W środowisku żużlowym od miesięcy krążyły pogłoski, które wielu traktowało jak kolejną burzę w szklance wody. Dziś nie ma już wątpliwości – zmiana, o której szeptali inżynierowie i mechanicy, stała się faktem. Od sezonu 2026 w polskiej lidze zawodnicy będą ścigać się na oponach dętkowych, podczas gdy Speedway Grand Prix pozostanie przy oponach bezdętkowych. Dla kibiców to detal. Dla ludzi pracujących w warsztatach – potencjalna rewolucja, która może zmienić układ sił w światowym żużlu.

Wszyscy milczą, a ta zmiana przewróci stolik – mówi nam mechanik jednego z czołowych polskich zawodników.

I trudno uznać te słowa za przesadę.


Dwie filozofie, jeden zawodnik

Problem nie polega wyłącznie na samej zmianie ogumienia. Kluczowy jest fakt, że najlepsi zawodnicy świata będą zmuszeni funkcjonować jednocześnie w dwóch całkowicie odmiennych realiach technicznych. W PGE Ekstralidze – opona dętkowa. W Grand Prix – bezdętkowa. Teoretycznie to tylko element motocykla. W praktyce – fundament całej konstrukcji i charakterystyki sprzętu.

Bezdętkowa opona jest bardziej przyczepna, pozwala na agresywniejsze ustawienia i osiąganie wyższych prędkości. Dętkowa – tańsza, mniej przyczepna, wymuszająca zupełnie inną pracę silnika i podwozia. To nie jest różnica kosmetyczna, lecz zmiana, która dotyka każdego aspektu jazdy.


„Będzie taniej i bezpieczniej”? Nie wszyscy są przekonani

Zwolennicy nowego rozwiązania wskazują na dwa argumenty: koszty i bezpieczeństwo. Krzysztof Cegielski podkreśla, że opona dętkowa jest tańsza od bezdętkowej o około 200 złotych, a mniejsza przyczepność oznacza niższe prędkości, co ma wpływać na bezpieczeństwo.

Cegielski nie widzi również większego problemu w żonglowaniu sprzętem i oponami. Przypomina, że Brady Kurtz w 2025 roku jeździł na bezdętkowych oponach w Grand Prix i dętkowych w lidze angielskiej, i potrafił się do tego dostosować.

Tyle że ten argument w warsztatach wywołuje jedynie ironiczne uśmiechy.


Mechanicy nie mają złudzeń

Ludzie odpowiedzialni za przygotowanie motocykli czołowych zawodników zwracają uwagę na jeden kluczowy fakt: liga angielska nie jest punktem odniesienia. Poziom sportowy, presja i intensywność rywalizacji są nieporównywalne z PGE Ekstraligą czy Speedway Grand Prix.

Pada też fundamentalne pytanie: skoro dętkowa opona tak dobrze sprawdzała się Kurtzowi w Wielkiej Brytanii, dlaczego nie wyciągnął jej na podwójne Grand Prix w Manchesterze? Odpowiedź jest oczywista – w walce o punkty mistrzostw świata nikt dobrowolnie nie rezygnuje z przewagi, jaką daje bezdętkowe ogumienie.


Zmarzlik i koniec jazdy 126 km/h

Najlepszym symbolem nadchodzącej zmiany jest Bartosz Zmarzlik. W ostatnim finale PGE Ekstraligi mistrz świata osiągał prędkość 126 km/h. Na oponie dętkowej byłoby to po prostu niemożliwe.

To pokazuje skalę problemu. W lidze – wolniej, mniej przyczepnie, inne ustawienia. W Grand Prix – maksymalna agresja, najwyższe prędkości, zupełnie inna charakterystyka motocykla. Zawodnicy będą musieli przestawiać się mentalnie i technicznie co kilkanaście dni.


Wiedza wyrzucona do kosza

Najczęściej powtarzany argument brzmi: „Przecież kilka lat temu wszyscy jeździli na dętkach”. Problem w tym, że przez ostatnią dekadę żużel przeszedł ogromną ewolucję. Silniki, geometria ram, ustawienia przełożeń – wszystko było rozwijane pod kątem opon bezdętkowych.

Mechanicy mówią wprost: cała wiedza z ostatnich lat przestaje być aktualna. Nie istnieje gotowa instrukcja, jak połączyć nowoczesne silniki z dętkowym ogumieniem, by osiągnąć optymalną prędkość i kontrolę.


Historyczne déjà vu: przypadek Golloba

W środowisku coraz częściej wraca porównanie do roku 2011 i wprowadzenia zatkanych tłumików. Tamta zmiana również miała być drobną korektą regulaminu, a w praktyce zburzyła dotychczasowy porządek. Tomasz Gollob stracił wtedy pozycję lidera, bo cały jego know-how przestał działać w nowych realiach.

Dziś nikt nie potrafi przewidzieć, kogo najbardziej dotknie obecna rewolucja. Pierwsze odpowiedzi przyniosą już pierwsze trzy kolejki ligi, która ruszy 10 kwietnia. Kolejny test nastąpi 2 maja podczas Grand Prix w Landshut, gdy gwiazdy z dnia na dzień przesiądą się z dętki na bezdętkę.


Dwa motocykle, jeden sezon

Już teraz zespoły przygotowują się na najtrudniejszy scenariusz: budowę dwóch różnych motocykli – jednego pod ligę, drugiego pod Grand Prix. Marzec upłynie pod znakiem intensywnych testów, ale wszyscy zdają sobie sprawę, że treningi nie dadzą pełnej odpowiedzi. Prawda wyjdzie dopiero w warunkach bojowych.

Pozostaje mieć nadzieję, że polskie gwiazdy poradzą sobie z nową rzeczywistością. Bartosz Zmarzlik dysponuje ogromnym zapleczem inżynieryjnym, Patryk Dudek może liczyć na doświadczenie Dariusza Sajdaka. Ale nawet najlepsze zaplecze nie zmienia faktu, że żużel wchodzi w okres największej technicznej próby od kilkunastu lat.

Jedno jest pewne: jeśli ktoś liczył na spokojny sezon, ta decyzja już na starcie go przekreśliła.

Zdjęcie: Maciej Trubisz