Za nami bogaty w indywidualne imprezy najwyższej rangi weekend. Dodatkowo juniorzy walczyli o tytuł najlepszej drużyny na świecie.

Niby wakacje, ogórki, a tu od przybytku może rozboleć głowa!

W piątek 12.07.br odbyły się Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi, oraz Drużynowe Mistrzostwa Świata Juniorów. W sobotę pierwszy turniej SEC. Natomiast w niedzielę, niejako na dokładkę, najważniejsza impreza dla każdego żużlowca w Polsce – Finał Indywidualnych Mistrzostw Polski.

Wydawać by się mogło – dla fana speedway’a nic lepszego nie mogło się przytrafić w czasie wakacji. To prawdziwe uczty podane w najlepszym wydaniu.

Piątek – Gdańsk, albo Manchester – chyba, że ktoś potrafi się rozdwoić to oba te miejsca na raz, w sobotę – Gustrow, a w niedzielę – Leszno.

W Gdańsku mieli brać udział żużlowcy legitymujący się najlepszą średnią biegową w PGE Ekstralidze, w Manchesterze – najlepsi młodzi żużlowcy na świecie, w Gustrow – zawodnicy walczący o tytuł najlepszego w Europie, a w Lesznie najlepsi polscy zawodnicy.

Ale nikomu z organizujących zawody IMME, nie przyszło do głowy, że właśnie są wakacje, że w niedzielę jest Finał IMP, a dodatkowo 12.07 jest kolizja terminów z Finałem DMŚJ. W obsadzie brakowało więc kilku żużlowców (min. T. Woffindena – kontuzja, M. Drabika – DMŚJ), którzy powinni brać udział w tych zawodach.

W Gdańsku mimo pięknej pogody i wielu turystów odwiedzających to miasto frekwencja nie powalała na nogi. Najlepszych zawodników PGE Ekstraligi oglądało zaledwie 4.500 osób!. Na hitowych meczach pierwszej ligi żużlowej (gdzie nie jeździ aż tylu tak utytułowanych żużlowców) zasiada więcej widzów. Może, ci co nie przyszli na stadion Wybrzeża przewidzieli, że zawody nie będą ciekawe, a z toru będzie wiało nudą. Cóż – zgodnie z wytycznymi naszych władz żużlowych tor był regulaminowy, przygotowany wg wskazówek osób decyzyjnych.

Po co komu więc jest taka impreza? Już po tych zawodach odezwały się liczne głosy, iż są ośrodki żużlowe w Polsce, które są gotowe zorganizować taką imprezę z zapełnieniem stadionu… Należy mieć tylko nadzieję, że osoby odpowiedzialne za IMME posłuchają głosu rozsądku i przyszłą edycję IMME zorganizują w miejscu, gdzie emocjonujące zawody będzie oglądał komplet widzów.

W tym samym mniej więcej czasie w Manchesterze nasza drużyna juniorów zdobywała po raz szósty z rzędu złoty medal DMŚJ! Gratulacje. Wielu znawców tematu twierdzi, że to ostatnia tak mocna drużyna juniorów. Trudno się z tym zgodzić. Zdolnej młodzieży mogącej rywalizować z najlepszymi mamy więcej niż 5 osób potrzebnych do składu drużyny. Trzon drużyny na sezon 2020 już jest (jeśli utrzymają tegoroczną formę i ominą ich kontuzje) – w tegorocznym składzie jeździli przecież D. Kubera i W. Lampart.

Sobota – to ściganie na kameralnym stadionie w Gustrow (przypominającym trochę stadion Kolejarza Opole). Był to pierwszy z czterech turniejów zaplanowanych w celu wyłonienia Mistrza Europy. Na zajęcie wysokich miejsc w SEC oraz SP bardzo dużą szansę ma Leon Madsen.

I na deser miał być finał IMP w Lesznie. Do tego wielkopolskiego miasta udała się czołówka polskich jeźdźców, która przeszła przez krajowe eliminacje, bądź została nominowana przez władze polskiego żużla (uczestnicy SGP). Pogoda nie zachęcała do obejrzenia tych zawodów na stadionie. Organizatorzy zapewniali, że zawody na pewno się odbędą. I tor został przygotowany, tak że zawody mogły się odbyć. Czy zgodnie ze sztuką? To już inna sprawa. Przez całe zawody najlepsza była wewnętrzna, a na starcie tor A – czyli kask czerwony. Janusz Kołodziej startujący z pola C wyraźnie został na starcie. Podczas imprezy powiedział, iż zakopał się tak, że nie był w stanie ruszyć spod taśmy. Pozostawię to bez komentarza…

Wiele osób twierdzi, że podczas IMP było dobre ściganie. Mijanek na dystansie było jak na lekarstwo. Wyścigi często kończyły się wielkimi odstępami między poszczególnymi zawodnikami.

Ale większość znawców twierdzi, że zarówno zawody w Gdańsku, jak i Finał IMP to były zawody bardzo udane i emocjonujące.

Doprawdy trudno się z tym zgodzić. W Lesznie ilość widzów na stadionie nie powalała z nóg, a w wielu miejscach trybuny świeciły pustkami. Podczas Finału DMP w Lesznie takie obrazki są nie do pomyślenia, a biletów brakuje na długo przed imprezą.

Na pewno wpływ na frekwencję na trybunach, w jakiś sposób miało nagromadzenie dwóch mistrzowskich imprez w ciągu jednego weekendu. Kibicom należy dać większy „oddech” organizując zawody tej rangi. Bardzo ciekawym pomysłem byłoby rozegranie IMME na zakończenie sezonu. Byłaby to najlepsza okazja dla Tych co przegrali- by pokonać mistrza, a dla najlepszych udowodnienie, że słusznie swoje tytuły zdobyli.

Kolejną sprawą pozostaje kwestia przygotowania toru. Podczas obu zawodów wyprzedzeń na trasie było jak na lekarstwo. Zawody – poza paroma biegami – nie porywały. A co się robi z tymi, którzy przygotowują tory do ścigania podczas całych zawodów? Otóż władze ekstraligi ukarały trenera, kierownika zawodów i toromistrza za nieregulaminowy tor podczas zawodów we Wrocławiu w meczu Sparty ze Stalą Gorzów. I to wcale nieprawda, że na torze Nowego Olimpijskiego wyprzedzali tylko zawodnicy Sparty!. O ile mi wiadomo, WTS w trkcie sezonu żadnych transferów nie dokonywał, a choćby Bartosz Zmarzlik cały sezon jest zawodnikiem Stali Gorzów. Z drugiej strony jest to typowy strzał w kolano naszych władz. Komisarz obecny na stadionie osiem! Godzin przed meczem, nie stwierdził żadnych uchybień w przygotowaniu toru i nie zalecał dodatkowych prac. Dopiero po uwagach drużyny gości na trochę ponad cztery godziny przed rozpoczęciem meczu nakazano regulaminowe przygotowanie toru. Gospodarze zresztą i tak by to zrobili sami, gdyż toru do walki w ekstremalnych warunkach pogodowych (prawie 40 stopni w cieniu) nie da się przygotować na cztery godziny przed meczem.

Jeśli chcemy podczas zawodów oglądać zawodników jadących gęsiego, a walkę na torze tylko w czasie pierwszego łuku to jesteśmy na najlepszej drodze!

Ale komu taki żużel się podoba i kto będzie chciał na takie zawody przychodzić?