To miał być mecz o wszystko. Pierwsze domowe spotkanie sezonu w czwartek 23 kwietnia br., szansa na odkupienie win po kompromitującej inauguracji i moment, w którym Stelmet Falubaz Zielona Góra miał pokazać, że wciąż liczy się w walce o play-offy. Zamiast tego przyszła brutalna weryfikacja – porażka 37:51 z Bayersystem GKM-em Grudziądz i fala krytyki, jakiej w Zielonej Górze dawno nie było.

Ale tym razem nie chodzi tylko o wynik. Najwięcej emocji wzbudziło coś, co w żużlu jest fundamentem – tor.


Mecz o życie zamieniony w chaos

Sytuacja Falubazu przed drugą kolejką była daleka od komfortowej. Na inaugurację zielonogórzanie zostali rozbici przez Betard Spartę Wrocław (26:64), co natychmiast uruchomiło lawinę krytyki. Do tego doszły kolejne problemy – kontuzja Damiana Ratajczaka, niepewna forma Leona Madsena wracającego po kłopotach zdrowotnych oraz napięta atmosfera wokół klubu związana z konfliktem kibiców z prezesem Adamem Golińskim.

W takich okolicznościach mecz z GKM-em urósł do rangi starcia o być albo nie być. Tymczasem od pierwszych biegów było widać, że coś jest nie tak.

Nawierzchnia sprawiała ogromne problemy. Zawodnicy mieli trudności z utrzymaniem motocykli, pojawiały się dziury, koleiny, a kolejne wyścigi przerywane były upadkami. Spotkanie ciągnęło się w nieskończoność – dziesięć biegów trwało aż 100 minut.


Fiałkowski: „Przestrzelili sobie oba kolana”

Nie pozostawił na tym suchej nitki były prezes GKM-u Grudziądz, Zbigniew Fiałkowski. Jego komentarz po meczu jest jednym z najmocniejszych głosów po tej kolejce PGE Ekstraligi:

„Nie jestem w stanie zrozumieć postępowania Falubazu. Zielonogórzanie zdawali sobie sprawę z wagi tego spotkania. Wiedzieli, że mają drużynę, która jest nieco rozbita, a mimo to przygotowali taki tor. Czegoś takiego nie widziałem już dawno. Nie potrafię powiedzieć, co autor miał na myśli, ale jestem przekonany, że przestrzelili sobie w ten sposób oba kolana. Jeżeli chcieli zrobić coś przeciwko GKM-owi, to efekt okazał się odwrotny. Poza tym dobrze, że nie skończyło się kolejnymi kontuzjami. Dziur i kolein było całe mnóstwo. Najwięcej trudności sprawiał drugi łuk, ale w wielu innych miejscach wcale nie było lepiej. Dziesięć biegów trwało 100 minut, a po drodze doszło do sześciu upadków. To mówi przecież samo za siebie”.

To nie była tylko krytyka – to była bezpośrednia diagnoza problemu, który mógł zadecydować o losach całego spotkania.


Drużyna bez tożsamości

Zdaniem Fiałkowskiego problem Falubazu sięga jednak znacznie głębiej niż tylko tor:

„Trudno nawet powiedzieć, kto jest obecnie gorszy – oni czy Włókniarz. W Zielonej Górze nic się nie zgadza. Nie ma drużyny i nie ma kibiców na stadionie. A przecież oni mimo kontuzji Ratajczaka mają ciągle czterech dobrych zawodników. Być może fatalna atmosfera wokół klubu przenosi się na zespół. Myślę, że będzie im trudno się pozbierać. Przegrali dwa razy w fatalnym stylu, a zaraz jadą do Lublina, gdzie zanosi się na kolejny łomot. Czarno to widzę, bo skala problemu jest ogromna”.

To słowa, które wprost uderzają w fundamenty funkcjonowania klubu – atmosferę, organizację i sportową tożsamość.


GKM wykorzystał okazję

W cieniu problemów gospodarzy świetnie zaprezentował się zespół z Grudziądza. GKM przyjechał do Zielonej Góry po słabej inauguracji, ale tym razem był zespołem kompletnym.

Największe wrażenie zrobił Maksym Drabik, który zdobył 12 punktów i był liderem drużyny. Kluczową rolę odegrali także juniorzy, którzy dołożyli aż 16 punktów.

Fiałkowski nie ma wątpliwości:

„Martwi jedynie Max Fricke, który na razie nie jedzie jak lider. W odróżnieniu od pierwszej kolejki tym razem GKM był prawdziwą drużyną. Poza Australijczykiem wszyscy spisali się na medal. Wielką robotę zrobili zwłaszcza juniorzy, którzy uzbierali 16 punktów. To sprawiło, że dwa duże punkty pojechały do Grudziądza, a w nawiasie już można pisać kolejne trzy. Jeśli wygrają u siebie, to będą mieć ogromną przewagę nad rywalem, z którym mieli przecież walczyć o czwórkę”.


Co dalej z Falubazem?

Dwie kolejki, dwie dotkliwe porażki i coraz większy chaos wokół drużyny. Falubaz już na starcie sezonu znalazł się w bardzo trudnym położeniu, a perspektywa wyjazdu do Lublina nie napawa optymizmem.

Jeszcze większym problemem niż wynik wydaje się jednak brak kontroli – nad formą, atmosferą i… własnym torem.

Bo jeśli słowa o „przestrzeleniu obu kolan” okażą się trafne, to Zielona Góra może mieć w tym sezonie znacznie większe problemy niż tylko walka o play-off.


Źródło: sportowefakty.wp.pl