Betard Sparta Wrocław przegrała na wyjeździe z Bayersystem GKM-em Grudziądz 42:48 w jednym z najciekawszych spotkań 3. kolejki PGE Ekstraligi (niedziela 26 kwietnia br.). Mecz miał wyraźnie dwie fazy – dominację gospodarzy i powrót Wrocławian – a jego losy rozstrzygały się praktycznie do ostatnich wyścigów. Najjaśniejszą postacią gości był Artem Łaguta, który zdobył 14 punktów i – jak się okazało – dokonał tego na silniku mającym… osiem lat.
Trudny początek i szybka ucieczka GKM-u
Od pierwszych biegów było widać, że Sparta nie trafiła z ustawieniami. Gospodarze byli szybsi spod taśmy, a przygotowanie toru wyraźnie premiowało start (Niespodzianka trenera Roberta Kościechy, który przygotował bardzo twarde pola startowe).
Po pierwszej serii wynik był jeszcze wyrównany (14:10 – po czterech biegach), ale już w kolejnych wyścigach zarysowała się przewaga zespołu z Grudziądza. Kluczowy był bieg szósty, w którym po przerwaniu wyścigu i powtórce gospodarze wygrali podwójnie. W tym momencie zrobiło się aż 23:13.
Sparta znalazła się w poważnych tarapatach – liderzy nie błyszczeli a zdecydowanie brakowało punktów drugiej linii. Nawet Łaguta na początku nie wygrywał wyścigów. Tak więc zakładany przez Roberta Kościechę cel – został osiągnięty.
Łaguta odpala tryb lidera
Rosjanin z polskim paszportem rozkręcał się jednak z biegu na bieg. Po dwóch drugich miejscach w pierwszych startach, później był już praktycznie nie do zatrzymania. Wygrywał swoje biegi, napędzał drużynę i dawał sygnał do odrabiania strat.
W końcówce meczu był najpewniejszym punktem Sparty (poza wpadką w decydującym o losach meczy – biegu 13), a jego jazda – jak wielokrotnie w Grudziądzu – robiła ogromne wrażenie.
Po zawodach zdradził jeden z kluczowych sekretów dotyczących sprzętu:
„Wszystkie biegi jechałem na tym silniku. Jak widać, sprawuje się tutaj świetnie. Była prędkość, czułem się bardzo dobrze, więc jestem zadowolony. Mam kilka takich samych silników, ale wierzę akurat w ten i kolejny rok to się sprawdza”.
To właśnie ten ośmioletni silnik okazał się jednym z fundamentów jego świetnej dyspozycji.
Powrót Sparty – mecz się wyrównał
Przełom dla gości przyszedł w biegu ósmym. Rezerwa taktyczna i duet Łaguta – Janowski przyniosły podwójne zwycięstwo 5:1. Strata gości stopniała do sześciu punktów (27:21), a Sparta wróciła do gry.
Kolejne biegi były już zdecydowanie bardziej wyrównane. Wrocławianie zaczęli trafiać z ustawieniami, a ich liderzy regularnie punktowali. Po jedenastym wyścigu było już tylko 34:32 dla gospodarzy.
Wydawało się, że goście mogą doprowadzić do sensacyjnego odwrócenia losów spotkania.
Decydujący cios gospodarzy
Kluczowy okazał się bieg trzynasty. Para Bastian Pedersen – Wadim Tarasienko wygrała podwójnie 5:1, powiększając przewagę GKM-u do sześciu punktów (42:36).
To był moment, w którym gospodarze odzyskali kontrolę nad spotkaniem.
Choć Sparta walczyła do końca, a Łaguta wygrał jeszcze bieg piętnasty, straty były już nie do odrobienia.
Tor i starty – klucz do zwycięstwa GKM-u
Po meczu dużo mówiło się o przygotowaniu nawierzchni. Trener gospodarzy Robert Kościecha zapowiadał niespodziankę – i rzeczywiście, tor był bardzo twardy, a starty miały kluczowe znaczenie.
Potwierdził to Wadim Tarasienko:
„Start był bardzo mocno uklepany. Ten element decydował dzisiaj w większości o kolejności na mecie. Gdy zostało się o długość motoru na starcie, trudno było cokolwiek zrobić na trasie”.
To właśnie ten element sprawił, że Sparta przez długi czas nie mogła znaleźć sposobu na rywali.
Liderzy i liczby
W ekipie gospodarzy nie było jednego dominatora, ale kilku zawodników punktowało bardzo równo. Najwięcej punktów zdobyli:
- Michael Jepsen Jensen – 10+1
- Maksym Drabik – 9+3
- Wadim Tarasienko – 9+1
Po stronie Sparty zdecydowanym liderem był:
- Artem Łaguta – 14
Wsparcie dali Brady Kurtz (10) oraz Maciej Janowski (8+1), ale to nie wystarczyło do zwycięstwa.
Podsumowanie
Hit w Grudziądzu nie zawiódł. Było tempo, emocje i zwroty akcji. GKM wykorzystał atut własnego toru i kapitalne starty, budując przewagę w pierwszej fazie meczu.
Sparta odpowiedziała ambitnie i była bliska odrobienia strat, ale ostatecznie zabrakło kilku punktów – i może jednego wygranego biegu więcej w kluczowym momencie.
Jedno jest pewne – Artem Łaguta po raz kolejny pokazał, że tor w Grudziądzu to jedno z jego ulubionych miejsc na żużlowej mapie. Nawet jeśli do zwycięstwa drużyny tym razem zabrakło niewiele.








