W polskim żużlu zawrzało. Komisarz toru Tomasz Walczak znalazł się w centrum potężnej burzy medialnej po ujawnieniu kompromitującego nagrania z meczu koszykówki, na którym wykonuje wulgarne gesty w kierunku kibiców. Zamiast konsekwencji – słowa wsparcia od prezesa PGE Ekstraligi, Wojciecha Stępniewskiego. „Ma nasze pełne zaufanie” – oznajmił, wzbudzając kolejną falę kontrowersji.
Wideo, które miało pogrzebać Walczaka, zostało zignorowane przez ligę
Wideo, które obiegło media społecznościowe, zostało zarejestrowane podczas meczu Śląska Wrocław z Orlen Zastalem Zielona Góra. Tomasz Walczak, w zielonych barwach, siedzący na trybunach, pokazuje w stronę kibiców wrocławskiego klubu środkowy palec, wykonuje prowokacyjne gesty i jawnie kibicuje drużynie z Zielonej Góry.
W normalnych warunkach takie zachowanie mogłoby zakończyć się zawieszeniem lub odsunięciem od obowiązków. Tymczasem prezes Ekstraligi Żużlowej, Wojciech Stępniewski, nie tylko nie widzi w tym powodu do niepokoju, ale otwarcie staje w obronie Walczaka.
Oficjalne stanowisko prezesa Stępniewskiego
W odpowiedzi na pytania kibiców i mediów, Stępniewski zamieścił w mediach społecznościowych następujące oświadczenie:
„Ten filmik już dawno został do nas 'podesłany’ przez życzliwych. Jest z zimy br. (21 marca to jednak mimo wszystko pierwszy dzień wiosny, więc nie zaklinajmy rzeczywistości – dop. red.) Pan Walczak został przez nas upomniany w tej sprawie już dawno, że jako osoba poniekąd publiczna nie powinien w taki sposób dawać wyraz swoim koszykarskim sympatiom czy antypatiom. Jako komisarz toru ma dotychczas nasze pełne poparcie. A metody dyskredytacji jego osoby są dla nas nieakceptowalne”.
Słowa te wywołały szok w środowisku żużlowym, zwłaszcza że Walczak nie pierwszy raz znalazł się na celowniku krytyki. Wciąż świeże są kontrowersje po meczu Krono-Plast Włókniarz – Betard Sparta, gdzie tor przygotowany pod jego nadzorem był niebezpieczny, a w 14. biegu doszło do groźnego wypadku z udziałem Philipa Hellstroema-Baengsa i Macieja Janowskiego.
Kumulacja kontrowersji
To właśnie po tamtym biegu Janowski, będąc jeszcze na torze, wdał się w ostry spór z Walczakiem. Kłótnia zakończyła się rzuconą rękawicą i czerwoną kartką dla kapitana Sparty Wrocław. Incydent miał też swój dalszy ciąg – według raportu meczowego, jeden z mechaników zawodnika miał uderzyć Walczaka łokciem w parku maszyn.
Fala krytyki popłynęła również od byłych zawodników. Mirosław Jabłoński otwarcie mówił o wcześniejszych nieporozumieniach z Walczakiem i zarzucał mu błędy w nadzorze nad torem.
Czy „zaufanie prezesa” to immunitet?
Cała sytuacja rodzi pytanie – na ile władze ligi są gotowe tolerować kontrowersyjne zachowania swoich urzędników? Prezes Ekstraligi najwyraźniej uznał, że wulgarne gesty na trybunach i publiczne konflikty z zawodnikami nie wpływają na zdolność Walczaka do pełnienia funkcji komisarza toru. Takie podejście budzi niepokój i wątpliwości co do standardów etycznych w najwyższej klasie rozgrywek żużlowych.
