Krono-Plast Włókniarz Częstochowa znalazł się w dramatycznej sytuacji kadrowej po meczu z ROW-em Rybnik. W wyniku fatalnego karambolu w dziewiątym biegu kontuzji doznało dwóch podstawowych zawodników zespołu — Piotr Pawlicki oraz Mads Hansen. Jak przekazał trener Mariusz Staszewski, obaj żużlowcy będą musieli pauzować przez kilka tygodni. Szokujący jest jednak fakt, że Hansen po upadku wystartował w powtórce… mimo złamanych kręgów i żeber.

Przerwa potrwa co najmniej cztery tygodnie

Do zdarzenia doszło na pierwszym łuku dziewiątego biegu niedzielnego meczu wyjazdowego w Rybniku (29 czerwca br.). Piotr Pawlicki został odwieziony z toru na noszach, a jego stan od razu wzbudził niepokój. Mads Hansen natomiast, ku zaskoczeniu wszystkich, wystartował w powtórce, mimo że – jak się później okazało – miał poważne obrażenia. A do parku maszyn wędrował przez całą długość stadionu samotnie – bez opieki choćby jednego ratownika medycznego.

Trener częstochowian, Mariusz Staszewski, ujawnił szczegóły dotyczące urazów obu zawodników i ich przewidywanej nieobecności.

– Myślę, że w obu przypadkach to będzie dłuższy okres. Mads Hansen z tego, co mi mówił, ma złamane dwa kręgi w ok. 20% powierzchni, więc tutaj nie powinno być większego problemu, do tego trzy złamane żebra. Piotr Pawlicki ma cztery złamane żebra, z czego jedno z przemieszczeniem. Myślę, że to będą takie dobre cztery tygodnie. Na pewno Piotr wróci dopiero wtedy, gdy będzie w 100% gotowy – powiedział trener w programie Kolegium Żużlowe na antenie Canal+ Sport.

Hansen jechał ze złamanym kręgosłupem i żebrami. Trener: „Nie powinien jechać”

Występ Hansena po upadku wywołał falę oburzenia. Nie tylko środowisko, ale i kibice pytają, jak to możliwe, że zawodnik w takim stanie został dopuszczony do jazdy. Do sprawy odniósł się sam trener Staszewski.

– Myślę, że Mads nie powinien w tym biegu jechać – zaczął w programie Kolegium Żużlowe. – Ja byłem w takiej sytuacji, że obu moich zawodników było na torze. Jak się okazuje z podobnymi kontuzjami. Piotr nie był w stanie się ruszyć. Madsa najpierw przytkało. Jak go puściło, to usiadł i mówi do mnie, że jest okej. Wsiadł z tatą i poszli do parkingu, a ja zostałem z Piotrem na torze.

– Kiedy ponownie znalazłem się w parkingu, to spytałem się czy Mads jedzie. Ojciec kiwał głową, że jadą i wyjechali. Trudno mi to było ocenić, ja nie widziałem tego, co było w transmisji. Gdy zjechał z powtórki i się rozebrał, to stwierdziłem, że na dziś koniec. Nie miałem żadnych informacji, że jest źle i nie chce jechać. Wręcz przeciwnie. Nawet po meczu dopiero za namową ludzi z klubu Mads udał się do szpitala. Nie chciał jechać tylko wracać do Danii – dodał szkoleniowiec.

Krytyka lekarza i brak diagnozy na torze

Trener Włókniarza został również zapytany o działania lekarza zawodów.

– Trudno tracić zaufanie do lekarza. Ja go nie znam, nie jestem z Częstochowy, zazwyczaj jest inny lekarz. Wymagacie, aby stwierdził, że ktoś ma złamany kręgosłup, jeśli zawodnik nie narzeka na ból pleców? Piotr mówił od razu, że albo ma złamane żebra, albo coś z kręgosłupem. Tutaj chłop wstał, zszedł i nic nie mówił, że bolą plecy czy żebra. Ja nawet nie widziałem badania, bo byłem gdzie indziej. Potwierdził, że chce jechać – tłumaczył Staszewski.

Lekarz sportowy, Cezary Ruchniewicz, także zabrał głos w sprawie kontrowersyjnego badania i podkreślił, że mimo trudności diagnostycznych, niektóre urazy można wykryć bardzo szybko.

– Jak najbardziej da się to zbadać. Uciśnięcie klatki piersiowej, czy boczne, czy w stronę pleców powoduje takie dolegliwości bólowe, że z reguły jest to do wykrycia w kilka sekund. Nie chciałbym krytykować kolegi po fachu, ale nawet oglądając zdjęcia z tego upadku, gdy zawodnik wraca na własnych nogach, ale z mętnym spojrzeniem, wypadało go położyć i poobserwować – ocenił lekarz.

Podsumowanie: sytuacja niedopuszczalna

Start Madsa Hansena z poważnymi obrażeniami budzi poważne pytania o procedury medyczne w PGE Ekstralidze. Przypadek z Rybnika pokazuje, jak groźna może być jazda z niediagnozowanymi kontuzjami. Włókniarz stracił dwóch kluczowych zawodników na co najmniej cztery tygodnie, a ich nieobecność może kosztować zespół brak awansu do fazy play-off.

Zastępstwo zawodnika będzie stosowane za Pawlickiego, a w miejsce Hansena pojawi się Phillip Hellström-Bängs. Trudno jednak mówić o równorzędnym zastępstwie. Częstochowianie znaleźli się w sytuacji alarmowej.