Mikkel Andersen został w piątkowy wieczór nowym indywidualnym mistrzem świata juniorów. Duńczyk wykorzystał własny tor w Vojens i po sezonie naznaczonym problemami zdrowotnymi sięgnął po najcenniejszy tytuł, jaki może zdobyć młody żużlowiec w rywalizacji FIM Speedway Under-21. To dla niego wyjątkowy moment również z punktu widzenia duńskiego żużla. Andersen został pierwszym reprezentantem tego kraju od 2012 roku, który zdobył mistrzostwo świata juniorów. Wcześniej dokonał tego Michael Jepsen Jensen.

Andersen zakończył tegoroczną rywalizację z dorobkiem 46 punktów. Ostateczne rozstrzygnięcie przyszło jeszcze przed ostatnią fazą zawodów, ponieważ jego najgroźniejszy rywal Maksymilian Pawelczak nie zdołał awansować do wyścigów ostatniej szansy. Po pięciu swoich startach Duńczyk mógł więc cieszyć się z mistrzowskiego tytułu.

Na podium zawodów w Vojens również nie zabrakło emocji związanych z duńskimi zawodnikami. Zwyciężył Nicolai Heiselberg, który dzięki temu zapewnił sobie srebrny medal całego cyklu z dorobkiem 42 punktów. Trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej przypadło Wiktorowi Przyjemskiemu. Polak, mistrz świata juniorów z 2024 roku i srebrny medalista z 2025 roku, zakończył tegoroczną rywalizację z 38 punktami.

Dla Andersena sukces ma jednak szczególny wymiar. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej jego sezon stanął pod dużym znakiem zapytania. 22 maja, podczas FIM Speedway of Nations – SON2 w Pradze, Duńczyk doznał złamania kości strzałkowej. Musiał przejść przez okres rehabilitacji i ciężkiej pracy, aby wrócić na tor. W Vojens udowodnił, że ten trud nie poszedł na marne.

Sam zawodnik przyznał po zawodach, że pełne znaczenie sukcesu jeszcze do niego nie dotarło.

Mikkel Andersen:

„To jeszcze tak naprawdę do mnie nie dotarło. Wiem jednak, że właśnie na to pracowaliśmy przez cały sezon.

To był dla mnie trudny rok, więc jest to ogromna ulga. Naprawdę nie potrafię powiedzieć, ile to dla mnie znaczy. To niewiarygodne i dziękuję wszystkim ludziom wokół mnie, którzy wykonali fantastyczną pracę. Nie jestem w stanie wystarczająco im podziękować za to, co robią. Przejście od kontuzji do zdobycia mistrzostwa świata jest moim zdaniem czymś niesamowitym.”

Upadek nie odebrał mu koncentracji

Droga Andersena do mistrzostwa nie była jednak pozbawiona nerwowych momentów. W swoim czwartym starcie, w 13. wyścigu zawodów, Duńczyk upadł i został wykluczony. Na torze pojawiły się problemy związane z jego stanem po równaniu, a później dodatkowym czynnikiem była woda. Andersen stracił kontrolę nad motocyklem i upadł na tor.

Nie był to jednak moment, który przekreślił jego szanse. Wcześniejsze dobre występy pozostawiały mu możliwość walki o awans do wyścigów ostatniej szansy. Musiał więc zachować koncentrację i walczyć do końca.

Mikkel Andersen:

„Miałem dobrą prędkość, ale po równaniu toru nie było już tak dobrze. Zrobiło się dość ślisko, a później pojawiła się woda. Przód motocykla po prostu mi uciekł i znalazłem się na ziemi.

Miałem jednak wcześniej kilka dobrych wyścigów, więc wciąż mogłem awansować do wyścigów ostatniej szansy. Musiałem dać z siebie wszystko. Walka była bardzo wyrównana. Dobrze było mieć trochę takiej akcji.”

