Piotr Pawlicki urodził się 30 listopada 1994 roku w Lesznie.

Mistrz Świata Juniorów z 2014 roku uznawany jest za jeden z największych talentów polskiego żużla ostatnich dekad.

W swojej rodzinie był po prostu „skazany na speedway” – zawodnikiem był jego ojciec, na żużlu ściga się też jego starszy brat, Przemek.

„Piter” licencję zdał w 2010 roku i od razu zaczął pisać wspaniałą kartę polskiego młodzieżowego motorsportu. W pierwszym pełnym sezonie startów został Mistrzem Europy juniorów, wygrywając finałowy turniej w Lublanie. Trzy razy z rzędu (2012-2014) sięgał z kadrą juniorów po Drużynowe Mistrzostwo Europy. W 2012 wygrał w Lesznie po „Złoty Kask”. Najlepszym sezonem w karierze był dla Piotrka rok 2014. W finale Indywidualnych Mistrzostw Polski w Zielonej Górze wywalczył srebrny medal, ustępując tylko fenomenalnemu w tamtym roku Krzysztofowi Kasprzakowi. Zwieńczeniem znakomitego okresu był tytuł Indywidualnego Mistrza Świata juniorów. Młodszy z braci Pawlickich zdeklasował konkurencję, wygrywając dwa turnieje i raz zajmując 3. miejsce. Perfekcyjny sezon „Piter” zakończył złotem Drużynowych Mistrzostw Świata juniorów.

W 2015 roku osiągnął najważniejszy sportowy cel – wywalczył awans do pełnego cyklu Grand Prix. W ostatnim juniorskim starcie, 31 października 2015, zdobył w australijskiej Mildurze komplet punktów i poprowadził reprezentację narodową do Drużynowego Mistrzostwa Świata.

W kolejnym sezonie, mając zaledwie 22 lata, dokonał tego samego jako kapitan seniorskiej kadry. Przy okazji, w szwedzkiej Malilli, po raz pierwszy w karierze stanął na podium Grand Prix.

2017 rok to kolejne sukcesy Pitera. Najpierw na Łotwie wygrał swój pierwszy turniej Grand Prix w karierze, dedykując triumf mamie, która dzień wcześniej świętowała Dzień Matki. Kilka tygodni później, z Fogo Unią Leszno, Pawlicki ponownie wywalczył Drużynowe Mistrzostwo Polski.

W 2018 roku Piter sięgnął po tytuł Indywidualnego Mistrza Polski, wygrywając na swoim ukochanym torze w Lesznie. Tradycyjnie, obok złotego medalu, zgarnął Puchar im. Józefa Dochy, mistrzowską szarfę i słynną Czapkę Kadyrowa, na której wyszyje swoje nazwisko. Pawlicki został pierwszym od siedmiu lat zawodnikiem Unii, który wygrał IMP. Trzy miesiące później kapitan „Byków” poprowadził swój zespół do obrony Drużynowego Mistrzostwa Polski.

W sezonie 2019 Piter wraz z Unią Leszno po raz trzeci z rzędu sięgnął po mistrzostwo Polski, przy okazji jeszcze bardziej podkręcając swoje indywidualne statystyki.

Poza żużlem, Piter chętnie jeździ na crossie i ściga się z bratem Przemkiem kartingami. Jest też największym kibicem siostry Dajany i sam, tak jak ona, w wolnych chwilach jeździ konno

Osiągnięcia Pawlickiego: szósty zawodnik cyklu Grand Prix IMŚ (2016). Medalista Drużynowego Puchar Świata (2015 – 2 m., 2016 – 1 m.), Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów (2013 – 2 m., 2014 – 1 m.),  Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów (2013 – 2 m., 2014 – 1 m., 2015 – 1 m.), Drużynowych Mistrzostw Europy Juniorów (2012 – 1 m., 2013 – 1 m., 2014 – 1 m.) i Indywidualnych Mistrzostw Europy do lat 19 (2011 – 1 m.), Drużynowych Mistrzostw Polski (2011 – 2 m., 2015 – 1 m.) i Indywidualnych Mistrzostw Polski (2014 – 2 m., 2016 – 2 m.). Triumfator Mistrzostw Europy Par (2011), Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski (2011), Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych (2011), Mistrzostw Polski Par Klubowych (2012), Drużynowych Mistrzostw Szwecji (2011, 2013), Srebrnego Kasku (2013-2014), Złotego Kasku (2012) i Ligi Juniorów (2012).

Reprezentował kluby z Piły i Leszna. Od sezonu 2023 będzie startował w barwach Betard Sparty Wrocław. W lidze brytyjskiej występował w klubach z Coventry, Poole i Wolverhampton.

A tak Piter powiedział dla redbull.com o swojej paskudnej kontuzji jakiej doznał 5 czerwca br. podczas ligowego spotkania w Grudziądzu:

To był 5 czerwca, pierwszy wyścigu meczu w Grudziądzu. W powtórzonym biegu walczyłem o punkt z Nickim Pedersenem i na wejściu w łuk doszło do nieszczęśliwego zdarzenia. Sytuacja, jakich w żużlu wiele, ale tym razem, z powodu haka, który wszedł w koło rywala, skończyło się bardzo poważnym karambolem. Obaj przyłożyliśmy naprawdę mocno.

Po wypadku czułem krew w ustach i nie mogłem złapać oddechu. To było mega stresujące. Nie przesadzę chyba, jeśli powiem, że to był najgorszy wypadek w mojej karierze. Bardzo obawiałem się o swoje zdrowie i wiedziałem od razu, że szybko się z tego nie wyliżę. W szpitalu zrobiono mi serię badań. Pierwsze diagnozy były naprawdę kiepskie i lekarze sami nie byli zgodni, co mi się stało. Pewne było, że złamałem obie łopatki. Na szczęście okazało się, że wszystkie organy wewnętrzne są w porządku, więc jeszcze tej samej nocy wróciłem do domu.

O pierwszych dniach po wypadku Pawlicki opowiedział:

Było ciężko. Nie mogłem leżeć na plecach. Na brzuchu też nie mogłem, bo wstanie z tej pozycji nie byłoby możliwe. Kilka dób spędziłem w pozycji półleżącej i musiałem stale przyjmować mocne leki przeciwbólowe. Niemal od razu zacząłem rehabilitację. Fizjoterapeuta pracował ze mną codziennie, a do tego miałem mnóstwo zabiegów przyspieszających zrost kości i ruchomość stawów. Wypróbowałem chyba wszystkie dostępne na rynku urządzenia, które mogą pomóc w tego typu sytuacjach. Czas pokazał, że chyba faktycznie działają.

Pawlicki na tor wrócił z niewyleczoną kontuzją łopatek:

Tak naprawdę, to łatwiej mi się jeździ na żużlu, niż pije kawę (śmiech). Łopatki są otejpowane i nie mogę swobodnie podnieść ręki ponad linię barków. Z nałożeniem czapki mam jeszcze problem, ale mogę się swobodnie ścigać.
Wiadomo, że dochodzi adrenalina, która tłumi pewne bodźce. Ja już sporo przeszedłem i wiem, że dla mnie adrenalina to najlepszy lek. Dzień meczowy, przyjazd do parku maszyn, przebranie się w kombinezon, założenie kasku – to wszystko sprawia, że wstępuje we mnie inna energia. Liczy się wtedy tylko żużel i zapominam o normalnych sprawach.

Źródło: www.redbull.com