Legenda Stali Gorzów z krwi i kości
Ryszard Fabiszewski urodził się 15 maja 1952 roku w Gorzowie Wielkopolskim. W mieście, które dla polskiego żużla znaczy bardzo wiele – tu wychowano mistrzów, tu zdobywano złoto. I to właśnie tu rozkwitła kariera Fabiszewskiego – zawodnika twardego, utalentowanego i bezkompromisowego. Przez ponad dekadę stanowił on jeden z filarów Stali Gorzów, a jego nazwisko jest nierozerwalnie związane z największymi sukcesami tej drużyny w latach 70.
Twardy jak tor – młodzieżowe sukcesy i narodziny talentu
Fabiszewski nie był złotym dzieckiem, ale ciężką pracą doprowadził do tego, że zaczęto się z nim liczyć. Już w 1974 roku zdobył brązowy medal Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski w Tarnowie, a rok później otarł się o zwycięstwo w prestiżowym turnieju o Srebrny Kask, zajmując znakomite 2. miejsce. W 1976 roku triumfował w zawodach o Łańcuch Herbowy Miasta Ostrowa Wielkopolskiego, a dwa lata później stanął na podium Memorialu Alfreda Smoczyka w Lesznie.
Gorzowska dominacja i sukcesy drużynowe
Ryszard Fabiszewski był jednym z liderów potężnej Stali Gorzów z lat 70., która zdominowała ligowe rozgrywki w Polsce. W barwach tego klubu zdobył aż 9 medali Drużynowych Mistrzostw Polski – w tym 5 złotych (1973, 1975, 1976, 1977, 1978), 3 srebrne (1971, 1974, 1981) i 1 brązowy (1982). Każdy z tych medali był efektem ciężkiej pracy, walki na torze i zespołowej siły.
Do tego dochodzą dwa medale Drużynowego Pucharu Polski: srebro z 1979 roku i brąz z 1980 roku. Jego późniejszy transfer do Polonii Bydgoszcz (1983–1984) nie przyniósł już podobnych laurów, ale był symbolicznym końcem pewnej epoki.

Wicemistrz świata z reprezentacją
Choć indywidualnie nie przebił się do światowej czołówki (najwyżej IX miejsce w Kontynentalnym Finale w Togliatti w 1974 roku), to z reprezentacją Polski sięgnął po srebrny medal Drużynowych Mistrzostw Świata w 1977 roku we Wrocławiu. Obok takich asów jak Edward Jancarz, Jerzy Rembas, Bogusław Nowak czy Marek Cieślak, Fabiszewski pełnił rolę rezerwowego – ale jego wkład w ten sukces był niepodważalny. Był częścią złotego pokolenia.
Szorstka przyjaźń z legendą. Prawda o Jancarzu?
Fabiszewski nigdy nie owijał w bawełnę i potrafił powiedzieć, co naprawdę myśli – także o kolegach z toru. W głośnym trzecim odcinku programu „Prawo Derbów”, wyemitowanym jesienią 2024 roku na antenie Canal+, powiedział wprost o Edwardzie Jancarzu:
„Jancarz? On robił karierę na zawodnikach. On zabierał motocykl, komu chodził. W 1983 r. zrobiłem motocykl, który sam jeździł. Sam wygrywał. Łoiłem go jak kota! Zabrał mi ten motocykl i powiedział, że nie jedziesz na mecz do Falubazu, ja zabieram twój motocykl.
O nie, dla mnie to w ogóle, on miał najlepszy sprzęt, zabierając innym. To był kurde kawał… nie powiem kogo.”
Te słowa wywołały kontrowersje. Część środowiska uważała, że o zmarłych nie powinno się mówić źle. Ale Fabiszewski nie uznał tego za powód, by milczeć. Szkoda, że Fabiszewski nie ujawniał tych faktów, jeśli są prawdziwe, wczesniej – jeszcze za życia Edwarda Jancarza. W czasach, gdy legenda Jancarza była niemal nietykalna, takie słowa miały siłę bomby.
Wcześniej, w 2022 roku na stronie echogorzowa.pl Ryszard Fabiszewski podał nieco więcej szczegółów dotyczących sytuacji z 1983 roku:
Wziąłem stary motocykl, do którego włożyłem własne części. Kiedy przyszły pierwsze treningi szło mi bardzo dobrze i nagle pojawili się chętni na ten motocykl. Musiałem oddać, ale wcześniej wyjąłem moje części i znowu był to tylko stary grat. Coś też we mnie pękło i nie pojechałem na inauguracyjny mecz ligowy do Zielonej Góry. Przegraliśmy 38:52, ja natomiast zwróciłem się z prośbą o zwolnienie mnie z klubu i danie mi wolnej ręki.
Ryszard Fabiszewski za zgodą Stali, w sezonie 1983 został wypożyczony do Polonii Bydgoszcz, która zajęła dziewiąte miejsce i była tylko lepsza od Motoru Lublin, który spadł wówczas do 2 ligi. A pierwszoligowy byt Bydgoszczanie uratowali wówczas wygranymi barażami z GKM Grudziądz (drugą drużyną 2 ligi).
Nie tylko zawodnik – symbol klubu
W 2017 roku Fabiszewski został uhonorowany w Alei Sław Stali Gorzów jako dziesiąty z wielkich. Wzruszony, choć jak zwykle z opóźnieniem, mówił:
– Nie jestem mówcą, a do tego wzruszenie nieco odbiera mi głos. Znaleźć się w takim gronie, już na zawsze, na naszym stadionie, gdzie Stal zwycięża od tylu lat, to ogromny zaszczyt.
Do Alei Sław dołączył obok takich gigantów jak Tomasz Gollob, Jerzy Rembas, Zenon Plech, Mieczysław Woźniak czy Piotr Świst. Ale to jego historia była tego dnia najgłośniejsza – bo jego język nie był upudrowany, a pamięć nie była wybielona.
Dziś – pamięć, prawda i… spóźnienia
8 kwietnia 2017 roku Fabiszewski… spóźnił się na własną uroczystość. – To był cały Rysiek – wspominali koledzy z toru. – Potrafił zapomnieć o meczu, ale jak już przyjechał, to jeździł jak wściekły.
Ten anegdotyczny moment pokazuje, że mimo upływu lat, Fabiszewski wciąż pozostaje sobą – człowiekiem, który żyje intensywnie, mówi, co myśli i nie boi się prawdy.
Człowiek bez filtrów
Ryszard Fabiszewski to żużlowiec, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii Stali Gorzów. Ale nie tylko medalami – również swoją osobowością. Zawodnik waleczny, bezkompromisowy, kontrowersyjny. Dziś ma 73 lata, ale jego głos wciąż potrafi poruszyć środowisko. Bo mówi to, czego inni się boją.
I może właśnie dlatego zasługuje na to, by być wspominanym nie tylko jako zdobywca medali, ale jako postać z krwi i kości – prawdziwy Ryszard Fabiszewski.






