Pierwszy finał Metalkas 2. Ekstraligi w Bydgoszczy miał być świętem dla kibiców Abramczyk Polonii. Po dziesięciu biegach gospodarze prowadzili aż czternastoma punktami z Unią Leszno, a trybuny żyły nadzieją na triumf, który mógł przybliżyć drużynę do upragnionego awansu do PGE Ekstraligi. Zamiast tego, końcówka spotkania przyniosła jednak szok – przewaga stopniała, a zawody zakończyły się remisem 45:45.

Jednym z zawodników, którzy najmocniej przeżyli to spotkanie, był kapitan i lider bydgoszczan – Krzysztof Buczkowski. Doświadczony żużlowiec zabrał głos w programie Mateusza Puki na antenie WP SportoweFakty, szczerze komentując dramatyczny przebieg finału i własne odczucia.


„Nie ma co szukać winnego”

Trudno to wytłumaczyć i sami tak zachodzimy jeszcze w głowę, co się mogło do końca stać, ale myślę, że po prostu nie ma co szukać winnego. W tej całej sytuacji – my, zawodnicy – wszystko mieliśmy w naszych rękach, ta końcówka spotkania, czyli od 11 wyścigu do 15, po prostu wtedy byliśmy chyba widocznie słabsi od Unii. No i coś nam pouciekało z ustawieniami na pewno – mówił Buczkowski.


„Nie obwiniałbym toromistrza”

Kapitan Polonii nie zgadza się z teoriami, że winę ponosi przygotowanie nawierzchni:

Oglądałem to spotkanie jeszcze raz dokładnie. Ja bym tutaj nie obwiniał toromistrza czy tej wody było dużo czy nie. Na pewno ktoś o tym decyduje. I na pewno to nie jest toromistrz. Wszystko się jakby w jednej chwili posypało. To pokazało jaki jest żużel. Mieliśmy zawody pod kontrolą. Wszystko udawało się dobrze. Ale no niestety ten remis myślę, że jest dla nas porażką, ale nie zamyka przed nami drogi.


„Jechałem z uporem maniaka pod płot”

Buczkowski z dużą szczerością przyznał się do błędów taktycznych:

Unia posiłkowała się rezerwami taktycznymi i myślę, że trójka zawodników, czyli Ben Cook, Janusz Kołodziej i Grzesiu Zengota, plus junior, który też potrafi wygrywać wyścigi, pociągnęli ten wynik, a mogę powiedzieć tylko o sobie, że ja z uporem maniaka, gdzie trzy pierwsze wyścigi ścieżka pod płotem dawała mi korzyści, dawała mi zdobycze punktowe, jechałem z uporem maniaka cały czas tą ścieżką, ale ta ścieżka już nie była takim handicapem, jak była przed dziesiątym wyścigiem. Trochę z mojej strony też taki błąd jeździecki, ale też musieliście mnie zrozumieć, że po prostu jak dawało mi to profity w poprzednich wyścigach, tak pomyślałem, czemu nie… ciężko było mi się przestawić. Ten motocykl też był ustawiony bardziej na trasę niż na start. Strasznie szybko się wszystko działo pomiędzy dziesiątym a trzynastym wyścigiem. I cóż, jest to trudne do wytłumaczenia tak naprawdę i też dla mnie do zrozumienia, co się wydarzyło, a tym bardziej dla kibiców, którzy też mieli prawo po prostu być niezadowoleni.


„Ścieżka pod płotem? To ryzykowna gra”

Nie brakowało też zarzutów ze strony obozu leszczyńskiego, że tor w Bydgoszczy był jednostronny i niebezpieczny. Buczkowski odpowiedział na te głosy:

Szczerze powiem, tak myślałem o tej ścieżce właśnie i uważam, że jeżeli spotykają się drużyny, co prawda jeżdżące w tej samej lidze, ale z takimi trochę dysproporcjami, gdzie np. my walczymy o jak najwyższe cele, a dla innych jest ważne utrzymanie się w lidze i jest ta ścieżka pod płotem, no to tego miejsca jest dużo, dużo więcej niż w takim meczu, gdzie te potencjały są równe, tak jak teraz Unia Leszno i Polonia Bydgoszcz. I jest więcej zawodników po prostu takich, którzy będą skłonni podjąć to ryzyko, wjeżdżając tak daleko pod płot. W niektórych momentach tam trzeba było się oprzeć o tą dmuchaną bandę. I ja nie chcę teraz mówić, czy to mi się podoba, czy nie, no bo ja po prostu staram się wykorzystać ten handicap i to, że potrafię tam wjechać i wyjechać w miarę okej, w miarę bezpiecznie.


„Byłem wypluty emocjonalnie”

Najbardziej wymowna była końcowa refleksja Buczkowskiego, dotycząca ryzyka i emocjonalnego kosztu meczu:

Zdaję sobie z tego sprawę, że jak wchodziłem na przykład, powiedzmy, na trzeciego, w ten drugi łuk, za Kaia Huckenbecka, tam, gdzie on jechał też szeroko, to ja już nie miałem innego pola manewru. Tylko po prostu zrobić tak, żeby nie spowodować kolizji i przede wszystkim jechać dalej. Przy tym przyniosło mi to korzyść, więc mogło to się podobać, ale czy o takie zawody chodzi? Nie mi to oceniać. Dla mnie, to naprawdę ten mecz spowodował to, że po meczu i w poniedziałek byłem taki wypluty, ale tak trochę emocjonalnie, że te ryzyko naprawdę było może nie za duże, ale duże.

Źródło i zdjęcie autorstwa Łukasza Wilka: Publiczny FB POlonia1920