Po zakończeniu ostatniego finału IMP, podczas pomeczowego wywiadu Bartosza Zmarzlika dało się wyraźnie słyszeć krzyki leszczyńskich kibiców: „wyp..j”. Telewizja nsport+ nie miała możliwości reakcji, gdyż wówczas wypowiadał się zawodnik. Czy był to odosobniony „wypadek przy pracy”? Czy może dla niektórych kibiców lżenie zawodników przeciwnej drużyny, wyżywanie na nich swoich frustracji i życiowych porażek, a także wyzywanie kibiców „obcej” drużyny to norma?

Pozwolę przytoczyć sobie tutaj spostrzeżenia z zaledwie ostatnich dwóch sezonów.

Obrazek 1.

Finał sezonu 2017. Stadion w Lesznie. Vaclaw Milik walczy jak lew i „umiera” za osłabioną Spartę (z powodu kontuzji nie startuje w tym meczu Maksym Drabik). Kontrowersyjna sytuacja w ostatnim biegu. Sędzia, po upadku na pierwszym wirażu nie wyklucza zawodnika Sparty. Z prostej przeciwległej do startu w stronę Milika sypią się nie tylko plastikowe butelki… Na stadionie możemy posłuchać głośnego i długiego koncertu… nie tylko gwizdów.

Obrazek 2.

Ten sam mecz, parę godzin wcześniej. Z parkingu na ulicy Okrężnej, gdzie parkują autobusy i prywatne samochody kibiców Sparty idzie grupa około 1.000 osób na stadion. Droga prowadzi przez ulicę Strzelecką obok znajdującej się przy stadionie kawiarenki. Od idących na stadion kibiców Sparty kawiarenkę oddziela wysoki (około dwumetrowy) płot (zazwyczaj jest tam otwarte wejście do kawiarenki). Kibice Sparty wznoszą okrzyki, śpiewają. Idących ochrania policja na koniach. Mijających kibiców Sparty „witają” kibice gospodarzy pijący piwo w kawiarence. Leszczynianie podbiegają z szybkością sprinterów do krat i wylewają piwo w idących kibiców Sparty. Policja jest na miejscu i zasłania „kibiców” marnujących w tak bezsensowny sposób swoje piwo.

Obrazek 3.

Sezon 2018, mecz Sparta – Unia w fazie play off. Sektor gości szczelnie wypełniony kibicami przyjezdnych. Władze Sparty dopiero co utworzyły tuż obok sektora gości – sektor rodzinny. Na tym ostatnim sektorze (co zrozumiałe) bardzo wiele osób z małymi dziećmi. Bardzo dużo dzieci znajduje się na dole sektora. Zawodnicy przed trybuną główną przygotowują się do prezentacji. I wtedy z sektora kibiców Unii Leszno na cały stadion słychać okrzyki: „WTS k…ą jest”… Milkną, gdy spiker zawodów przedstawia zawodników gości. Podczas meczu zapewne ci, którzy pomyli stadion z siłownią, rzucają w stronę bawiących się na sektorze rodzinnym dzieci butelkami z wylewającą się z nich wodą (sprzedaje się odkręcone butelki z wodą). Cóż najłatwiej walczy się z dziećmi. Dzielni ci kibice z Leszna!

Obrazek 4.

