Jeszcze kilka miesięcy temu w Krośnie nikt nie wyobrażał sobie scenariusza, w którym Cellfast Wilki będą oglądały plecy ligowej czołówki i zamiast spokojnie przygotowywać się do fazy play-off, zaczną nerwowo oglądać się za siebie. Drużyna budowana z myślą o walce o najwyższe cele w Metalkas 2. Ekstralidze coraz mocniej rozczarowuje, a kolejne straty punktów sprawiają, że wokół zespołu zaczyna robić się naprawdę gorąco.

Niedzielna porażka w Łodzi z H.Skrzydlewską Orłem 44:46 była dla krośnian już piątą przegraną w obecnym sezonie. Sam wynik nie oddaje jednak skali problemów, z jakimi zmaga się zespół Piotra Świderskiego. Wilki pojechały kolejny nierówny mecz. Z jednej strony mogły liczyć na znakomitego Luke’a Beckera, który zdobył aż 14 punktów z dwoma bonusami i był prawdziwym liderem drużyny. Z drugiej jednak strony zawiedli zawodnicy, którzy mieli stanowić o sile zespołu w walce o awans do PGE Ekstraligi.

Największy niepokój w Krośnie budzi postawa Jasona Doyle’a. Australijczyk miał być gwarancją regularnych, dwucyfrowych zdobyczy punktowych i jednym z najlepszych zawodników całej ligi. Tymczasem na Moto Arenie wygrał zaledwie jeden bieg i zakończył zawody z dorobkiem dziewięciu punktów. Dla zawodnika tej klasy to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Jeszcze bardziej wymowne było jednak to, że Doyle w kluczowych momentach meczu nie potrafił przejąć odpowiedzialności za wynik drużyny.

Problemy mieli również Tobiasz Musielak i Robert Chmiel. Musielak zdobył sześć punktów i ani przez moment nie przypominał zawodnika, który potrafi seryjnie wygrywać biegi na zapleczu Ekstraligi. Chmiel dorzucił tylko cztery punkty z bonusem. To zdecydowanie za mało jak na formację seniorską zespołu, który przed sezonem był wymieniany w gronie głównych kandydatów do walki o finał ligi.

Po meczu w Łodzi coraz głośniej zaczęto mówić o przyszłości trenera Piotra Świderskiego. Szkoleniowiec znalazł się pod ogromną presją, a wypowiedź prezesa klubu Grzegorza Leśniaka tylko podsyciła spekulacje dotyczące możliwych zmian.

– „Piotr przed chwilą na nogach zrobił okrążenie wokół toru. Myślę swego rodzaju symboliczne. Wiedział, o co jedziemy. Drużyna też wiedziała, o co jedziemy, jakie są założenia, jeżeli chodzi o jego przyszłość w naszym klubie. Na pewno trzeba zmiany, żeby tknąć impuls w ten zespół. Bo ten zespół to jest drużyna, która powinna mieć miejsce w tabeli, w pierwszej czwórce i to wysoko w tej czwórce. I wciąż ta drużyna ma na to szansę. Tylko musi zatrybić, musi przełożyć to na, odblokować się i zacząć zdobywać gremialnie punkty. Przed nami mecz z Bydgoszczą. Tutaj o punkty będzie niezmiernie trudno, bo Bydgoszcz może wygrać w tym roku wszystkie mecze ligowe. Ale układ spotkań jest taki, że, że oczywiście bydgoszczanom będziemy chcieli się postawić w tym meczu i jechać o maksa” – mówił Grzegorz Leśniak na antenie Canal+ Sport 5.

To były słowa bardzo wymowne. Prezes Wilków nie ogłosił wprost rozstania z trenerem, ale jednocześnie nie stanął za nim murem. Wręcz przeciwnie – jasno przyznał, że w klubie dojrzewa przekonanie o konieczności wykonania jakiegoś ruchu, który miałby pobudzić drużynę.

Jednocześnie Leśniak zwrócił uwagę na fakt, o którym w sporcie często się zapomina – trener nie pojedzie za zawodników.

– „Wracając do pytania, myślę, że trzeba dokonać jakichś zmian. Pewnie najłatwiej zawsze zmienić jest trenera. Tylko ja tu chciałem powiedzieć jedną rzecz: trener za tych zawodników nie wsiądzie na motocykl. Nawet Frederik Jakobsen dwa dni temu u państwa na antenie wypowiedział się po meczu, że co ma trener, to jest zawodnik, zawodowiec. On musi robić wszystko, żeby, żeby jechać. Trener dwoi się i dwoi się i troi, robi, co może, żeby tchnąć w tych zawodników lepszą wiarę, ale on ostatecznie nie wsiądzie na motor. To są doświadczeni zawodnicy i wiedzą sami najlepiej, co poukładać, żeby było lepiej” – kontynuował prezes Cellfast Wilków.

W Krośnie coraz wyraźniej widać, że problemów nie da się sprowadzić wyłącznie do osoby szkoleniowca. Zespół wygląda na mentalnie zablokowany. Zawodnicy jeżdżą nierówno, często przegrywają starty, a gdy mecz wchodzi w decydującą fazę, brakuje lidera zdolnego pociągnąć drużynę. Wilki bardzo rzadko wygrywają podwójnie biegi, a ich spotkaniom towarzyszy chaos i brak stabilizacji.

Dodatkowo sytuacja robi się coraz trudniejsza w tabeli. Każda kolejna strata punktów powoduje, że krośnianie oddalają się od ligowej czołówki. Tymczasem przed nimi niezwykle wymagające spotkanie z Abramczyk Polonią Bydgoszcz, czyli zespołem, który prezentuje obecnie najwyższy poziom w całej Metalkas 2. Ekstralidze.

W klubie doskonale zdają sobie sprawę, że jeśli Wilki szybko się nie odbudują, sezon, który miał być walką o awans, może zamienić się w desperacką batalię o miejsce w play-off. Dlatego najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla przyszłości całego projektu budowanego w Krośnie.

Presja rośnie z każdym tygodniem. Kibice oczekują reakcji, działacze szukają impulsu, a drużyna stoi dziś pod ścianą. Pytanie brzmi już nie czy, ale jakie zmiany zdecydują się przeprowadzić władze Cellfast Wilków.