Na ten finał w Toruniu czekano aż dziewięć lat. Motoarena, która dawno nie gościła decydującego o złotym medalu meczu, w niedzielę 21 września wypełni się do ostatniego miejsca. Ale fani, szczególnie ci przyjezdni, muszą sięgnąć naprawdę głęboko do kieszeni. Klub z Torunia wywindował ceny wejściówek na poziom, jakiego w PGE Ekstralidze jeszcze nie widziano.
Skandaliczne ceny na sektor gości
Największe emocje wywołała informacja o cenie biletu na sektor gości – fani Motoru Lublin muszą zapłacić 160 złotych (drożej niż na sektory w strefie niebieskiej i zielonej dla miejscowych kibiców). To kwota, która nie tylko przekracza rynkowe standardy, ale i łamie niepisaną zasadę obowiązującą od lat. Tradycyjnie bilety na sektor gości kosztują w granicach 50–70 złotych, a w przypadku finału – maksymalnie 100 złotych.
Dla porównania – w 2022 roku władze Betard Sparty Wrocław zareagowały na podwyżkę cen biletów przez Motor Lublin na mecz finałowy i… dopłaciły do każdego biletu dla kibiców powyżej kwoty 50 zł. W praktyce oznaczało to, że fani wrocławskiego klubu zapłacili za bilet na mecz o złoty medal DMP w Lublinie tylko 50 złotych, a resztę kosztów pokrył klub. To był przykład, jak można dbać o swoich kibiców.
W Toruniu – zamiast gestu wobec fanów – widzimy chęć maksymalnego wykorzystania nadarzającej się sytuacji, poprzez maksymalne wydrenowanie kieszeni kibica. I dlaczego kibice gości mają zapłacić „tylko” 160 złotych za wejściówkę – a nie np. 250 złotych? Sam wpływ z biletów na sektor gości przyniesie klubowi aż 176 tysięcy złotych.
Cennik biletów w Toruniu – astronomiczne kwoty
Władze KS Toruń opublikowały pełen cennik wejściówek na finał. Najtańszy bilet ulgowy kosztuje 72 złote (strefa zielona), a najdroższy – na trybunę czerwoną – aż 400 złotych.
🔹 Strefa Niebieska
- Bilet normalny: 155 zł
- Bilet ulgowy: 105 zł
🔹 Strefa Zielona
- Bilet normalny: 141 zł
- Bilet ulgowy: 72 zł
- Dzieci do 110 cm wzrostu – wejście za darmo
🔹 Strefa Czerwona
- Bilet normalny: 400 zł
- Bilet ulgowy: 210 zł
Czyli, dla przykładu: czteroosobowa rodzina (2 + 2 – z dziećmi powyżej 110 cm wzrostu) chcąca obejrzeć mecz finałowy w komplecie musi wydać na to wydarzenie (na najtańszym sektorze w Toruniu) aż 426 złotych na same bilety. A to nie są jedyne koszty związane z meczem. Czy ktoś przemyślał decyzję o tak horrendalnie wysokich cenach wejściówek? Czy chodzi o to, by żużel stał się sportem elitarnym dla najbogatszych kibiców? Tyko w świetle ogólnych wydarzeń związanych ze speedwayem jest to droga do znikąd.
Źródło: KS Toruń na X
„Żużel dla kibiców” – pusty slogan?
Kibice żużla od lat powtarzają na stadionach hasło: „żużel dla kibiców”. Decyzja toruńskich działaczy stoi w jaskrawej sprzeczności z tym przesłaniem. Owszem, finał to wydarzenie szczególne i naturalne jest, że ceny biletów mogą być wyższe niż w rundzie zasadniczej. Ale w przypadku Motoareny granice zostały przekroczone.
W poprzednich latach ceny w Toruniu na mecze półfinałowe sięgały maksymalnie 200 złotych na najdroższe miejsca. Teraz – dla porównania – najdroższe bilety kosztują 400 zł, a sektor gości wyceniono na poziomie zbliżonym do strefy VIP.
Klub liczy na rekordowe zyski
Dlaczego Toruń zdecydował się na tak drastyczny krok? Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Zwykle przychód z jednego meczu ligowego na Motoarenie wynosił około 800 tysięcy złotych. W przypadku finału – przy takich cenach – kwota może sięgnąć nawet 2 milionów złotych.
Ilona Termińska, prezes toruńskiego klubu, broni decyzji: – „Mówimy przecież o finale PGE Ekstraligi. Ceny biletów na inne sektory też są wyższe niż zwykle. Nie ma sensu doszukiwać się sensacji”.
Fani oburzeni, co zrobi Motor?
W środowisku kibiców zawrzało. Niektórzy zwracają uwagę, że teraz to Motor Lublin – organizator rewanżu – może zastosować podobną taktykę i ustalić równie wysokie ceny dla torunian. Różnica będzie jednak taka, że sektor gości w Lublinie jest bardzo mały i zmieści się tam jedynie grupa najbardziej zdeterminowanych fanów z Kujaw.
Jedno jest pewne – atmosfera wokół finału już przed pierwszym biegiem została zepsuta przez pieniądze. Zamiast święta żużla mamy rozgoryczenie, a hasło „żużel dla kibiców” znów brzmi jak pusta deklaracja.








