„Magic” o legendzie polskiego żużla, wspólnych wspomnieniach, pożegnaniu w Lublinie i planach startu w USA z Gregiem Hancockiem.
Sezon 2025 w polskim żużlu dobiegł końca, ale emocji wciąż nie brakuje. Jedną z najważniejszych chwil końcówki roku był turniej pożegnalny Jarosława Hampela w Lublinie – wydarzenie, które zgromadziło niemal całą czołówkę PGE Ekstraligi. Wśród uczestników nie mogło zabraknąć Macieja Janowskiego, który w ostatnim czasie ogłosił pozostanie w Betard Sparcie Wrocław na sezon 2026.
Janowski, wychowanek wrocławskiego klubu i medalista mistrzostw świata (indywidualnie jak i drużynowo), z ogromnym wzruszeniem mówił o Jarku Hampelu – żużlowcu, który ścigał się od 1998 roku i ma na swoim koncie m.in. 9 medali Drużynowych Mistrzostw Polski (z każdego klubu, w którym jeździł, zdobywał złoto), dwa srebra i brąz Indywidualnych Mistrzostw Świata, a także 6 złotych medali Drużynowych Mistrzostw Świata. Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedzią Macieja Janowskiego na temat swojego kolegi, który w tym sezonie zakończył sportową karierę jaka ukazała się na stronie redbull.com.
„Turniej pożegnalny Jarosława Hampela” – jak to w ogóle brzmi?
Maciej Janowski:
„Prawda, że strasznie dziwnie?! Jarek był na torze przez całe moje żużlowe życie, nie znam tej dyscypliny bez niego. Jego wkład w nasz krajowy żużel jest nie do przecenienia – był, jest i będzie wielką postacią. Ścigał się prawie przez trzydzieści lat, z reprezentacją osiągnął wszystko, a indywidualnie prawie wszystko. Wielka i wyjątkowa postać, bez dwóch zdań.”
Co według ciebie decyduje o tej wyjątkowości?
„Sam nie wiem. ‘Jaro’ ma w sobie coś, co czyni go niepowtarzalnym gościem. Na wielu płaszczyznach jest nie do podrobienia. Sportowo – wiadomo, to jest gigant. Liczba medali indywidualnych, wywalczonych z kadrą narodową, z klubami w różnych ligach robi niesamowite wrażenie.
Ale nie wiem, czy jeszcze ważniejsze nie jest to, jakim człowiekiem jest Jarek? To fantastyczny kolega, typ, z którym można się mocno pościgać, podyskutować na ważne tematy i świetnie pobawić. Jest szalenie pozytywnym facetem. Nie znam nikogo, kto miałby o nim złe zdanie, nie szanował go, nie cenił, miał jakiekolwiek zastrzeżenia. To fenomen, że przez tyle lat u nikogo sobie nie nagrabił. ‘Jaro’ to po prostu ‘Jaro’ i tyle w temacie.”
Dlatego bez wahania przyjąłeś zaproszenie do Lublina na jego pożegnalny turniej?
„Oczywiście, nie mogło mnie zabraknąć! Przyznam, że miałem już wcześniej inne plany i potwierdziłem pewne zobowiązania, ale kiedy zadzwonił Jarek, nie pozostawało mi nic innego, jak grzecznie przeprosić i stawić się w Lublinie. Żaden inny wariant nie wchodził w grę.”
Jak długo się znacie?
„Na pewno ja znam go dłużej, niż on mnie (śmiech). Jarek był jednym z tych zawodników, których śledziłem odkąd zacząłem interesować się żużlem. Kibicowałem mu i imponowało mi, że był tak dobry w tak młodym wieku.
Pierwszy raz nasze drogi przecięły się bardzo szybko. ‘Jaro’ przeszedł do wrocławskiego klubu, kiedy ja byłem jeszcze w szkółce. Rany, co to było za przeżycie! Mój idol w tym samym klubie, w tym samym parku maszyn! Nie wiedziałem, czego się spodziewać, a okazało się, że mogłem liczyć na same dobre rzeczy.”
Na przykład?
