W ostatnim czasie Zielona Góra stała się areną skandalu związanego z fikcyjnymi etatami w miejskich spółkach. Osoby związane z klubem żużlowym Falubaz Zielona Góra miały być zatrudniane na stanowiskach w Zakładzie Gospodarki Komunalnej (ZGK), mimo że faktycznie świadczyły pracę na rzecz klubu. Sprawa ta budzi skojarzenia z praktykami z czasów PRL-u, kiedy to fikcyjne zatrudnienie było powszechnym sposobem na wspieranie różnych inicjatyw, a szczególnie na wynagradzanie zawodników wielu klubów sportowych (o czym zainteresowani mówią oficjalnie). Ale wydawać by się mogło, iż czasy te bezpowrotnie minęły. Jednak okazuje się, iż w Winnym Grodzie postanowiono skorzystać z rozwiązań stosowanych w czasach „jedynie słusznej” epoki w historii naszego kraju.

Tło sprawy

Pod koniec października 2024 roku, w wyniku audytu przeprowadzonego na zlecenie nowego prezydenta Zielonej Góry, Marcina Pabierowskiego, ujawniono nieprawidłowości w ZGK. Okazało się, że cztery osoby – dwaj mechanicy i dwaj toromistrzowie związani z Falubazem – były formalnie zatrudnione w ZGK, ale w rzeczywistości pracowały dla klubu żużlowego. Łączna kwota wynagrodzeń wypłaconych tym osobom miała wynosić około 302 tysiące złotych.

Reakcje władz miasta i klubu

Nowe władze miasta, po objęciu urzędu, zleciły audyt w miejskich spółkach, który ujawnił nieprawidłowości finansowe. W ciągu dwóch lat poprzednie władze przeznaczyły około 27 milionów złotych z budżetu miasta na wsparcie klubu żużlowego, a dodatkowe 13-14 milionów złotych pochłonął remont parku maszyn.

Obecny prezes Falubazu, Adam Goliński, stanowczo odciął się od praktyk fikcyjnego zatrudniania:

„Mogę zapewnić, że od dłuższego czasu wszystkie osoby świadczące usługi na rzecz naszego klubu są związane z nami odpowiednimi umowami. Sprawę znam ze słyszenia, nie jesteśmy jej stroną i kategorycznie odcinamy się od takich praktyk.”

Działania prokuratury

Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze wszczęła śledztwo w sprawie nadużycia uprawnień i przywłaszczenia środków finansowych przez byłego prezesa ZGK, Krzysztofa S. Według ustaleń, w okresie od 1 lutego 2023 roku do 31 sierpnia 2024 roku, doprowadził on do zawarcia pozornych umów o pracę z pięcioma osobami, które faktycznie nie świadczyły pracy na rzecz ZGK. Pomimo to, z jego polecenia wypłacono im wynagrodzenia w łącznej kwocie 302 854,07 zł, co spowodowało znaczną szkodę majątkową dla spółki.

Krzysztof S. usłyszał zarzuty z art. 296 § 1 Kodeksu karnego (nadużycie uprawnień) oraz art. 284 § 2 w związku z art. 294 § 1 Kodeksu karnego (przywłaszczenie mienia znacznej wartości). Grozi mu kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

Kontekst historyczny i społeczny

Praktyki fikcyjnego zatrudniania były powszechne w czasach PRL-u, kiedy to różne instytucje i przedsiębiorstwa tworzyły „lewe etaty” w celu wspierania wybranych osób lub inicjatyw. Obecna sytuacja w Zielonej Górze pokazuje, że takie metody mogą nadal funkcjonować w niektórych środowiskach, co budzi poważne wątpliwości co do transparentności i uczciwości działań władz miejskich oraz zarządów spółek komunalnych.

Wnioski

Afera związana z fikcyjnymi etatami w Zielonej Górze rzuca cień na funkcjonowanie miejskich spółek oraz relacje między władzami miasta a lokalnymi klubami sportowymi. Sprawa ta podkreśla potrzebę przejrzystości i odpowiedzialności w zarządzaniu publicznymi środkami oraz konieczność stałego monitorowania działań osób pełniących funkcje publiczne.

Źródła: min. newslubuski.pl, wzielonej.pl, poscigi.pl