po zawodach Thomsena. Dodał również, że „to miłe uczucie być znów najlepszym” (Madsen ostatecznie zwyciężył drugą rundę SEC).

Kończąc temat Madsena. Lambert dokończył zawody ale pomeczowa diagnoza w berlińskim szpitalu wykazała u niego pęknięte kręgi TH4 oraz TH5. Z powodu kontuzji nie wziął udziału w poniedziałkowych Indywidualnych Mistrzostwach Wielkiej Brytanii. Pod znakiem zapytania są również jego występy w polskiej lidze. Brytyjczyk jeżdżący jako rezerwowy w Motorze Lublin często łatał dziury i zastępował kolegów będących danego dnia w gorszej dyspozycji. Thomsen po wstępnych badaniach w polskim szpitalu udał się na specjalistyczną diagnozę do Danii. Całe szczęście przeprowadzone do tej pory badania (tomograf, rtg) nie wykazały poważniejszych urazów. Nie wiadomo jednak kiedy Duńczyk wróci na tor ponieważ cały czas uskarża się na zawroty głowy oraz ból lewej ręki.

Kiedy Thomsen był w drodze do szpitala, powtórka 10. biegu przyniosła kolejne dramatyczne wydarzenia. Jadący w zastępstwie Thomsena rezerwowy – Jakub Miśkowiak, na wyjściu z pierwszego łuku próbuje wywozić Francuza – Davida Bellego. Ten wpada w nierówność i uderza z impetem w tor. Zachowanie Bellego po upadku jest zdecydowanie dziwne, wstaje natychmiast, w podskokach idzie w stronę bandy trzymając się za obojczyk, po czym osuwa się na ziemie. Na torze pojawia się kolejna karetka i lekarze szybko wystawiają diagnozę – złamany obojczyk. Bellego w tych zawodach już nie zobaczymy. Do ścigania ma wrócić na fazę play-off 2. Ligi Żużlowej. W dalszej części zawodów za Francuza występuje drugi rezerwowy – Igor Kopeć-Sobczyński. Czy w Toruniu tego dnia zabraknie rezerwowych?

Kolejne 8 wyścigów na szczęście przebiega bez większych incydentów. W 19 biegu na prowadzeniu znajduje się odbudowujący ostatnio formę Paweł Przedpełski. Paweł wygrywając ten wyścig zapewniłby sobie z dużym prawdopodobieństwem udział w wyścigu barażowym i ostatecznie walkę o finał. Jadący z dziką kartą „o pietruszkę” Miedziński (kolega Pawła z częstochowskiego Włókniarza) atakuje ostro Przedpełskiego. Oboje upadają na  tor. Miedziński zostaje wykluczony, oszołomiony Przedpełski w powtórce przyjeżdża za Nickim Pedersenem kończąc swój udział w zawodach. Ciężko zrozumieć co kierowało Miedzińskim w tym wyścigu, jedyne co przychodzi do głowy to próba utarcia nosa prezesowi Get Well Toruń – Przemysławowi Termińskiemu, który w negatywny sposób odniósł się do transferu Miedzińskiego i Przedpełskiego ze swojej drużyny do Włókniarza Częstochowa. Czy Miedziński mógł osiągnąć swój cel wywracając się razem z Przedpełskim na Motoarenie? Oceńcie sami.

Ostatecznie w finale zawodów pojechali Leon Madsen, Nicki Pedersen, Kacper Woryna oraz Grigorij Łaguta.  Jak już wcześniej zdradziliśmy zwyciężył ten pierwszy. Drugi był Rosjanin, trzeci Polak, czwarty Pedersen. Madsen w klasyfikacji generalnej traci tylko punkt do prowadzącego Łaguty. W cyklu GP jest na pierwszym miejscu ex aequo z Sajfutdinowem i Dudkiem. Gratulujemy, do wymarzonego celu jest coraz bliżej. Pytanie, ile razy usłyszymy jeszcze dźwięk łamanych kości zanim uda się ten cel ostatecznie zrealizować?