Szczególnie niepokojący jest fakt, że – jak przyznaje sam Stępniewski – liga znała nagranie od miesięcy. Zamiast natychmiastowej reakcji, zdecydowano się na „upomnienie”, które okazało się kompletnie nieskuteczne. Walczak dalej pełni swoje obowiązki, a po ujawnieniu nagrania nie ponosi żadnych dodatkowych konsekwencji. Inaczej by wyglądało poinformowanie opinii publicznej o zachowaniu komisarza toru zaraz po tym jak przesłano materiały wideo do zarządu ekstraligi żużlowej.
Janowski wyrzucony z kadry. Walczak z poparciem prezesa
Cała sytuacja staje się jeszcze bardziej oburzająca, gdy porównać ją z tym, jak potraktowany został Maciej Janowski. Przypomnijmy – żużlowiec Betard Sparty Wrocław został na początku roku w trybie natychmiastowym wyrzucony z kadry narodowej, ponieważ… opuścił kilka dni zgrupowania na Malcie. Wówczas PZM zareagował błyskawicznie, traktując to niemal jak zdradę narodową. Dodatkowo tego samego dnia sprawa została nagłośniona w mediach.
Janowski został przywrócony dopiero po wielu tygodniach, po złożeniu odwołania i zapłaceniu wysokiej kary finansowej. A jego „występek” nie miał żadnego wpływu na bezpieczeństwo zawodników ani na wizerunek żużla. Tymczasem Tomasz Walczak – osoba pełniąca urzędową funkcję w oficjalnych zawodach – publicznie prowokuje kibiców i… wszystko jest w porządku. To ma być ta sama miara? Okazuje się, że prezes Stępniewski wiedział o całej „sprawie Walczaka”, ale nie raczył informować o tym opinii publicznej. W dobie wszechobecnego internetu, na co liczył szef ekstraligi zamiatając kibolskie zachowanie komisarza toru pod dywan?
Liga zamiata, środowisko płonie
To nie pierwszy raz, gdy Tomasz Walczak znajduje się w ogniu krytyki. Podczas niedawnego meczu w Częstochowie to właśnie on dopuścił do startu zawody mimo niepewnego stanu nawierzchni. Efektem był m.in. groźny wypadek Macieja Janowskiego (i wcześniejsze upadki, których liczba przekraczała ilość przeciętnych upadków w meczu ligowym). Po nim doszło do ostrej wymiany zdań między kapitanem Sparty a komisarzem toru, która zakończyła się czerwoną kartką dla zawodnika. Incydent odbił się szerokim echem, a cała odpowiedzialność za stan toru spadła właśnie na Walczaka.
Mimo powyższych faktów, które wręcz krzyczą: (jazda na niebezpiecznym torze w Częsrtochwie, nagranie z meczu koszykówki i mimo krytyki ekspertów, m.in. Mirosława Jabłońskiego), Stępniewski mówi jedno: „pełne zaufanie”.
Kiedy żużel stanie się poważnym sportem?
Sprawa Walczaka to nie tylko problem jednego człowieka – to sprawdzian dla całego systemu. Jeśli liga pozwala sobie na ignorowanie rażących zachowań swoich urzędników, trudno mówić o poważnym traktowaniu zasad profesjonalizmu i wizerunku sportu. Kibice, zawodnicy i środowisko mają prawo oczekiwać, że osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i przebieg zawodów będą wzorem, a nie źródłem skandali.
Pytanie brzmi: co jeszcze musi się wydarzyć, by Ekstraliga powiedziała „dość”?
Podsumowanie:
W polskim żużlu panują podwójne standardy. Za drobne przewinienie zawodnik może zostać potraktowany jak przestępca. Ale gdy urzędnik pokazuje środkowy palec, otrzymuje… upomnienie i pełne poparcie. Ta sytuacja nie może zostać zamieciona pod dywan. Jeśli Ekstraliga chce być poważna, musi zacząć od siebie.
Czy Tomasz Walczak powinien dalej być komisarzem toru? Odpowiedź pozostawiamy kibicom – ale nie można milczeć, gdy szacunek do dyscypliny sportu zaczyna się od najniższego możliwego poziomu.






