Pojawiające się od wielu tygodni spekulacje dotyczące przyszłości Artioma Łaguty zostały ostatecznie ucięte. Lider Betard Sparty Wrocław 13 stycznia br. podpisał nowy kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2028, potwierdzając tym samym deklaracje z grudniowej Gali Sparty, podczas której jasno mówił o chęci jazdy we Wrocławiu do końca kariery. Decyzja Rosjanina wywołała szeroką dyskusję w środowisku, a jeden z najmocniejszych komentarzy wygłosił Marek Cieślak – były wybitny żużlowiec i były selekcjoner reprezentacji Polski.
Doświadczony trener bez ogródek skomentował kulisy rozmów transferowych, zainteresowanie innych klubów oraz strategiczne działania prezesa Sparty, Andrzeja Ruski. Jak sam przyznał, wokół Łaguty „kręciło się wielu”, ale ostatecznie Wrocław okazał się miejscem nie do podważenia.
Koniec spekulacji i jasny sygnał ze Wrocławia
Informacja o przedłużeniu kontraktu z Łagutą na lata 2027–2028 ma ogromne znaczenie nie tylko sportowe, ale również wizerunkowe. Betard Sparta Wrocław to klub, który w ostatnich dziewięciu sezonach PGE Ekstraligi zdobył osiem medali (1 złoty, 4 srebrne i 3 brązowe). Skala sukcesów sprawiła, że prezes Andrzej Rusko sam określa Spartę mianem „żużlowego Realu Madryt”.
Marek Cieślak nie ukrywał, że decyzja o zabezpieczeniu przyszłości Łaguty była logicznym i koniecznym ruchem władz klubu.
– Lepszy Łaguta w garści niż Zmarzlik na dachu – żartuje Marek Cieślak i nawiązuje do tego, że w ostatnim czasie wiele słychać o tym, że nowym klubem Bartosza Zmarzlika w 2027 roku może być właśnie Sparta.
Były selekcjoner kadry narodowej podkreśla, że w tej sytuacji kluczowa była ostrożność i wyczucie momentu.
– Być może prezes Andrzej Rusko nie jest pewny, czy pozyska Zmarzlika. Dlatego sięgnął głęboko do kieszeni i przekonał Łagutę. W końcu kontrakt aż do 2028 roku musiał kosztować – dodaje Cieślak.
„Rusko musiał brać Łagutę, bo mógłby zostać z niczym”
W ostatnich tygodniach sam Łaguta podgrzewał atmosferę wokół swojej przyszłości, publikując w mediach społecznościowych różne wypowiedzi i sygnały, które tylko napędzały transferowe plotki. Ostatecznie wszystko zakończyło się po myśli Sparty, choć – jak zaznacza Cieślak – niekoniecznie po myśli innych klubów, które liczyły na jego pozyskanie.
– Decyzja Łaguty o kontynuowaniu kariery w Sparcie absolutnie mnie nie zaskoczyła – przyznaje Cieślak.
– Wszyscy przymierzają Zmarzlika do Wrocławia, być może to też się stanie, ale tego nie wiemy. Ale dajmy na to, że prezes Rusko nie dogadałby się teraz z Łagutą, a potem nie udało by mu się ze Zmarzlikiem. Dlatego prezes musiał to zrobić, a więc zdecydować się na Łagutę. Ale jeszcze raz podkreślę. Nic nie szkodzi, że jak ma Łagutę, to nie może mieć i Zmarzlika. Jedno drugiego nie wyklucza.
Cieślak zauważa, że potencjalne połączenie Łaguty i Zmarzlika w jednym klubie stworzyłoby drużynę zdolną do dominacji absolutnej.
– Oczywiście Łaguta i Zmarzlik we Wrocławiu spowoduje, że powstanie dream team zdolny do wygrywania z wszystkimi i o tytule zadecydują pieniądze.
Bez KSM rządzi pieniądz
W swojej wypowiedzi Marek Cieślak szeroko odniósł się również do realiów współczesnej PGE Ekstraligi, porównując je do czasów obowiązywania KSM.
– Dlatego ja jestem szczęśliwy, że gdy pracowałem w klubach to było KSM. Wtedy też można było zrobić dobrą drużynę, ale kosztem tego, że miało się też słabych zawodników. To miało jakiś sportowy sens.
Jednocześnie nie ukrywa, że obecny sezon zapowiada się wyjątkowo interesująco.
– Nie zmienia to jednak faktu, że liga bez KSM w tym roku będzie najciekawsza od lat. Przyszłościowo nie zmieniam jednak zdania. Uważam, że KSM jest konieczny. Bez niego zawsze będziemy mieli ligę kilku prędkości i będzie rządzić „kasa”. Tak było zawsze, ale nie na taką skalę jak obecnie – dodaje.
„Jak jamnik przy terierze”. Mocne porównanie Cieślaka
Jednym z klubów, które szczególnie liczyły na Łagutę, była Abramczyk Polonia Bydgoszcz, startująca obecnie w Metalkas 2. Ekstralidze i typowana w tym sezonie jako główny kandydat do awansu. Cieślak studzi jednak te oczekiwania.
– Być faworytem, a jeździć w PGE Ekstralidze to dwie różne rzeczy – mówi bez wahania.
Były selekcjoner nie ma wątpliwości, że czekanie na ewentualny awans mogłoby być dla Łaguty ryzykowne.
– Nie wiem czy Łagucie opłacało się czekać, jak Polonia w końcu wejdzie. A może nie wejdzie?
Najmocniejsze słowa padły jednak na koniec, gdy Cieślak porównał potencjał obu klubów.
– Polonia Bydgoszcz w stosunku do Sparty Wrocław wygląda dzisiaj tak, jak jamniczek do czarnego rosyjskiego teriera z mojej hodowli. We Wrocławiu są wielkiego pieniądze, wspaniała infrastruktura, sukcesy i cykl Grand Prix. Marka Sparty w polskim żużlu jest gigantyczna. W tym klubie chcą jeździć wszyscy – zakończył Cieślak.
Wrocław jako wybór oczywisty
Słowa Marka Cieślaka nie pozostawiają wątpliwości. Decyzja Artioma Łaguty to nie tylko kwestia pieniędzy, ale także stabilności, ambicji sportowych, infrastruktury i pozycji klubu. Sparta Wrocław konsekwentnie buduje swoją potęgę, a długoterminowe związanie lidera do 2028 roku jest kolejnym dowodem na to, że we Wrocławiu myśli się w kategoriach długofalowej dominacji.






