Wczoraj, 17 października br. poznaliśmy wyniki głosowania w tegorocznej edycji Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. W obozie Szarży panuje przygnębienie. Wydawać by się mogło, iż osoby związane z wrocławskim speedrowerem, z liderem projektu Damianem Wojczyńskim zrobiły wszystko by budowa nowego toru doczekała się realizacji w ramach tegorocznego WBO. Niestety stało się inaczej.
Na pewno, po ogłoszeniu wyników WBO 2024, speedrowerowa społeczność Szarży czuje ogromny zawód. Rozczarowania nie kryje także Żelek. Ten doświadczony zawodnik, sędzia, komentator i mechanik w jednej osobie, włożył ogrom pracy, by doszło do realizacji budowy nowego toru. Miał masę pomysłów – wydawałoby się – na skuteczną promocję swojego projektu. Teraz wszystko wraca do szarej rzeczywistości, borykania się na co dzień z tymi samymi problemami np.: brakiem bieżącej wody, czy także brakiem możliwości przyłączenia się do prądu – bez perspektyw zmian na lepsze w najbliższym czasie…
W wypromowaniu projektu nr 162 nie pomogła nawet czasowa wystawa pt Historia speedrowera we Wrocławiu w Centrum Historii Zajezdnia, która powstała – a jakżeby inaczej – dzięki staraniom nieocenionego Damiana Wojczyńskiego. Ekspozycję dotyczącą cycle speedwaya można było oglądać do minionego poniedziałku 14 października br. Z racji tego, że była to wystawa „dodatkowa”, znajdująca się w sąsiedztwie ciągu pieszego, dostęp do niej był całkowicie darmowy, możliwy w godzinach funkcjonowania placówki przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu. Tak więc każdy kto chciał bliżej przyjrzeć się historii speedrowera stolicy Dolnego Śląska, mógł to bez problemu uczynić.
Zawodnik Szarży postarał się o naprawdę bardzo cenne eksponaty, wśród których były min. ręcznie wykonane plastrony TMSM Sparty, trofea wrocławskich zawodników, czy też „słynny” czerwony rower.
A tak o tym rowerze napisał Damian Wojczyński:
Można powiedzieć, że w naszym „świecie” to już prawie retro. Rama BIO-BIKE, z wąskim prześwitem z tyłu. Nieprodukowany już Maxxis Larsen 1.90 wchodzi tam dosłownie „na „żyletę.
Korby 175mm na kwadrat, które mocni zawodnicy dosłownie przekręcali w miejscu mocowania.
Pedały przerabiane na papier ścierny (klej z pistoletu, drewniane klocki, szlifowanie, klejenie na butapren – kilku z Nas nadal pamięta ten „proces”).
Z tyłu wolnobieg Sturmey Archer, który w pierwszych latach „dużych” rowerów w Polsce był jednym z najlepszych, jednak dostępny wtedy tylko na Wyspach i trafiał do Nas głównie przy okazji wyjazdów do Wielkiej Brytanii na Mistrzostwa Europy czy też Świata. Teraz jeżdżą na nim już tylko początkujący zawodnicy.
Rama tego roweru ma ciekawą historię w tle. O tym mogli szczegółowo dowiedzieć się odwiedzający wystawę w CH Zajezdnia.
Źródło i zdjęcie: fb Damian Wojczyński






