Quo vadis polski speedway. Milionerzy tacy jak Witold Skrzydlewski z Orła Łódź, czy Tadeusz Zdunek mają dość wykładanie własnych milionów na speedway. Jakoś przepychających się tłumów biznesmenów do przejęcia tych klubów nie widać.

A z drugiej strony pojawiają się kosmiczne kwoty za reprezentowanie danego klubu – co tu dużo mówić – gasnących już gwiazd światowego speedwaya. Zarówno 39-letni Jason Doyle jak i 35-letni Leona Madsen apogeum swoich karier mają już za sobą. Jednak są gwarantem – choćby jak w przypadku Madsena – solidnych zdobyczy punktowych.

Doświadczony polski szkoleniowiec Marek Cieślak dobitnie podsumował postępowanie w ostatnim czasie Leona Madsena:
Tak jest z zawodnikami. Pieniądze robią wszystko. Każdy je lubi, a Leon nie jest inny. Dostał propozycję nie do odrzucenia i z niej skorzystał.

Nie od dziś Jason Doyle nazywane jest Doylarem. I zbieżność ksywki Australijczyka nie jest tu przypadkowa. Dla większych pieniędzy w Krośnie potrafił wystawić do wiatru Unię Leszno. Niektórzy śmieją się wprost z Doylara – postapił uczciwie, poszedł tam gdzie mu zaproponowali więcej.

Otóż to. Dochodzimy do sedna sprawy! Chodzi o tę większą kasę. Jako Polska na światowej arenie żużlowej niewiele znaczymy. Ostatni przykład przez nienawidzącego Polaków Armando Castagnę i wyrzucenie Macieja Janowskiego z półfinału SGP w Cardiff dobitnie o tym świadczy. Nie liczą się z nami. Liczą tylko – zagraniczni żużlowcy – ogromną kasę jaką mogą w Polsce zarobić. Wszyscy mówią to wprost. Takiej kasy jak w Polsce nie ma nigdzie!

Zawodnicy przyjeżdżający do Polski kochają tylko nasze pieniądze, które mogą w Polsce zarobić.

Prezesi polskich klubów żuzlowych, a także sponsorzy podcinają gałąź na której sami siedzą. To jest oczywiste, iż zagraniczni żużlowcy przyjeżdżają do Polski, tylko dlatego, iż tutaj mogą zarobić ogromne pieniądze, jakich pracując (startując w innych ligach żużlowych) nie zobaczyli by przez całe swoje kariery. A to ie wróży nic dobrego. Bogatego zawodnika stać na stosowanie najnowocześniejszych technologii w swoim sprzęcie. Powoduje to coraz droższe rozwiązania na które stać najbogatszych. Tym samym robi się ogromna przepaść między zawodnikami topowymi, a tymi z tzw. „drugiej linii”. Speedway staje się coraz droższym sportem – mimo, iż jest niszowy staje się elitarny – bo chcąc osiągać najlepsze wyniki trzeba inwestować grubą w wyścig zbrojeń. I tak nakręca się spirala podnosząca koszty związane z uprawianiem żużla, a tym samym podnosząca wynagrodzenia zawodników.

Kto się do tego pociągu nie załapie – ten odpada z gry. A pociąg pędzi coraz szybciej i jest w nim coraz mniej zawodników.

Oby w tym przypadku nie potwierdziło się stare polskie przysłowie: Mądry Polak po szkodzie.

Redaktor Bartłomiej Czekański napisał na swoim profilu fb:SAMOBÓJCY. POLSKI SPEEDWAY ZMIERZA NA SPOTKANIE Z WIELKIM KRACHEM! REALNIE NIE MA W NIM TAKICH PIENIĘDZY! 5 BANIEK DLA DOYLE’A? DOM WARIATÓW!

Znany redaktor pozwolił sobie zacytować teksty z Interia.pl oraz sportowe fakty.wp.pl.

INTERIA: Leon Madsen odchodzi z Krono-Plast Włókniarza Częstochowa do NovyHotel Falubazu Zielona Góra. Pod Jasną Górą oburzenie, bo klub po stracie Madsena musiał wyłożyć 5 milionów na kontrakt Jasona Doyle’a, który ma zapełnić lukę po Duńczyku. Natomiast Madsen w Falubazie może zarobić jeszcze więcej niż Doyle w Częstochowie. Nawet więcej niż ma oficjalnie Bartosz Zmarzlik w Orlen Oil Motorze Lublin.. Z naszych informacji wynika, że umowa Madsena składa się z kwoty za podpis (1,8 miliona złotych), premii za punkt (15 tysięcy) i dodatkowej umowy sponsorskiej na Grand Prix (400 tysięcy). Przy 200 punktach Madsen zarobi 5,2 miliona złotych. To więcej niż ma Bartosz Zmarzlik w Orlen Oil Motorze Lublin. W polskim żużlu wielkie pieniądze są od dawna. Prezesi i kibice od lat powtarzają, że sufit został właśnie przebity. Stawki płacowe wciąż jednak rosną. Rok i dwa lata temu kosmosem były stawki przekraczające milion za podpis i 10 tysięcy za punkt. Teraz na stole są zdecydowanie większe pieniądze. Nawet klub pierwszej ligi potrafi zaoferować 2,5 miliona kontraktu rocznie.

SF.pl: Dziś czołowe kluby na I-ligowym poziomie dysponują budżetem w wysokości ok. 10 mln zł, podczas gdy jeszcze kilka lat temu można było zbudować drużynę mającą ekstraligowe aspiracje za połowę tej kwoty. Najlepsi jeźdźcy jeszcze przed sezonem inkasują ok. 0,5 mln zł za sam podpis pod kontraktem. Zarabiają też ok. 5 tys. zł za każdy zdobyty punkt w meczu. Coraz więcej wydają też kluby z PGE Ekstraligi. Budżety w niektórych ośrodkach sięgają już 25 mln zł. – To jest jakaś epidemia. Fakt, że tacy ludzie jak Skrzydlewski czy Zdunek są zmęczeni żużlem i chcą się z niego wycofać, to sygnał ostrzegawczy. Spółki Skarbu Państwa zepsuły rynek – uważa w rozmowie z WP SportoweFakty Marta Półtorak, była prezes Stali Rzeszów, która sama przez kilka lat utrzymywała żużel w stolicy Podkarpacia.

Na zakończenie ponowiny pytanie z początku tego artykułu: Quo vadis polski speedway??

To wszystko wygląda dokładnie tak jak w filmach niezapomnianego mistrza Stanisława Barei. A cytat pochodzi z kultowej już komedii Miś (uważny czytelnik może zastąpić słowo miś, staropolskim słowem speedway!) :

– Powiedz mi, po co jest ten miś?
– Właśnie, po co?
– Otóż to, nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skale naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji – który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu, i co się wtedy zrobi?
– Protokół zniszczenia.

Bajecznie proste prawda?