Przez ostatnie lata Orlen Oil Motor Lublin był symbolem stabilności, siły i konsekwencji w PGE Ekstralidze. Trzy mistrzostwa Polski i dwa wicemistrzostwa, a przede wszystkim nieprzerwana obecność na ligowym podium od sezonu 2021, zbudowały obraz drużyny niemal nietykalnej. Jednak przed nadchodzącymi rozgrywkami ten obraz zaczyna się kruszyć. Coraz więcej ekspertów mówi wprost: Motor jest wyraźnie słabszy niż w poprzednich latach i może nie znaleźć się nawet w finale ligi.
To opinie wyjątkowo stanowcze, poparte konkretnymi faktami, liczbami i personalnymi zmianami, które trudno bagatelizować.
Potężne straty kadrowe
Największy problem Motoru Lublin pojawił się już w przerwie między sezonami. Klub stracił aż trzech zawodników z grona dwudziestu najskuteczniejszych żużlowców PGE Ekstraligi. Z zespołem pożegnali się:
- Wiktor Przyjemski – 8. miejsce w lidze, średnia 2,150 pkt/bieg,
- Jack Holder – 10. miejsce, 2,145 pkt/bieg,
- Dominik Kubera – 17. miejsce, 1,976 pkt/bieg.
To nie są kosmetyczne ubytki. To ogromna wyrwa w sile rażenia drużyny, która przez lata była oparta na szerokim, wyrównanym składzie.
Prezes Jakub Kępa próbował ją załatać, sprowadzając Martina Vaculika (15. miejsce – 2,042 pkt/bieg) oraz Kacpra Worynę (1,83 pkt/bieg). Na papierze statystyka wygląda przyzwoicie, bo różnica względem Holdra i Kubery to około 1,24 punktu na mecz, ale – jak podkreślają eksperci – żużel to nie tylko liczby.
Holder i Kubera doskonale czuli się na lubelskim torze. W przypadku Vaculika i Woryny trudno przewidzieć, jak szybko odnajdą się na wymagającej nawierzchni i czy w ogóle będą w stanie wejść na poziom, którego oczekuje się od Motoru.
Znaki zapytania przy Vaculiku i Worynie
Martin Vaculik ma za sobą trudny sezon, pełen problemów sprzętowych i niestabilnej formy. Kacper Woryna z kolei nigdy nie był wybitnym ligowcem w PGE Ekstralidze. Nawet w słabym Krono-Plast Włókniarzu Częstochowa w trzech ostatnich sezonach nie zbliżył się do granicy 2 pkt/bieg, uznawanej za poziom światowej czołówki. W całej swojej karierze ekstraligowej przekroczył ją tylko raz – w sezonie 2022.
Dodatkowo przed 30-latkiem zupełnie nowe wyzwanie: debiut w cyklu Grand Prix, który oznacza ogromne obciążenie sportowe, logistyczne i mentalne. To wszystko sprawia, że w Lublinie więcej jest pytań niż odpowiedzi.
„W Lublinie zapłaczą za Przyjemskim”
Jeśli jednak przy seniorach można jeszcze prowadzić dyskusję, to w kwestii formacji juniorskiej panuje pełna zgoda. Motor doznał tu gigantycznego osłabienia. Odejście Wiktora Przyjemskiego, indywidualnego mistrza świata juniorów z 2024 roku i wicemistrza z sezonu 2023, to strata zawodnika z absolutnej czołówki całej ligi. Jego miejsce ma zająć Bartosz Jaworski, który w PGE Ekstralidze legitymuje się średnią 0,619 pkt/bieg.
Eksperci nie mają wątpliwości.
— Motor się osłabił. Przede wszystkim nie ma Wiktora Przyjemskiego. Nowi Kacper Woryna i Martin Vaculik niekoniecznie muszą jeździć lepiej niż Dominik Kubera i Jack Holder. Ale kluczowa jest osoba wspomnianego Przyjemskiego — stwierdził Leszek Tillinger, były prezes Polonii Bydgoszcz.
— Odejście Wiktora Przyjemskiego, to wielka strata — potwierdził Marek Cieślak.
Były trener reprezentacji Polski poszedł jeszcze dalej w swojej analizie:
— Poza tym, ci co przyszli, a więc Kacper Woryna i Martin Vaculik, to różnie może być. Przed Woryną pierwszy sezon w Grand Prix, a często bywało, że wielu zawodników na takim debiucie się potykało, nawet sam Artiom Łaguta swego czasu. Jeżeli chodzi o Vaculika, to wiemy jaki miał sezon. Pytanie, czy i kiedy wróci do formy? Naprawdę w Lublinie mogą mieć ciężki kawałek chleba. Przemeblowali drużynę, a niektórych trzeba postawić na nogi, a do tego stracili Przyjemskiego — dodał Cieślak.
Terminarz pomoże czy uśpi czujność?
Motor rozpocznie sezon od teoretycznie sprzyjającego terminarza. Na start u siebie z Toruniem, a potem kolejno: Częstochowa (wyjazd), Zielona Góra (dom), Gorzów (wyjazd), Wrocław (dom), Leszno (wyjazd), Grudziądz (dom), Częstochowa (dom) i Toruń (wyjazd).
To może pozwolić lublinianom nabrać rozpędu i punktów, ale jednocześnie – jak podkreślają znawcy – może uśpić czujność. Prawdziwa walka o medale zacznie się dopiero w fazie play-off, a tam margines błędu jest minimalny.
Lindgren coraz słabszy?
Atuty Motoru wciąż są oczywiste. Bartosz Zmarzlik, sześciokrotny indywidualny mistrz świata i najskuteczniejszy zawodnik ligi, oraz Mateusz Cierniak, najlepszy żużlowiec PGE Ekstraligi na pozycji U24. Problem w tym, że to może nie wystarczyć, jeśli zawiedzie kolejny filar.
Fredrik Lindgren z sezonu na sezon notuje w Lublinie wyraźny zjazd formy. Od średniej 2,052 pkt/bieg, przez 1,707 pkt/bieg w minionym roku. W zeszłorocznym finale z Pres Grupą Deweloperską Toruń Szwed zdobył w całym dwumeczu zaledwie 11 punktów i nie wygrał indywidualnie ani jednego biegu. To był brutalny sygnał ostrzegawczy.
Najbardziej pesymistyczna prognoza
Najostrzej sytuację Motoru ocenił Jan Krzystyniak, były reprezentant Polski.
— Ci, którzy podpisali kontrakty z Motorem, w moim przekonaniu na pewno nie zastąpią tych, którzy ubyli. To jednak odrobinę niższa półka. Największym minusem jest jednak strata Przyjemskiego. Widzieliśmy co ten chłopak na torze wyprawiał. Nie ma w PGE Ekstralidze drugiego takiego juniora. Tylko Damian Ratajczak ze Stelmet Falubazu może próbować się z nim równać. To Motor ogromnie straci. No chyba, że zdarzy się jakiś cud i talenty Bańbora i Jaworskiego nagle rozbłysną. W cuda w żużlu jednak nie wierzę — ocenił Krzystyniak.
I dodał zdanie, które jeszcze niedawno wydawałoby się herezją:
— Nie zdziwię się, jak skończą bez medalu.
Motor Lublin wciąż ma wielkie nazwiska i ogromne ambicje, ale po raz pierwszy od lat eksperci mówią jednym głosem: złota era może dobiegać końca, a utrzymanie miejsca na podium nie będzie już normą, lecz ogromnym wyzwaniem.
Źródło: przegladsportowey.onet.pl
Zdjęcie: Patrycja Knap






