Rynek transferowy w PGE Ekstralidze osiąga właśnie punkt wrzenia. Za sprawą jednego nazwiska – a właściwie dwóch. Piotr i Przemysław Pawliccy są dziś na ustach wszystkich menedżerów, prezesów i kibiców. Ich wymagania finansowe przyprawiają niektórych o zawrót głowy, a inni z uznaniem przyglądają się, jak bracia wykorzystują najlepszy sezon w karierze, by rozdać karty w transferowym pokerze.
Cena za podpis? Milion dwieście. Punkt? Dwanaście tysięcy
Obaj Pawliccy chcą w przyszłym sezonie podpisać kontrakty, które zapewnią im finansowe bezpieczeństwo na lata. Jak informują osoby zbliżone do rozmów, oczekują 1,2 miliona złotych za podpis i 12 tysięcy złotych za każdy zdobyty punkt. To stawki zarezerwowane dotąd jedynie dla absolutnych liderów światowego speedwaya. Tymczasem mowa o zawodnikach, którzy jeszcze rok temu nie mogli znaleźć miejsca w czołowych klubach.
Jak to możliwe? Odpowiedź jest prosta – forma. Obaj bracia jadą sezon życia. Regularnie zdobywają dwucyfrowe zdobycze punktowe, są liderami swoich drużyn i co ważne – Polakami. A tych na rynku jest jak na lekarstwo.
Transferowa ruletka
Na dziś Piotr Pawlicki jest najbliżej przejścia do Gezet Stali Gorzów, natomiast Przemysław prowadzi rozmowy ze Stelmet Falubazem Zielona Góra, Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa i również Gorzowem. Co ciekawe, właśnie zielonogórzanie, którzy początkowo byli faworytami do zatrudnienia starszego z braci, zaczęli się wycofywać. Powód? Pieniądze.
Przedstawiciele Falubazu podkreślają, że nie zamierzają płacić Przemkowi więcej niż Leonowi Madsenowi czy Dominikowi Kuberze, którzy mają w klubie status gwiazd. To jasny sygnał, że nie wszyscy są gotowi zaakceptować nowy „dyktat cen”.
Gajewski: „Pawliccy już wygrali tę giełdę”
Nie brakuje jednak głosów, że bracia Pawliccy mają pełne prawo żądać rekordowych kontraktów. Tak uważa m.in. Jacek Gajewski, były menedżer toruńskiego Apatora, który w rozmowie z dziennikarzami stwierdza jednoznacznie:
– To co było kiedyś już się nie liczy i dzisiaj bracia Pawliccy mają argumenty, by negocjować z klubami bardzo wysoko. Jestem przekonany, że żadna gra prezesów nie ma tutaj szans na powodzenie, a obaj zawodnicy dostaną takie pieniądze, jakie chcą. Oczywiście odrobinę będą musieli obniżyć swoje oferty, ale absolutnie nie mówimy o obniżce 20-30 procent. To będą kosmetyczne zmiany. Oni już wygrali tę giełdę transferową, a działacze po prostu będą musieli to zaakceptować i spełnić ich wymagania finansowe – przekonuje Gajewski.
I dodaje:
– Jeśli Falubaz nie zdecyduje się podpisać z Przemkiem Pawlickim tak wysokiego kontraktu, to zrobi to ktoś inny. Rynek liderów w PGE Ekstralidze jest bardzo wąski, a ci zawodnicy zazwyczaj dostają to, czego chcą. Obaj zawodnicy są napędzeni i na pewno znajdzie się działacz, który podejmie ryzyko. Argumenty o przeczekaniu wysokich żądań zawodników to bajki. Nic takiego się nie stanie.
Argument atutu krajowego zawodnika
Nie można zapominać, że w nowoczesnym speedwayu liczy się nie tylko forma, ale i narodowość. W dobie limitów na zawodników krajowych, bracia Pawliccy – jako Polacy – są dla wielu klubów złotem w czystej postaci. Ich obecność w składzie pozwala otworzyć miejsce dla zagranicznego juniora lub zawodnika U24, co staje się kluczowe przy budowaniu silnych drużyn na przyszły sezon.
– Właśnie z tego powodu uważam, że sytuacja Pawlickich jest obecnie dużo lepsza niż Andersa Thomsena. Duńczyk ma słabszy sezon i jest obcokrajowcem, co może nieco hamować entuzjazm działaczy. On też na pewno znajdzie sobie zespół w PGE Ekstralidze, ale być może będzie musiał zejść z ceny nieco mocniej niż Pawliccy – podsumowuje Gajewski.
Poker, który może zmienić układ sił
Czy klubom opłaca się płacić takie pieniądze? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne – bracia Pawliccy nie tylko odzyskali reputację topowych żużlowców, ale i stali się centralnymi postaciami najgorętszego okna transferowego ostatnich lat. Jeśli ktoś gra zbyt ostro, to na pewno nie są to oni – tylko ci, którzy nie docenili ich potencjału wcześniej.
Rynek pokazuje dziś, że w żużlu reputacja może się zmienić w kilka miesięcy. A odwaga – jak w przypadku Pawlickich – bywa sowicie wynagradzana.