Ten sukces ma jeszcze jeden wyjątkowy wymiar. Andersen został pierwszym mistrzem świata juniorów FIM Speedway Under-21, który wcześniej zdobył złoto w SGP3, czyli światowych mistrzostwach młodzieży do lat 16 na motocyklach o pojemności 250 cc.

Duńczyk znajduje się obecnie w gronie zawodników, którym wróży się w przyszłości miejsce w cyklu Speedway Grand Prix. Sam Andersen nie zamierza jednak przyspieszać swojej drogi. Ma dopiero 18 lat i przed sobą jeszcze trzy sezony rywalizacji w SGP2.

Mikkel Andersen:

„Mam dopiero 18 lat, więc przede mną jeszcze wiele lat. Mam jeszcze trzy sezony w tych rozgrywkach, dlatego na razie nie patrzę tak bardzo na ten wielki cel, jakim jest Speedway GP. To jest mój cel, ale droga do niego jest jeszcze długa. Idę krok po kroku. Chcę jeszcze wiele razy wygrać te rozgrywki.”

Andersen ma już także jeden medal SGP2. W 2025 roku zdobył brąz, a tegoroczne złoto sprawiło, że jego kolekcja w tej rywalizacji zaczyna nabierać poważnych rozmiarów.

Heiselberg z ogromną ulgą. Srebro mimo bolącej stopy

Na drugim stopniu podium całego cyklu znalazł się Nicolai Heiselberg. Duńczyk wygrał zawody w Vojens i tym samym przypieczętował srebrny medal mistrzostw świata juniorów. Sukces jest dla niego tym cenniejszy, że także musiał w tym sezonie zmagać się z kontuzją.

Heiselberg ucierpiał podczas finału SGP2 w Łodzi 31 lipca. Kontuzja stopy długo nie dawała o sobie zapomnieć. Mimo bólu zawodnik przystąpił do rywalizacji w Vojens i od początku wiedział, że droga do końcowego sukcesu może być wyjątkowo trudna.

Dla 20-latka, który w grudniu skończy 21 lat, była to ostatnia okazja, aby zakończyć swoją przygodę z SGP2 mocnym akcentem. Wygrał finał na duńskiej ziemi i dzięki temu zdobył srebrny medal całego cyklu.

Nicolai Heiselberg:

„Jestem bardzo szczęśliwy z powodu srebrnego medalu, ponieważ nie sądziłem, że po mojej kontuzji w Łodzi w ogóle uda mi się wystartować. Cieszę się, że wygrałem na duńskim torze.

Przed finałem byłem naprawdę bardzo zdenerwowany, ponieważ nie sądziłem, że zajdę tak daleko. Przez całe zawody stopa bardzo mocno mnie bolała, więc jest to dla mnie świetny wynik.”

W ten sposób Vojens stało się miejscem wyjątkowego duńskiego sukcesu. Andersen zdobył złoto mistrzostw świata, Heiselberg dołożył srebro, a reprezentanci gospodarzy zajęli dwa pierwsze miejsca w końcowej klasyfikacji zawodów i całego cyklu.

Przyjemski z brązem. Kontuzje znów stanęły na drodze do złota

Brązowy medal przypadł Wiktorowi Przyjemskiemu. Polak przyjechał do Vojens z jasnym celem, ale jego tegoroczna walka o mistrzostwo została mocno utrudniona przez problemy zdrowotne.

Przyjemski nie mógł wystąpić w drugiej rundzie cyklu w Łodzi. Wcześniej, podczas finału mistrzostw Polski juniorów w Bydgoszczy w lipcu, doznał kontuzji. Tym samym stracił możliwość zdobycia punktów w zawodach, które później miały ogromne znaczenie dla klasyfikacji generalnej.

W Vojens pokazał jednak swoją klasę. Wcześniej wygrał pierwszą rundę w szwedzkiej Malilli, a w Danii dorzucił 18 punktów, zajmując drugie miejsce w zawodach. W dwóch rundach, w których rzeczywiście wystąpił, stracił zaledwie dwa punkty. Ostatecznie do złotego medalu zabrakło mu ośmiu oczek.