„Jarek od początku skracał dystans. Nigdy nie budował wokół siebie muru, nie był zarozumiały itp. Przeciwnie, zawsze znalazł czas dla wszystkich, nawet najmłodszych adeptów. Tworzył wokół siebie jakąś szczególną aurę, był bardzo otwarty i wszyscy do niego lgnęli.
Można było poprosić go o radę i kiedy tylko potrafił, chętnie pomagał. Przecież dla mnie wtedy, jeszcze dzieciaka, to był ‘Pan Jarosław, Pan żużlowiec’! Długo zbierałem się na odwagę, by zapytać go, czy nie ma przypadkiem jakichś starych gogli, których już nie używa, bo mi akurat brakowało tego sprzętu.
Co zrobił Jarek? Oddał mi swoje, nowiuteńkie, tak piękne, że mi nie wypadało nawet o takich marzyć. Co zrobił mały Maciek? Oczywiście nigdy ich nie użył (śmiech)! Były zbyt cenne, żeby je zniszczyć. Są u mnie na półce do dzisiaj, nieużywane, od ponad dwudziestu lat…”
Jak zmieniała się wasza relacja?
„Na pewno bardzo, ale zawsze u jej podstaw leżał wzajemny szacunek. Mnie coś do Jarka od początku ciągnęło, czułem, że to jest porządny człowiek, z którym warto być blisko. Ja przecież w szkółce miałem wokół siebie mnóstwo rówieśników, a jednak lepszy flow od początku złapałem ze starszym o dekadę ‘Jarem’.
Potem zostaliśmy kolegami, a później naprawdę dobrymi kumplami. Przez lata wspólnie jeździliśmy w teamie Red Bulla i wykonaliśmy kilka iście szalonych akcji. Nigdy nie zapomnę wyścigu pod górę po hałdzie w Bieruniu!
Jarek zajmuje w moim życiu wyjątkowe miejsce. Uczyłem się od niego żużla, podejścia do sportu i właściwej postawy – w tym był i jest dla mnie wzorem do dziś.”
Co masz na myśli?
„Podejście, skromność, wrażliwość i koleżeńskość. W tych aspektach Jarek jest bardzo podobny do Grega Hancocka. Obaj osiągnęli w sporcie bardzo wiele, a jednocześnie nie pozwolili, by sukces zmienił ich w negatywny sposób.
Nie odfrunęli, nie zaczęli zadzierać nosa. Obserwowanie ich i przebywanie z nimi uświadomiło mi, że ci najlepsi, wybitni zawodnicy tym właśnie różnią się od pozostałych – błyszczą na torze, a w relacjach międzyludzkich pozostają uważni i normalni.
Jestem pewien, że to właściwa droga, którą też chcę podążać. Walczmy w wyścigach, dawajmy w nich z siebie wszystko, ale po zdjęciu kasku pozostawajmy kumplami, szanujmy się i bądźmy po prostu w porządku.”
Turniej Jarka był twoim ostatnim występem w sezonie?
„I tu wracamy do Grega (śmiech). 25 października mam jeszcze jeden start, wyjątkowy, w Kalifornii. Cały czas jestem w kontakcie z Gregiem, bo mój występ nie jest jeszcze pewny na 100 procent, ale liczę, że wszystko dobrze pójdzie i kolejny raz wystartuję w tych zawodach.
To raczej takie luźne, pokazowe ściganki na ultrakrótkim torze, ale jest przy tym mnóstwo dobrej zabawy i spotkań z ciekawymi ludźmi. Bilet do Stanów już mam i wierzę, że nie przepadnie!”
Jarek Hampel – mistrz, który zapisał się w historii
Jarosław Hampel przez 27 lat startów zapisał się złotymi zgłoskami w historii żużla. Jego dorobek obejmuje m.in.:
- 9 medali Drużynowych Mistrzostw Polski,
- 2 srebrne i 1 brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Świata,
- 6 złotych medali Drużynowych Mistrzostw Świata,
- występy w barwach klubów: Polonia Piła, Unia Leszno, Unia Tarnów, Betard Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góra, Motor Lublin.
Z każdym z nich zdobywał złoto Drużynowych Mistrzostw Polski — osiągnięcie bez precedensu w historii tego sportu.
Hampel i Janowski na hałdzie w Bieruniu w 2014 roku:








