Świat żużla już dawno nie widział tak niewinnego, a jednocześnie tak głośnego skandalu. Ashley Holloway – jeden z najlepszych tunerów na świecie, od niedawna również z polskim obywatelstwem – stał się mimowolnym bohaterem kolejnego odcinka serialu Canal+ Sport „Misja awans. Ostatni łuk do PGE Ekstraligi”. Bohaterem, jak sam podkreśla, wbrew własnej woli.

To właśnie w tym programie wyemitowano krótką, pozornie niewinną wymianę zdań między Hollowayem a trenerem Polonii Bydgoszcz, Tomaszem Bajerskim. Krótką, ale wystarczająco mocną, aby wywołać burzę – szczególnie na Podkarpaciu.


Kamery wszędzie. Czy seriale sportowe nie zaszły za daleko?

Odkąd Canal+ wprowadził format „dokumentalnej ligi”, kamery w parku maszyn stały się równie naturalne jak mierniki ciśnienia w kompresorach. Jednak coraz więcej ludzi w środowisku żużlowym zaczyna zadawać pytanie: czy to nie idzie o krok za daleko?

W meczu ligowym emocje sięgają zenitu. Zawodnicy są rozpaleni, działacze często czują presję wyniku, a mechanicy i tunerzy żyją w nieustannym napięciu. W takich warunkach – jak wynika z reakcji Hollowaya – trudno kontrolować każde słowo, gdy tymczasem kamery rejestrują wszystko, nawet prywatne rozmowy prowadzone mimochodem, między jednym wyjazdem zawodnika na tor a drugim.

Ta właśnie hiperobecność kamer doprowadziła do sytuacji, którą teraz komentują niemal wszyscy – od krośnieńskich kibiców po ekspertów od marketingu sportowego.


Odcinek, który wywołał burzę

Awantura wybuchła po emisji rozmowy, która – jak twierdzi Holloway – miała charakter prywatny. Dyskusja dotyczyła przyszłości Thomasa Brennana, młodego zawodnika Polonii Bydgoszcz. Fragment wyglądał tak:

— Musimy zostawić Brennana (w Polonii Bydgoszcz – dop. red.) na następny sezon. Jeśli będzie PGE Ekstraliga musimy pomyśleć. Może odstawimy „Buczka”. Tom jest jak… — mówił Bajerski.

— On chce zmian. Chce go Poznań, chce go Krosno — przerwał mu Holloway.

— Wiem, wiem — odparł szkoleniowiec.

— Krosno to byłaby katastrofa. Ma mechanika w Toruniu, dom w Bydgoszczy. A jeździć miałby k… w Krośnie! — wypalił tuner.

To właśnie ostatni fragment – wyrwany, zdaniem Hollowaya, z kontekstu – rozgrzał internet.

W Krośnie część kibiców odebrała słowa jako atak na region, na klub, a nawet jako przejaw pogardy. Choć większość ekspertów zwraca uwagę, że chodziło wyłącznie o „logistyczną niedogodność” dla zawodnika, to emocje poszły daleko dalej.


Krosno – naprawdę „koniec świata”?

W środowisku żużlowym powiedzenie o Krośnie jako „końcu świata” funkcjonuje od dawna – w większości przypadków jako niewinne narzekanie na najdłuższe dojazdy w lidze. To miasto położone jest daleko od głównych ośrodków żużlowych, co dla wielu mechaników, tunerów i zawodników wiąże się z trudnościami logistycznymi. Faktem jest, że długie trasy to realny problem, a nie złośliwy stereotyp.

Jednak w epoce mediów społecznościowych i kamer obecnych na każdym kroku, słowa Hollowaya – nawet jeśli miały odnosić się wyłącznie do praktycznych kwestii – zabrzmiały ostrzej, niż zamierzał.


Tuner zabrzmiał ostro, ale… nie wiedział, że jest nagrywany

Wkrótce po emisji materiału Holloway opublikował w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym nie tylko wyjaśnił sprawę, ale również przeprosił Wilki Krosno. Oto jego treść – w całości:

„W nawiązaniu do niedawno opublikowanego wywiadu w ‘Przeglądzie Sportowym’ pragnę przedstawić swoje stanowisko i wyjaśnić zaistniałą sytuację. Na żadnym etapie nie doszło do bezpośredniego kontaktu ze mną, ani też nie zostały przedstawione jakiekolwiek propozycje Tomowi Brennanowi ze strony Wilki Krosno.

Wypowiedzi zaprezentowane w ostatnim materiale Canal+ zostały wykorzystane w sposób całkowicie wyrwany z kontekstu. Nie miałem świadomości, że rozmowa jest nagrywana, ani nie wyraziłem zgody na jej publikację lub cytowanie. W efekcie powstał przekaz sugerujący, że zachowałem się w sposób niegrzeczny lub obraźliwy wobec Wilki Krosno, co jest dla mnie niezrozumiałe i sprzeczne z faktami — tym bardziej, że uważam Wilki Krosno za jeden z najlepiej zarządzanych klubów w Polsce.

Użyte przeze mnie sformułowania padły w prywatnej rozmowie z Tomaszem Bajerskim, z którym łączą mnie relacje koleżeńskie i nie były przeznaczone do upublicznienia. Jeżeli ta sytuacja spowodowała jakiekolwiek nieporozumienia lub mogła zostać odebrana jako niestosowna, składam Wilki Krosno szczere przeprosiny. Jednocześnie podkreślam, że przedstawienie tej rozmowy w przestrzeni publicznej nadało jej fałszywy sens i mogło wprowadzić opinię publiczną w błąd.”


Czy sportowcy i tunerzy mają jeszcze prawo do prywatności?

Afera z udziałem Hollowaya otwiera większą dyskusję, od dawna grasującą po stadionowych kuluarach:

Czy zawodnicy, trenerzy i ludzie zaplecza mają jeszcze prawo do prywatnych rozmów w miejscu pracy?

Seriale sportowe dają kibicom dostęp do kulis, które dotąd były niemal świętą przestrzenią. Dla widza to złoto. Dla bohaterów – coraz częściej pułapka.

Wysokie emocje, stres i spontaniczne reakcje są wpisane w żużel. Słowa padają szybko, często w emocjach, często w kolokwialnym tonie. Gdy jednak kamera rejestruje wszystko – nawet rozmowy wypowiedziane „na zapleczu” – w dzisiejszym świecie każda sekunda może stać się viralem.


Finał: przeprosiny przyjęte?

W Krośnie opinie są podzielone. Część kibiców uważa, że Holloway nie miał złych intencji i został wykorzystany jako „kozioł ofiarny” medialnego zamieszania. Inni twierdzą, że tuner powinien być ostrożniejszy, skoro pracuje w środowisku, które „żyje kamerami i z kamerami niemal na każdym kroku”.

Jednak jedno jest pewne: jego przeprosiny są szczere i nienaciągane, a Wilki Krosno – zgodnie z ich dotychczasowym wizerunkiem – raczej nie mają zamiaru niepotrzebnie eskalować konfliktu.

A co dalej? Dla żużla pozostaje pytanie, czy granica między kulisami a faktyczną prywatnością jeszcze istnieje – i czy przypadek Hollowaya nie stanie się początkiem większej dyskusji w całej lidze.