Sezon 2018, jeden z finałów IMŚJ. Stadion w Lesznie. Kibiców, jak na to miasto, bardzo mało. W zawodach startuje przecież dwóch zawodników Unii – B. Smektała i D. Kubera. Są też inni zawodnicy z Polski – w tym Maksym Drabik, mistrz świata juniorów z 2017 r. „Na mieście” nie dopuszcza się nic innego jak tylko wygraną którejś z lokalnych gwiazdek. Podczas meczu „kontrowersje”, gdyż za podcięcie Drabika zostaje wykluczony Kubera, który wówczas nie wie za co i dlaczego (później w podobny sposób podczas meczu ligowego straci dwa palce, a w sezonie 2019 podczas inauguracji na tym samym wirażu – wyjście z drugiego łuku – wjeżdża brutalnie w Drabika. Drabik tylko doskonałemu opanowaniu motocykla nie upada. Sędzia Kuberze pogroził tylko palcem. Pan Leszek Demski z GKSŻ ocenił, iż sędzia popełnił ogromny błąd nie wykluczając winnego całego zajścia Kuberę). Polski zawodnik leży na torze i jest niemiłosiernie wygwizdany przez polską publiczność. Nie wiadomo, czy będzie zdolny do dalszej jazdy, ale widownia (głównie leszczyńska w Lesznie) wydała już wyrok. Kolejna porcja gwizdów gdy Drabik podjeżdża do powtórki (bez wykluczonego Kubery). I tak Drabik został „częstowany” kolejnymi porcjami gwizdów, gdy pojawiał się tylko na torze/murawie stadionu Smoczyka. Dotyczyło to również dekoracji zwycięzców. Cóż młodzi kibice z Wrocławia nie rozumieli dlaczego Polak – M. Drabik wygrywający przecież zawody w Polsce jest wygwizdywany! Dlaczego pytali się? Przecież Polak wygrał, więc mamy powód do dumy i radości! Ale nie w Lesznie! Bo przecież przegrały lokalne gwiazdeczki!

Uwaga! Poniższy film zawiera wulgarne i niecenzuralne treści! Powinny go oglądać wyłącznie osoby pełnoletnie bez obecności dzieci.

Obrazek 5.

Pierwsze zawody Speedway Grand Prix Wrocław 1995.

W finale tej imprezy startuje dwóch Polaków. Tomasz Gollob z nr 13 (w całym cyklu), oraz z „dziką kartą” (nr 16) Dariusz Śledź. W tle rywalizacja o DMP pomiędzy Spartą a m.in. Polonią Bydgoszcz. D. Śledź przegrywa we Wrocławiu z T. Gollobem. Ostatecznie zawodnik Sparty zajmuje 10 miejsce (2 w finale C). Tomasz Gollob wygrywa całe zawody. Pełny Stadion Olimpijski (około 35.000 widzów) wiwatuje na cześć zwycięzcy tych zawodów – Polaka przecież. Nikt nie rozpamiętuje, że ten „ośmielił się „ wygrać z D. Śledziem. Ogromnej radości było co niemiara.

Na różnego rodzaju portalach społecznościowych pod opisanymi prawdziwymi (nagannymi przecież) zachowaniami kibiców z Leszna pojawiają się głosy oburzenia, iż nie wszyscy kibice z Leszna tacy są. I że to margines. Jeśli z trybuny z prostej startowej słychać gwizdy i wulgarne okrzyki w stronę wygrywającego zawody Polaka to, gdzie siedzą ci „porządni” kibice Leszna? Przecież nie w miejscu wejścia w drugi wiraż…

Jeśli cały sektor kibiców z Leszna wznosi wulgarne okrzyki, rzuca butelkami w sektor rodzinny i jest to margines – to gdzie są na stadionie we Wrocławiu kibice dopingujący „z klasą”?

Obrazek 6.

Finał IMP 2019 w Lesznie. Sędzia wyklucza z biegu Piotra Pawlickiego (za atak na B. Zmarzlika), już przed finałem kreowanego na nowego-starego Indywidualnego Mistrza Polski. Oczywiście podczas każdego kolejnego wyjazdu na tor zawodnik Stali Gorzów jest niemiłosiernie wygwizdywany. Przecież to jeden z najlepszych zawodników w Polsce, medalista i uczestnik SGP. Ale, cóż tam. Jest zawodnik – jest pożywka i gwiżdżemy. Podczas wywiadu – padły na wizji „miłe” słowa pożegnania żużlowca z Lesznem – opisane już wcześniej.

Nie wspomnę tutaj o zachowaniu niektórych zawodników, bo to nie miejsce w tym artykule.

I na koniec obrazek 7.

