Janusz Kołodziej to postać, której kariera jest nierozerwalnie związana z dwoma potężnymi klubami – Unią Tarnów i Unią Leszno. Jego droga zawodowa, pełna sukcesów, zmian i wyzwań, ukazuje nie tylko pasję do żużla, ale i zmagania z wypaleniem, które niemal doprowadziły go do zakończenia kariery.
Kołodziej swoją przygodę z żużlem rozpoczął w Tarnowie, gdzie w młodym wieku zadebiutował i szybko zdobył serca kibiców. Wkrótce, gdy dorastał, Unia Tarnów rosła razem z nim. Jako młody zawodnik, miał okazję ścigać się u boku takich legend, jak Tony Rickardsson czy Tomasz Gollob, ale z czasem sytuacja klubu zaczęła się zmieniać. Po spadku Unii Tarnów z Ekstraligi w 2009 roku, Kołodziej poczuł, że potrzebuje zmiany. To był moment krytyczny, w którym rozważał zakończenie kariery.
– Muszę powiedzieć, że jak ostatni raz byłem w tej lidze, to po tym sezonie chciałem kończyć swoją karierę – przyznał Kołodziej w rozmowie z PGE Ekstraligą. – Nie dlatego, że występowałem na zapleczu Ekstraligi, ale dlatego, że miałem wrażenie, że się wypalam. Po sezonie 2009 postanowiłem zmienić otoczenie. To była moja pierwsza zmiana klubu, choć na papierze zmieniałem tylko barwy, bo i w Tarnowie, i w Lesznie był to klub o nazwie „Unia”. Jednak poczułem nową energię i postanowiłem kontynuować karierę.
Wybór padł na Unię Leszno, z którą Kołodziej związany jest do dziś. Zmiana była dla niego ważnym krokiem, nie tylko sportowym, ale i osobistym. W Lesznie poczuł się znów potrzebny, a jego ambicja i chęć do dalszej pracy wzrosły. Jednak, mimo sukcesów i zdobytych medali, Tarnów pozostawał w jego sercu. Kołodziej zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny był dla niego czas spędzony w tym klubie.
– Wiadomo, że tarnowscy kibice chcieliby, żebym bronił barw ich klubu, ale nie mogę się rozdzielić. W Tarnowie dałem dużo szans sobie, kibicom, działaczom, ale w pewnym momencie widziałem, że klub podupadał – wspomina Kołodziej. – To nie chodziło o opuszczenie „tonącego statku”, lecz o to, że w momencie, gdy chciałem iść do przodu z karierą, musiałem przejść do klubu z większymi perspektywami.
Po latach związał się na stałe z Fogo Unią Leszno, ale nie zamyka drzwi do Tarnowa. Kołodziej nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, w jakich barwach chciałby zakończyć swoją karierę, choć nie ukrywa, że to właśnie Leszno jest mu najbliższe.
– Mam nadzieję, że moja kariera będzie trwała latami, bo nie wyobrażam sobie, żebym nie mógł jeździć. Jestem bardzo rozdarty, bo obie drużyny są mi bliskie. Jednak w tej chwili czuję się zżyty bardziej z otoczeniem w Fogo Unii – mówi Kołodziej.
Sezon 2025 rozpocznie się dla niego wyjątkowo. Na inaugurację spotkają się bowiem dwa kluby, które przez lata reprezentował. – Cieszę się, że Unii Tarnów udało się przetrwać trudne momenty. To dla mnie szczególny początek sezonu, bo nasze dwie Unie się spotykają – dodaje zawodnik, podkreślając, jak duże znaczenie mają te kluby w jego życiu.
Kołodziej, mimo trudnych decyzji, nie żałuje swojej drogi. To historia zawodnika, który odnalazł nową energię w zmieniającym się otoczeniu, ale nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi.
Kołodziej to jednak nie tylko zawodnik, który przeszedł przez trudne momenty w swojej karierze. To postać, która mimo przeciwności losu, nieustannie walczyła o swój cel – by móc dalej jeździć na żużlu. Jego historia to opowieść o niezłomności, o pasji do tego sportu, która nigdy nie wygasła. Choć momenty wypalenia były realne, to zamiast zakończenia kariery, Janusz Kołodziej zdecydował się na zmianę, która pozwoliła mu odnaleźć na nowo radość z rywalizacji. I choć jego serce pozostaje związane z Tarnowem, to Leszno stało się miejscem, które pozwoliło mu rozwinąć skrzydła i wciąż realizować marzenia o sukcesach na torze. To dowód na to, że prawdziwa pasja do sportu nie gaśnie, nawet gdy życie stawia przed nami najtrudniejsze decyzje.






