Wokół Leona Madsena od wielu miesięcy praktycznie nie robi się cicho. Duńczyk regularnie trafia na pierwsze strony żużlowych portali i gazet — raz za sprawą wielkich sukcesów, innym razem przez kontrowersje, napięcia, burzliwe życie rodzinne czy kolejne dyskusje dotyczące atmosfery w Stelmet Falubazie Zielona Góra. Po niedzielnym meczu z Fogo Unią Leszno temat wrócił ze zdwojoną siłą.
Falubaz przegrał na własnym torze 38:52, a rozmiary porażki tylko potwierdziły ogromne problemy drużyny Grzegorza Walaska. Zielonogórzanie byli osłabieni brakiem kontuzjowanych Damiana Ratajczaka i Dominika Kubery, ale kibiców najbardziej zabolał styl tej przegranej. Drużyna wygrała indywidualnie zaledwie trzy z piętnastu wyścigów, a Unia praktycznie od początku kontrolowała wydarzenia na torze.
W tym wszystkim jedynym zawodnikiem Falubazu, który realnie potrafił przeciwstawić się liderom leszczynian, był właśnie Leon Madsen. Duńczyk zdobył 13 punktów i jako jeden z nielicznych próbował ratować wynik gospodarzy. Po zawodach jednak znacznie więcej niż o jego punktach mówiło się o słowach wypowiedzianych przed kamerami Canal+.
„Tor był zupełnie inny niż na treningu”
Madsen nie ukrywał rozczarowania tym, jak wyglądał tor podczas meczu. I choć nie wymienił nazwiska Grzegorza Walaska wprost w krytycznym tonie, to bardzo wyraźnie zasugerował, że decyzje sztabu mogły mieć wpływ na przebieg spotkania.
– „Spędziliśmy dużo czasu na treningach. Dopracowaliśmy ustawienia, a przyjeżdżamy na mecz i tor jest zupełnie inny, niż na treningu. Nie wiem, dlaczego tak to wyglądało, ale to pytanie do trenera, a nie do mnie” – powiedział Duńczyk.
To były słowa, które natychmiast odbiły się szerokim echem w środowisku. Zwłaszcza że już od kilku tygodni wokół Falubazu mówi się o napięciach i coraz większej frustracji wewnątrz zespołu.
Madsen znów musi się tłumaczyć
Sytuacja jest o tyle specyficzna, że jeszcze tydzień wcześniej Leon Madsen przeżywał wielki sportowy moment. Duńczyk wygrał Grand Prix Czech w Pradze i wydawało się, że wraca do swojej najwyższej dyspozycji. W Zielonej Górze liczono, że stanie się liderem, który pociągnie Falubaz w trudnym momencie sezonu.
Po meczu z Unią Madsen przekonywał jednak, że jego forma faktycznie wraca, a problemy drużyny mają znacznie szerszy wymiar.
– „Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz. Cóż mogę powiedzieć… Ciągle mamy pecha. Nie wiem, czy wisi nad nami jakieś fatum, czy o co chodzi. Najpierw ja byłem kontuzjowany, a później koledzy z drużyny. Pech nas prześladuje. Jeśli chodzi o mnie, to cieszę się z faktu, że zaczynam lepiej czuć się po kontuzji i wracam do swojego normalnego poziomu” – tłumaczył.
Duńczyk bardzo szeroko odniósł się również do swojej wcześniejszej kontuzji. Jak przyznał, uraz był znacznie poważniejszy, niż wielu osobom się wydawało.
– „Kibice muszą zrozumieć, że odniosłem kontuzję na początku sezonu. Zresztą nie chciałem w tych zawodach zbytnio uczestniczyć, bo priorytetowo traktuję PGE Ekstraligę, a tamte zawody były bardzo blisko początku ligi. Ludzie myślą, że kontuzja nie była tak groźna, jak w rzeczywistości była. Miałem wstrząśnienie mózgu, uraz szyi, pokiereszowane żebra. Nie mogłem przez to spać, nie mogłem chodzić przez tydzień, a to mnie cofnęło w rozwoju o miesiąc. To trzeba przeżyć na własnej skórze, upadek z motocykla jadąc 100 km/h. Wówczas mało kto by poszedł do pracy na drugi dzień” – mówił lider Falubazu.
Coraz więcej pytań o atmosferę
W Zielonej Górze coraz częściej mówi się jednak nie tylko o problemach sportowych, ale także o atmosferze w drużynie. Kamery Canal+ ponownie uchwyciły wymowne sceny w parku maszyn.
Przed biegami nominowanymi Stelmet Falubaz jako drużyna przegrywająca miał prawo wyboru zestawu startowego. Sztab zdecydował się na drugi zestaw pól. Chwilę później kamery pokazały, jak Leon Madsen wyraźnie dopytuje o powody tej decyzji.
Najbardziej wymowne było jednak to, kto tłumaczył zawodnikowi wybór. Nie robił tego trener Grzegorz Walasek, lecz obecny w parkingu prezes klubu Adam Goliński. Całą sytuację krótko skomentował w studiu Canal+ Krzysztof Cegielski.
– „Dlaczego wybraliśmy ten zestaw? Dlatego, że tak wybraliśmy” – ironicznie podsumował ekspert.
To kolejny sygnał, że w klubie nie wszystko funkcjonuje tak, jak powinno. Tym bardziej że już po wcześniejszym meczu w Gorzowie głośno było o spięciu na linii Madsen – Walasek.
„Media próbują gonić za sensacją”
Po niedzielnym spotkaniu emocje pojawiły się także po piętnastym biegu. Na torze doszło do nieporozumienia pomiędzy Leonem Madsenem a Przemysławem Pawlickim. Obaj jechali bardzo blisko siebie, a Duńczyk został przyblokowany przez klubowego kolegę.
Madsen tonował jednak nastroje.
– „Musicie zapytać Przemka. Zawsze się z tego śmieję, bo my się naprawdę dobrze dogadujemy prywatnie. Taki po prostu czasem jest żużel, że jedzie się blisko siebie. Media próbują gonić za sensacją i może znów to się stanie po tym wydarzeniu. Między nami nie ma żadnych pretensji. W trakcie biegu adrenalina w nas buzuje i możemy popełnić błąd. Przemek trochę mnie zablokował, mógł mnie nie widzieć, ale naprawdę wszystko jest ok i nie trzeba z tego robić medialnej sensacji” – wyjaśniał.
Falubaz coraz bliżej play-down
Problem Falubazu polega jednak na tym, że kolejne tygodnie przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi. Drużyna miała walczyć o medale, tymczasem po siedmiu kolejkach coraz wyraźniej osuwa się w stronę walki o utrzymanie.
Kontuzje, słabsza forma liderów, brak regularności i coraz większe napięcia wokół zespołu sprawiają, że Zielona Góra żyje dziś bardziej kryzysem niż sportowymi sukcesami. A Leon Madsen — niezależnie od tego, czy wygrywa Grand Prix, czy publicznie komentuje sytuację drużyny — pozostaje centralną postacią całego zamieszania.
I wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nie zejdzie z pierwszych stron żużlowych mediów.








