Ostatni mecz Stali Gorzów z Unią Leszno 04.08.2019 r. spowodował lawinę komentarzy. Wielu tzw. „znawców tematu” dopatruje się w tym co działo się na torze w Gorzowie drugiego dna. Przecież przeciwko niezwyciężonej Unii jeździła osłabiona, przetrzebiona kontuzjami Stal Gorzów. Gospodarze w zasadzie w czterech (Woźniak, Kasprzak, Zmarzlik i co jest niespodzianką Karczmarz) pokonali drużynę gwiazd z Leszna. „Swoje” punkty dołożyli Kildemand i jadący pierwszy raz Jacobsen. Sytuacja z Gorzowa przypomina finał z Wrocławia z 2017 r. Wówczas Sparta do 13 biegu miała mecz „pod kontrolą” i była mistrzem Polski. Sparta tytuł mistrzowski przegrała w dwóch ostatnich biegach. Mecz sprzedany? Nonsens! Nikomu nawet taka myśl nie zaświtała w głowie. W niedzielę, w Gorzowie goście mieli do 13 biegu mecz pod kontrolą. Wydawało by się, że „spokojne” dwa remisy wystarczą Unii by dowieźć meczowe zwycięstwo do końca. Stało się inaczej. Ale za to właśnie kochamy wszyscy żużel – za to że jest nieprzewidywalny. Nie ma co doszukiwać się tutaj drugiego dna – bo go po prostu nie ma! Ekstraliga jest na tyle wyrównana, że praktycznie każdemu zawodnikowi oprócz zwycięstw zdarza się i dowieźć „śliwkę”. A Stal Gorzów jest bardzo ciekawą drużyną. Jako jedyni w tym sezonie przegrali z najsłabszą drużyną ekstraligi Get Well Toruń na Motoarenie, a także jako jedyni, jak dotąd, pokonali u siebie Unię Leszno, przerywając ich pasmo jedenastu meczy bez porażki.

Na podstawie pomówień, niedopowiedzeń odnośnie meczu Stal – Unia nasuwa się pytanie, czy w polskiej lidze żużlowej mieliśmy do czynienia ze skandalem, lub jak kto woli ze sprzedanym meczem?

Na początek naszych rozważań należy zadać pytanie, bardzo ważne z punktu widzenia historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Ile tytułów mistrzowskich ma Unia Leszno? Zdecydowana większość kibiców z Leszna, urodzonych już po 1984 r . twierdzi, że 17. Wielu z nich nie zna historii swojego klubu która przypomina… kabaret. Jak to śpiewali Tadeusz Ross i Andrzej Zaorski: „Kabaret, kabaret, lecz śmiechu w nim mało i słowa w nim gorzkie, bez blasku i zalet. Bo tak proszę państwa, fatalnie się stało, że życie przerosło kabaret”.

Ale po kolei. Cofnijmy się we wspaniałe lata 80-e XX wieku i niepohamowany, dynamiczny rozwój PRL-u!… upsss.. – W czasy siermiężnego, dogorywającego komunizmu, odizolowania od państw nie tylko Europy Zachodniej, braku towarów w sklepach, braku perspektyw, braku wszystkiego…

Lata 80-e to kryzys gospodarczy, który mocno odbił się przede wszystkim w sporcie żużlowym. Polacy nie mieli dostępu do najnowocześniejszych technologii i nawet największe asy polskiego speedwaya startujące w najlepszej wówczas lidze świata – na Wyspach Brytyjskich – Zenon Plech. Edward Jancarz, Jerzy Rembas, Marek Cieślak, czy też Robert Słaboń, nie byli w stanie dostarczyć nam medali z imprez mistrzowskich. Przegrywaliśmy we wszystkich rodzajach rozgrywek DMŚ, IMS czy też MŚP. W tamtych czasach z polskim żużlem było jak z wrocławską Spartą, która zajmowała regularnie ostatnie miejsce w drugiej lidze. W Europie nie liczyliśmy się. W 1980 r.  we Wrocławiu, na wypełnionym po brzegi Stadionie Olimpijskim w drużynowych mistrzostwach świata Polacy zajęli trzecie miejsce uznane za porażkę. Był to ostatni medal Polaków w DMŚ w latach osiemdziesiątych. Podobnie było z MŚP. W 1981 Edward Jancarz i Zenon Plech zdobyli brązowy medal w Chorzowie.

Jak pisze redaktor Robert Borowy: „Co ciekawe sportowe dno na arenie międzynarodowej jakiego sięgnął polski speedway nie odstręczył od niego kibiców, którzy nadal tłumnie wypełniali stadiony. Finał DMŚ w Lesznie w 1984 r. oglądać miało, według prasowych relacji nawet 45 tysięcy widzów, a bilety na te zawody rozeszły się w ciągu dwóch dni. Widownia „waliła” na zawody żużlowe nie tylko jednak przy okazji mistrzostw świata.”

I w takich warunkach mimo regularnych batów (bo inaczej tego nie można nazwać) na arenie międzynarodowej, żużel był wówczas jedną (jeżeli nie najpopularniejszą) z najpopularniejszych dyscyplin w naszym kraju.

Rozgrywki na najwyższym szczeblu ligowym rozgrywane były przy pełnych trybunach. Podobnie było i w 1984 r. Wówczas stawce 10 drużyn przewodziły Unia Leszno i Stal Gorzów. Na drugim biegunie tabeli były – zdecydowany outsider ligi Start Gniezno (tylko 2 wygrane w całym sezonie) i walczące o uniknięcie baraży Wybrzeże Gdańsk, Polonia Bydgoszcz i Stal Rzeszów. Do ostatniej kolejki trwała walka o tytuł oraz o uniknięcie baraży. W drużynie Unii Leszno jeździły takie gwiazdy jak: Roman Jankowski, Zenon Kasprzak, Mirosław Okoniewski, Czesław Piwosz, czy Włodzimierz Heliński. W Stali Gorzów liderami zaś byli: Edward Jancarz, Jerzy Rembas, Bogusław Nowak, czy Ryszard Franczyszyn.

Do wywalczenia mistrzostwa Polski Unii Leszno w ostatniej kolejce wystarczał remis. Tak się złożyło, że do zajęcia przez Stal Rzeszów bezpiecznego ósmego miejsca w lidze (i przez to uniknięcia baraży z wicemistrzem drugiej ligi) w ostatnim meczu wystarczał remis. By Stal Gorzów mogła liczyć na tytuł mistrzowski, musiała wygrać w XVIII kolejce ostatni mecz z Falubazem Zielona Góra oraz liczyć na sportową walkę w meczu Stal Rzeszów – Unia Leszno i wygraną gospodarzy.

W ostatniej kolejce rozegranej siódmego października 1984 r. na torze padły wyniki – takie jakie paść musiały. Stal Gorzów po bardzo zaciętym meczu wygrała w derbach Ziemi Lubuskiej z Falubazem Zielona Góra 46 – 44, a Stal Rzeszów zremisowała po 45 z Unią Leszno. W rzeszowskim parku maszyn wielka radość zawodników z Leszna ze zdobycia tytułu DMP. Wśród cieszących się zawodników wyraźnie widoczny jest min. Roman Jankowski, obecny trener-wychowawca w Unii Leszno.

Początkowo nic nie wskazywało, na aferę związaną z tym meczem. W poniedziałek 8.10.1984 r. red. A. Jaźwiecki pisał w Sporcie min. „remis „urządzał” oba kluby (…). Wynik padł remisowy, obie strony były więc bardzo zadowolone”, a redakcja Sportu „serdecznie gratuluje leszczynianom” (nr 198, s. 2).

Po kilku dniach w Sporcie ukazała się na ostatniej stronie ironiczna relacja „żużlowego kibica X” – Walczyć do końca: . „Jest remis oznaczający tytuł dla Unii i uwolnienie Stali Rzeszów od dodatkowych spotkań. Co za ulga. Na murawie radość. Zawodnicy padali sobie w objęcia. Cieszą się jak dzieci. Działacze okazują zadowolenie powściągliwiej, jakby godniej. Świąteczny nastrój psuje trybuna. Tu nikt nikogo nie obejmuje. Jedni patrzą wilkiem, inni się śmieją. Nie ma w tym śmiechu radości. Wielu gwiżdże.”

Co spowodowało niezadowolenie kibiców w Rzeszowie? Przecież na torze uzyskano wynik jaki satysfakcjonował drużynę gospodarzy, w składzie której jeździli tacy zawodnicy jak: Grzegorz Kuźniar, Eugeniusz Błaszak, Janusz Stachyra, czy Ryszard Czarnecki.