Mecz play off w 2018 r Sparty z Unią Leszno we Wrocławiu. Sparta przegrywa wówczas 42-48 i w zasadzie, wiadomo, że tym wynikiem drużyna z Wrocławia przekreśla sobie start w finale PGE Ekstraklasy. Rozgoryczenie wśród kibiców gospodarzy jest ogromne. Po meczu z okolic trybuny wschodniej (tam gdzie „pod wieżą” zasiadają najwięksi fanatycy Sparty) wychodzi drobna dziewczyna w okularach (pozdrawiam ją serdecznie) z szalikiem w biało-niebieskie pasy. Idzie obok pergoli przy stadionie, w tłumie kibiców Sparty, w stronę ulicy Mickiewicza. Może to studentka AWF wraca z meczu do pobliskiego akademika. Jest już ciemno, wrzesień około godziny 21:30. Nikomu nie przyszło do głowy, by zaczepiać dziewczynę idącą w „obcych” barwach. A zgodnie z regulaminem zawodów żużlowych, kibice drużyny gości mogą prezentować swoje barwy tylko i wyłącznie na wydzielonym sektorze przeznaczonym dla kibiców gości. Można z klasą zachować się po porażce? Jak widać można!

W Lesznie wszyscy zachwycają się swoją żużlową drużyną. Tak żużlowcy tego klubu prezentują najwyższą klasę sportową. Przez niektórych drużyna Unii nazywana jest królową. Zgoda. Niech tak będzie. Ale patrząc na to co prezentują kibice najlepszej drużyny żużlowej w Polsce nasuwa się tylko jedno twierdzenie. Ta królowa jest naga!

Dzieci biegające w koszulkach swoich idoli, utożsamiający się ze swoja ukochaną dyscypliną sportu, podziwiające najlepszych… Cudowny obrazek prawda? Tylko dlaczego polskie dzieci zakładają koszulki z napisami na plecach Messi, Ronaldo, czy Neymar? Kochają piłkę nożną! Nie jest to takie oczywiste. Koszulkę z nazwiskiem zagranicznej gwiazdy w Polsce po prostu jest nosić najbezpieczniej. I dla dziecka i dla rodziców. Młodzi ludzie pytają dlaczego w Lesznie nie mogą spokojnie chodzić np. w koszulce Sparty Wrocław? Dlatego, że tak bezpieczniej. Po prostu. Czy to jest normalne?

Mamy wakacje i nasz piękny kraj odwiedzają turyści min. z Niemiec. Widać, że jeden jest z Bawarii, inny z przemysłowego Dortmundu, a jeszcze inny z Kolonii. A dlaczego o tym wiadomo? Bo chodzą w koszulkach swoich ulubionych klubów. Co więcej, przebywają w tych swoich klubowych koszulkach ze sobą i nikomu to nie przeszkadza, że ich ukochane drużyny rywalizują w sportowej rywalizacji w rozgrywkach ligowych.

Potrafią odróżnić i oddzielić „grubą kreską” sport od codziennego życia i bycia po prostu człowiekiem. Wiedzą, że zawody sportowe, to przede wszystkim rywalizacja ze sobą dwóch drużyn. Rywalizacja fair. Mecz, jakikolwiek by to nie był czy żużlowy, w piłce nożnej, czy też w koszykówce to tylko rywalizacja sportowców! Nie wojna. Wiedzą, że wyjazd na zawody to radość z kibicowania przede wszystkim swojej drużynie, szacunek dla przeciwników, a nie wyprawa na wojnę, gdzie są zabici i ranni i nie wiadomo kto z tej wyprawy wróci.

Jakie to byłoby piękne usiąść przy jednym stole (grillu, ognisku) wspólnie z kibicami przeciwnych drużyn i wypić skromny kieliszeczek… piwa.

Bo jak mawia redaktor Bartłomiej Czekański – żużel ma łączyć, nie dzielić. Niech to będzie sport dla całych rodzin – tak jak kiedyś, gdy na stadionie dopingowały swoich idoli całe pokolenia kibiców, a wszyscy czuli się bezpiecznie.