To nie był zwykły ligowy mecz. To było spotkanie, które mogło wiele powiedzieć o prawdziwej sile Betard Sparty Wrocław i o tym, czy zespół Piotra Protasiewicza rzeczywiście jest gotowy, by włączyć się do walki o najwyższe cele w sezonie 2026. Niedzielny triumf nad PRES Grupą Deweloperską Toruń w stosunku 52:38 miał wielu bohaterów, ale tymi najważniejszymi okazali się ci, których jeszcze niedawno wymieniano w gronie największych rozczarowań początku sezonu – Mikkel Andersen i Bartłomiej Kowalski.
To właśnie oni w kluczowych momentach dali Sparcie energię, której potrzebowała, by przełamać opór aktualnych drużynowych mistrzów Polski.
Deszcz, niepewność i wspomnienia z ubiegłego roku
Jeszcze przed pierwszym wyścigiem nad Stadionem Olimpijskim wisiało pytanie, czy zawody w ogóle dojdą do skutku. Siąpiący deszcz przywoływał w pamięci kibiców bolesne wspomnienia z maja ubiegłego roku, gdy dopiero po zajęciu miejsc na trybunach usłyszeli, że mecz został odwołany. Chodzi oczywiście o spotkanie pomiędzy Betard Spartą a Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa z 30 maja 2025 roku.
Tym razem aura okazała się bardziej łaskawa.
Plandeka została zdjęta z toru zaledwie 45 minut przed rozpoczęciem zawodów, a stan nawierzchni pozostawał wielką niewiadomą dla obu zespołów. Trudno więc było mówić o klasycznym atucie własnego toru po stronie gospodarzy. To była rywalizacja wymagająca natychmiastowego dostosowania się do bardzo trudnych warunków.
Przez pierwszą część spotkania walka była niezwykle wyrównana. Po siedmiu wyścigach na telebimie widniał wynik 21:21, a Sparta miała na swoim koncie zaledwie dwa indywidualne zwycięstwa.
Wtedy rozpoczęła się przemiana.
Andersen wykorzystał pogodę. „Lubię takie warunki”
Jednym z największych pozytywnych zaskoczeń niedzieli był Mikkel Andersen. Młody Duńczyk, który wcześniej nie zachwycał stabilnością i miał problemy z regularnym punktowaniem, tym razem pokazał charakter.
Zdobył 4 punkty z bonusem, ale liczby nie oddają w pełni znaczenia jego występu. Najważniejszy był jego trzeci start, w którym zdołał utrzymać za swoimi plecami niezwykle groźnego Mikkela Michelsena. To właśnie ta druga pozycja miała wartość niemal zwycięstwa, bo pozwoliła Sparcie wygrać podwójnie 5:1.
Po meczu Andersen nie ukrywał zadowolenia.
– Lubię takie warunki, kiedy pada deszcz i wszyscy są trochę bardziej podekscytowani, bo jest po prostu trudniej. Ja i mój team dość szybko się dostosowaliśmy. Dzisiaj wypadłem dobrze, ale mogło być jeszcze lepiej. Myślę, że im więcej będę jeździł, tym lepiej będę się czuł.
Te słowa dobrze pokazują, jak wielka pewność siebie wraca do młodego zawodnika. Widać było, że nie bał się trudnego toru. Wręcz przeciwnie – deszczowe warunki stały się dla niego sprzymierzeńcem.
Dla Sparty to niezwykle cenna wiadomość. Jeśli Andersen zacznie regularnie dostarczać punkty na poziomie oczekiwanym przez sztab, wrocławianie zyskają kolejną ważną broń w walce o medale.
Bartłomiej Kowalski: od kryzysu do bohatera
Jeszcze kilka dni temu wielu kibiców zastanawiało się, co dzieje się z Bartłomiejem Kowalskim. Nieudane występy w wyjazdowych spotkaniach z Bayersystem GKM-em Grudziądz i Orlen Oil Motorem Lublin mocno odbiły się na jego psychice.
Sam zawodnik tego nie ukrywa.
W meczu z Toruniem odpowiedział jednak najlepiej, jak tylko można – na torze.
10 punktów i 3 bonusy, znakomita jazda drużynowa i niezwykle ważny bieg, w którym utrzymał za sobą Emila Sajfutdinowa, umożliwiając kolejne podwójne zwycięstwo gospodarzy.
To właśnie wtedy Stadion Olimpijski eksplodował.
Po spotkaniu Kowalski mówił szczerze o swoich ostatnich problemach.
– Ostatnie mecze w moim wykonaniu to była klapa, a to mocno wpływa na psychikę. Takie spotkanie jak dziś daje mi więc dużo radości i możliwość odetchnienia. Dziś pocieszę się z moim teamem, ale wiem, że od jutra ponownie czeka nas ciężka praca. Chciałbym, żeby to był mój ostatni powrót do dobrej formy w tym roku i żebym do końca sezonu utrzymał już taki poziom jak dzisiaj.
To jedna z najbardziej szczerych wypowiedzi, jakie można usłyszeć po meczu.
Kowalski nie ukrywa, że presja i słabsze wyniki mocno na niego działały. Tym bardziej jego reakcja zasługuje na uznanie. W meczu z mistrzem Polski pokazał dojrzałość, odpowiedzialność i ogromną determinację.
Sparta dojrzewa w trakcie sezonu
Po połowie meczu coś wyraźnie się zmieniło.
Sparta zaczęła dominować nie tylko szybkością, ale także spokojem i lepszym podejmowaniem decyzji. Zespół Piotra Protasiewicza wyglądał coraz pewniej, a kolejne podwójne zwycięstwa odbierały torunianom nadzieję na korzystny wynik.
Szczególnie wymowne było zakończenie spotkania. Ostatni bieg zakończył się kolejnym wynikiem 5:1, który przypieczętował efektowny triumf 52:38.
To zwycięstwo ma ogromną wagę.
Nie tylko dlatego, że pokonany został aktualny drużynowy mistrz Polski. Przede wszystkim dlatego, że Sparta wygrała dzięki zawodnikom, którzy jeszcze chwilę temu byli pod największą presją. Zawiódł, lider (Brady Kurtz zdobył zaledwie 3 punkty i bonus) to do ciężaru zdobywania punktów podłączyli się zawodnicy drugiej linii.
Trzecie miejsce i chwila oddechu
Po szóstej kolejce PGE Ekstraligi Betard Sparta Wrocław zajmuje trzecie miejsce w tabeli, ustępując jedynie Bayersystem GKM-owi Grudziądz oraz Orlen Oil Motorowi Lublin, który niespodziewanie przegrał w Lesznie z Fogo Unią.
Teraz przed wrocławianami chwila ligowego oddechu. Najbliższy weekend należy do Grand Prix Czech w Pradze, a kolejny ligowy mecz Sparta rozegra dopiero w piatek 29 maja, kiedy zmierzy się na wyjeździe z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa.
Jeśli Andersen i Kowalski utrzymają poziom z meczu przeciwko Toruniowi, dla rywali może to być bardzo niepokojący sygnał.
Bo być może właśnie teraz Betard Sparta odzyskała dwóch zawodników, którzy mogą zrobić różnicę w walce o mistrzostwo.








