Sezon 2026 rozkręca się na dobre. Wystartowały rozgrywki w Metalkas 2. Ekstralidze, a w najbliższy piątek 10 kwietnia br. ruszy walka o tytuł drużynowych mistrzów Polski w najlepszej lidze świata. Później, 2 maja br. w niemieckim Landshut najlepsi żużlowcy świata rozpoczną tegoroczną walkę o tytuł indywidualnego mistrza świata. W tym roku Bartosz Zmarzlik może przejść do historii światowego żużla. Jako jedyny zawodnik może mieć na swoim koncie siedem złotych medali IMŚ. Wracamy do wydarzeń z ubiegłego sezonu i szóstego tytułu najlepszego żużlowca świata zdobytego przez Bartosza Zmarzlika.
13 września 2025 roku w duńskim Vojens zapisze się na zawsze w historii światowego żużla. To właśnie tego dnia Bartosz Zmarzlik sięgnął po swój szósty tytuł Indywidualnego Mistrza Świata, dołączając do grona absolutnych legend dyscypliny – Ivana Maugera oraz Tony’ego Rickardssona. Co symboliczne, to właśnie Szwed Rickardsson wręczał Polakowi puchar za historyczne osiągnięcie.
Po zawodach w Vojens Zmarzlik znalazł chwilę, by podzielić się emocjami i refleksjami nad niezwykłym sukcesem.
„Jestem przeszczęśliwy, że mogę robić to na oczach moich synów”
– Jestem przeszczęśliwy, że mogę robić to na oczach moich synów. Pierwszy czy drugi tytuł smakuje inaczej niż trzeci, czwarty, piąty czy szósty, gdy masz rodzinę, żonę i dzieci. Antek już obserwuje, rozumie i to jest świetne uczucie – mówił tuż po zawodach.
Rodzina odegrała ogromną rolę w tegorocznym cyklu. – Kocham ich bardzo i chciałbym naprawdę robić fajne rzeczy na ich oczach, żeby byli dumni. To jest piękne i szczere, prawdziwe – podkreślił mistrz.
„W ostatnich tygodniach nie ma prawa na najmniejszy błąd”
Choć szóste złoto Zmarzlika wyglądało z zewnątrz na potwierdzenie dominacji, droga do niego wcale nie była łatwa. – Czułem, że jestem w bardzo dobrej dyspozycji, ale w Grand Prix wszystko może się wydarzyć. W ostatnich tygodniach nie ma prawa na najmniejszy błąd. To ciężkie życie, bo z jednej strony chcesz się skupić na sporcie, a z drugiej na rodzinie – przyznał.
„Wolałem kontrolować sytuację z tyłu niż ryzykować”
Decydujący turniej wymagał od Polaka perfekcyjnej koncentracji. – Wiedziałem, że muszę przyjechać minimum za Bradym i taki był plan od samego początku. Wolałem kontrolować sytuację z tyłu niż ryzykować, że ktoś zamknie mnie na pierwszym łuku. To była świadoma taktyka – tłumaczył swój wybór pola startowego w finałowym biegu.
„Konsekwencja i chłodna głowa”
Sekret sukcesu Zmarzlika to konsekwencja. – Nie analizuję, czy lepiej uciekać czy gonić. Jestem tu i teraz i w każdej kolejnej rundzie muszę robić wszystko co najlepsze. Jeśli coś nie idzie, wyciągam wnioski i staram się minimalizować błędy, pozostając konsekwentnym – wyjaśnił.
Rywalizacja w tegorocznym cyklu była wyjątkowo trudna, a presja rywali ogromna. – To duża sztuka wygrać z zawodnikiem, który wygrał pięć rund z rzędu i nie został mistrzem Świata. A ja mogę się cieszyć, że czwarty rok z rzędu kończę sezon ze złotym medalem – podkreślił.
„Dalej o celach nie mówię”
Zapytany o kolejne ambicje, Zmarzlik odpowiedział z charakterystyczną powściągliwością: – Dalej o nich nie mówię. Cieszę się, że w tym wieku jestem w tym miejscu i chcę się ścigać, bo kocham jeździć.
Czy szósty tytuł był najtrudniejszy w karierze? – Na pewno trudny, ale czy łatwiejsze są inne? Żaden tytuł nie przychodzi łatwo, bez względu na przewagę punktową – podsumował.
Zmarzlik wśród legend
Szósty złoty medal stawia Bartosza Zmarzlika w jednym szeregu z Ivanem Maugerem i Tonym Rickardssonem. To osiągnięcie, które jeszcze dekadę temu wydawało się nieosiągalne dla kogokolwiek. Polak jest jednak przykładem nie tylko sportowej klasy, ale i mentalnej siły, którą widać w każdym kolejnym starcie.
Dla polskich kibiców Zmarzlik stał się żywą legendą – zawodnikiem, który nie tylko wygrywa, ale też inspiruje swoją postawą, szczerością i autentycznością.
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix








