W polskim żużlu nie brakuje obcokrajowców, którzy spędzili nad Wisłą wiele lat, ale Patrick Hansen pozostaje przypadkiem wyjątkowym. To jedyny duński żużlowiec, który swobodnie mówi po polsku, a jednocześnie zawodnik, którego kariera została brutalnie zatrzymana w momencie, gdy wydawało się, że najlepsze dopiero przed nim. Poważna kontuzja kręgosłupa z 2023 roku niemal zakończyła jego sportową drogę. Niemal – bo Hansen nie pogodził się z takim scenariuszem.

Jeszcze niedawno częściej widywano go w roli trenera młodzieży lub eksperta, niż w kevlarze w parku maszyn. Tymczasem Duńczyk wraca. Najpierw nieśmiało w sezonie 2025, a teraz – z nowym kontraktem i jasno sprecyzowanym planem na rok 2026.

Sezon przerwany w chwili, gdy wszystko się układało

W 2023 roku Patrick Hansen był jedną z czołowych postaci Metalkas 2. Ekstraligi. Jako lider ROW-u Rybnik prezentował wysoki i stabilny poziom, a eksperci nie wykluczali, że w niedalekiej przyszłości może wrócić do PGE Ekstraligi. Wszystko zmieniło się 26 sierpnia 2023 roku, podczas ćwierćfinałowego rewanżu play-off w Ostrowie Wielkopolskim.

Na wyjeździe z pierwszego łuku Hansen został wypchnięty przez jednego z rywali, uderzył w jadącego po zewnętrznej kolegę klubowego Patryka Wojdyło, stracił kontrolę nad motocyklem i pojechał prosto w bandę. Próbując ratować sytuację, wypuścił maszynę z rąk – ta z ogromną siłą uderzyła w dmuchane ogrodzenie, unosząc je w górę. Sam Duńczyk uderzył nogami w stałe ogrodzenie toru. Skutki były dramatyczne: poważna kontuzja kręgosłupa, która postawiła pod znakiem zapytania dalszą karierę.

Obietnica dana samemu sobie

Jeszcze na szpitalnym łóżku Hansen postanowił, że spróbuje wrócić. Rozpoczął długą i trudną rehabilitację, wiedząc, że nawet jeśli lekarze pozwolą mu ponownie wsiąść na motocykl, droga do regularnego ścigania będzie wyjątkowo wyboista.

Powrót stał się faktem 20 lipca 2025 roku. W barwach H. Skrzydlewska Orła Łódź Duńczyk podjechał pod taśmę w wyjazdowym meczu Metalkas 2. Ekstraligi z Autoną Unią Tarnów. Do mety dojechał ostatni, ale już sam start był symbolicznym zwycięstwem. Pięć dni później, w domowym spotkaniu z Arged Malesą Ostrów Wielkopolski, zdobył pierwszą trójkę po powrocie na tor.

Mało szans, jeszcze mniej jazdy

W sezonie 2025 Hansen nie przyniósł mu jednak wielu okazji do regularnych występów. W Orle Łódź nie otrzymywał zbyt wielu szans na starty. Ostatecznie pojechał tylko w trzech meczach ligowych pod koniec sezonu, w których odjechał osiem biegów, zdobywając 9 punktów i bonus. Przełożyło się to na średnią 1,25 punktu na bieg.

Dopiero w ostatniej kolejce rundy zasadniczej dostał możliwość jazdy w pełnym wymiarze. Na trudnym terenie w Bydgoszczy Orzeł Łódź przegrał wysoko 34:55, ale Hansen był trzecim najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu, zapisując przy swoim nazwisku 6 punktów i bonus.

Mimo tego cały sezon określił bez złudzeń.

— Na pewno mógł to być lepszy rok. Fizycznie byłem gotowy, bo przecież uznano mnie zdolnym do jazdy. Szkoda, że dostałem w zasadzie jedną szansę, w Bydgoszczy, gdzie pojechałem na podobnym poziomie co moi koledzy z drużyny. Mogłem wypaść lepiej, ale tak naprawdę trudno mi było się pokazać, skoro tej jazdy było tak mało. To już jednak było, minęło, nie ma po co do tego wracać — skomentował.

Nowy kontrakt i podwójna rola w 2026 roku

Jesienią, w listopadowym oknie transferowym, Hansen podpisał kontrakt z OK Kolejarzem Opole, który występuje w Krajowej Lidze Żużlowej. W sezonie 2026 zamierza łączyć starty ligowe z pracą szkoleniową w Innpro ROW-ie Rybnik, gdzie będzie opiekunem młodzieży.

— Czy jestem już bardziej trenerem czy zawodnikiem? Jestem to i to. Będę się na pewno angażował w pracę szkoleniowca, ale ważne też dla mnie jest to, że mogę kontynuować karierę zawodniczą. Cieszę się, że będę jeździł w Opolu — przyznał.

— Mocno koncentruję się na tym, żeby robić w barwach Kolejarza dobre wyniki, ale zależało mi na tym, żeby mieć jeszcze jakieś inne zajęcie. Nie podpisałem na razie kontraktu ani w Danii, ani w Szwecji, w związku z tym w tygodniu będę miał dużo czasu. Podoba mi się też ten projekt szkolenia młodzieży, który jest w Rybniku. Znam chłopaków. Miałem już przyjemność trenować ich i po prostu byłem zainteresowany tym, żeby móc to kontynuować — dodał.

Hansen precyzyjnie określił również zakres swoich obowiązków szkoleniowych.

— Generalnie będę się zajmował szkółką, tymi najmłodszymi, ale też chłopakami w klasie 500R. Trochę tu, trochę tam. W sumie jesteśmy jeden team, więc razem z trenerem Antonim Skupieniem będziemy pomagali wszystkim i na bieżąco będziemy ustalali kto kim zajmie się dokładnie — wyjaśnił.

Musi być wynik, bo żużel nie wybacza

Duńczyk nie ukrywa, że powrót do regularnego ścigania musi mieć sens sportowy i finansowy.

— Zawsze musisz trzymać gaz. Plan jest jednak taki, żebym jeździł. W przeciwnym wypadku nie podpisałbym tam kontraktu — zaznaczył.

— Musi być pewien konkretny wynik, żeby to się wszystko zgadzało i miało dalej sens. Nie ukrywam, że cały czas pamiętam to, co było przed wypadkiem. Wtedy moim zdaniem naprawdę reprezentowałem dość wysoki poziom. Chciałbym w to miejsce powrócić. Czuję, że mam ten potencjał w sobie. Na pewno z sezonem 2026 mam związane pewne oczekiwania. Muszę pewnie czuć się na motocyklu i musi być jakiś wynik, żeby to też od strony finansowej się zgadzało, bo żużel to drogi sport — zakończył Hansen.

Dla Patricka Hansena sezon 2026 nie jest sentymentalnym dodatkiem do kariery. To kolejna, być może ostatnia próba, by wrócić tam, gdzie był przed dramatycznym sierpniowym wieczorem w Ostrowie. Bez gwarancji, bez taryfy ulgowej – za to z wiarą, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.