Unia Leszno od początku spotkania ze Stalą Rzeszów miała miażdżącą przewagę. Do 11. wyścigu leszczynianie wygrywali aż 41:25, a Zenon Kasprzak i Mariusz Okoniewski byli niepokonani…

Goście, prowadząc po jedenastu wyścigach 41-25, przegrali kolejne cztery po 1-5, pozwalając Stali Rzeszów doprowadzić do remisu 45-45. Umożliwiło to zajęcie rzeszowianom w tabeli 8. miejsca, gwarantującego pozostanie w I lidze i uniknięcie baraży. GKSŻ uznała zachowanie żużlowców z Leszna za niesportowe, anulowała ostatnie cztery wyścigi (utrzymany został wynik po 11 biegach) i pozbawiła Unię tytułu mistrza Polski.

Tak w rozmowie z redaktorem Robertem Nogą wspominał tamten mecz ówczesny kierownik Unii Leszno Jan Nowicki: „Po jedenastym biegu sędzia zarządził przerwę na kosmetykę toru i zauważyłem, że zawodnicy i jednej i drugiej drużyny wychodzą do szatni. Potem niektórzy z mojej ekipy odmawiali jazdy, inni ją pozorowali. I skończyło się remisowo

Niejako w odpowiedzi na decyzję GKSŻ, redaktor Bartłomiej Czekański w tygodniku Sportowiec napisał wówczas min. „W polskim żużlu „nie ma winnych – wszyscy święci”, jakby zaryczała (bo przecież nie zaśpiewała) młodzieżowa grupa TSA, a może dałbym sobie to wmówić, gdybym nie zetknął się z wieloma brudnymi machlojkami, dziejącymi się w tej dyscyplinie (w innych też) sportu”.

Poznaliśmy jednoznaczne stanowisko Don Bartolo w całej sprawie remisu Stali z Unią: „Co innego domyślać się, podejrzewać, a co innego udowodnić. Dlatego „wyrok” Głównej Komisji Sportu Żużlowego w „aferze” rzeszowskiej jest dla mnie nonsensowny”.

Wyrok ówczesnych władz GKSŻ był wyjątkowo surowy. Jak zaznaczyliśmy wcześniej Unia Leszno została pozbawiona tytułu drużynowego mistrza Polski za 1984 r. GKSŻ zatwierdziła pozostałych medalistów. Otóż srebrny medal zdobyła drużyna Stali Gorzów, a trzecie miejsce zajął Falubaz Zielona Góra. Do drugiej ligi spadł ostatni Start Gniezno, a w barażach (zresztą zwycięskich) z Unią Tarnów musiała jeździć Stal Rzeszów. Zawodnicy obu drużyn, biorący udział w ostatnich czterech biegach zostali ukarani zakazem startów we wszystkich imprezach, poza ligą i indywidualnymi mistrzostwami Polski, a reprezentantów kraju, wyrzucono z kadry.

Ukarani przez GKSŻ zawodnicy startujący w czterech ostatnich biegach:

z Unii Leszno – Włodzimierz Heliński, Roman Jankowski, Grzegorz Sterna, Arkadiusz Zielonko, Mariusz Okoniewski, Marek Bzdęga;

ze Stali Rzeszów – Antoni Krzywonos, Eugeniusz Błaszak, Andrzej Surowiec, Ryszard Czarnecki, Janusz Stachyra, Grzegorz Kuźniar.

Sparta Wrocław również ma związek z aferą rzeszowską z 1984 r. Poprzez osoby dwóch zawodników Unii Leszno, którzy startowali w Sparcie Wrocław od 1987 r.

Arkadiusz Zielonko i Marek Bzdęga w późniejszych latach wielkiej kariery w Unii Leszno nie zrobili. Ich średnie biegowe wahały się w granicach 1 punktu (i trochę powyżej).

Od sezonu 1987 obaj reprezentowali barwy drugoligowej wówczas Sparty Wrocław. Arkadiusz Zielonko w latach 1987 – 1988. Po sezonie 1988 zakończył karierę. W Sparcie Wrocław uzyskiwał następujące średnie biegowe w 1987 r.: 1,618 pkt/bieg, a w 1988 r.: 1,187 pkt/bieg.

Marek Bzdęga był prawdziwym liderem w Sparcie Wrocław. W 1988 r, uzyskał średnią 2,20 pkt/bieg, natomiast w roku 1988 miał minimalnie niższą średnią: 2,122 pkt/bieg.

W ostatnim sezonie w karierze, w 1989 r., wystartował w jednym meczu i w dwóch biegach uzyskał średnią 1,0 pkt/bieg.

Odpowiadając na postawione wcześniej pytanie należy stwierdzić, iż Unia Leszno w swej historii zdobyła 16 tytułów mistrzowskich w Drużynowych Mistrzostwach Polski.