Polak po raz kolejny musiał więc pogodzić się z tym, że kontuzja ograniczyła jego szanse na walkę o mistrzostwo. Podobna sytuacja spotkała go również w 2025 roku.

Mimo wszystko Przyjemski po zakończeniu zawodów nie ukrywał zadowolenia ze swojej jazdy w Vojens.

Wiktor Przyjemski:

„Jestem bardzo zadowolony ze wszystkiego, co zrobiłem dzisiaj. Czuję, że zrobiłem wszystko, co mogłem, i gratuluję Mikkelowi. Czasami w żużlu potrzebujesz szczęścia, a ja czuję, że nie miałem go ani w tym, ani w poprzednim sezonie i mogłem wygrać złoto.

To naprawdę szkoda, że nie mogłem wystąpić w Łodzi, ale jestem bardzo zadowolony z dzisiejszego występu. Będę szczery, mówiąc, że ten brązowy medal znaczy dla mnie więcej niż złoty medal sprzed dwóch lat.”

Teraz czas na wielki cel. Przyjemski chce do Grand Prix

Dla Przyjemskiego zakończenie tegorocznej rywalizacji SGP2 oznacza jednocześnie zamknięcie pewnego etapu kariery. Polak nie będzie już walczył o kolejne medale w tej kategorii. Teraz jego ambicje sięgają znacznie wyżej.

Celem jest Speedway Grand Prix.

Przyjemski nie ukrywa, że marzy o otrzymaniu dzikiej karty na sezon 2027. To nie jest dla niego nowa idea ani chwilowa ambicja związana z dobrym występem w Vojens. Jak sam podkreśla, marzenie o rywalizacji w światowej elicie pojawiło się u niego już w czasach miniżużla.

W Danii otrzymał przy tym dodatkowe wsparcie od zawodnika, którego od lat obserwuje jako jednego z najlepszych żużlowców świata. Bartosz Zmarzlik był obecny w parku maszyn podczas zawodów i pomagał Przyjemskiemu w znalezieniu odpowiedniej prędkości na wymagającym torze w Vojens.

Wiktor Przyjemski:

„Czy SGP jest celem? Tak, jest. Byłbym szczęśliwy, gdybym otrzymał dziką kartę na sezon 2027. To był mój cel od momentu, gdy miałem swój pierwszy motocykl do miniżużla. Pamiętam, jak oglądałem Bartosza Zmarzlika, gdy zdobywał swój pierwszy tytuł mistrza świata, i chciałbym mu podziękować za to, że był dziś ze mną w parku maszyn. Bardzo mi pomógł w znalezieniu prędkości na torze w Vojens.”

Vojens zapamięta ten wieczór

Piątkowy finał SGP2 przyniósł więc kilka zupełnie różnych historii. Andersen po trudnym początku sezonu, kontuzji i późniejszej walce o powrót na tor sięgnął po mistrzostwo świata. Heiselberg, również wracający po problemach zdrowotnych, wygrał zawody i zdobył srebro w klasyfikacji generalnej. Przyjemski natomiast zakończył swoją przygodę z SGP2 brązowym medalem, choć jego dorobek z dwóch rozegranych rund pokazuje, jak wysoko mógł sięgnąć, gdyby zdrowie pozwoliło mu wystartować także w Łodzi.

Na tym właśnie polegał wyjątkowy charakter finału w Vojens. Dla każdego z medalistów ten sam wieczór oznaczał coś innego. Andersen dostał nagrodę za cały sezon i powrót po kontuzji. Heiselberg udowodnił, że ból nie przekreśla walki o wynik. Przyjemski natomiast zamknął juniorski rozdział kariery z medalem, ale już patrzy w kierunku znacznie większego wyzwania.

SGP2 zakończyło się więc duńskim złotem i srebrem oraz polskim brązem. A dla Przyjemskiego następny cel jest już jasno określony: Speedway Grand Prix.

Źródło wypowiedzi: fimspeedway.com
Zdjęcie: publiczny Fb FIM Speedway Grand Prix