Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=61557917217134)

Napisał w komentarzu pod postem jeden z żużlowych kibiców. Trafione? Moim zdaniem w punkt. Dlaczego? O tym za chwilę.

Mamy nowego, panującego mistrza Polski. Przed lubelskim, ostatnim turniejem (nie wiedzieć po co cyklu), zdecydowana większość spekulowała, czy Dudek obroni przewagę nad Zmarzlikiem. Tak jakby podział medali, szczególnie tych z najszlachetniejszych kruszców sprowadzał się do tego jednego rozstrzygnięcia. Przewrotnie stawiałem na „tego trzeciego” w myśli przysłowia, że tam gdzie dwóch się bije… . Nie trafiłem. Owszem. Wygrał ten trzeci, ale nie mój faworyt. Wydawało mi się, że zamiesza Dominik Kubera. „Własny” tor i takaż publiczność miały ponieść do sukcesu Domina. Sprawiły jednakowoż, iż ten wyraźnie się zagotował. Dlatego posypuję głowę popiołem i napisałem adekwatnie – „wydawało mi się”. Wygrał więc.., czwarty, o którym wspominano co najwyżej, że ma jeszcze „matematyczne” szanse. Maciej „Magic” Janowski. To był jego dzień, a okoliczności przyrody sprzyjały jak rzadko. Po pierwsze. Maciej zaczynał od dwóch wyścigów z niżej notowanymi rywalami, gdzie nawet porażka spod linek nie przekreślała sukcesu na kresce. Wykorzystał. Przy tym idealnie skleił do nawierzchni motocykl z silnikiem… Kowalskiego. Od trzeciego rozdania sam już pomagał szczęściu ile mógł. Creme de la creme były jego starcia ze Zmarzlikiem. Zdeterminowany jak zawsze Bartek „stawał na głowie”, by mimo widocznego braku idealnej prędkości w silniku… od Kowalskiego, pokonać Maćka. Panowie dali pokaz kunsztu i odwagi, który nie byłby możliwy, gdyby nie dawno nie widziana u Janowskiego… rzeczona determinacja. Tak ambitnie, szaleńczo wręcz ścigającego się Magica dawno nie widziano. A podobno panowie już się lubią. Kochają wręcz. To zapewne przyczyna wzrostu motywacji u Maćka. Sam Janowski jednak nie zdołałby odrobić strat z poprzednich turniejów. Nawet jadąc na duży komplet. Pomogli więc… kumple z podwórka. Przemo i Piter. Blues Brothers skutecznie odbierali oczka bezpośrednim rywalom Maćka. Przemo to nawet pospołu z Buczkiem zabrali zrazu aż dwa Dudkowi. I tak oto wespół w zespół sukces stał się faktem. W lidze Maciej bywa nierówny. Niewyraźny. W poprzednich dwóch rundach IMP także nie ustrzegł się wpadek. Kiedy jednak przyszła decydująca bitwa zwarł poślady i trafił ze wszystkim na… 18. Brawo i wielkie gratulacje.

To teraz wracamy do Ekstralipy. Czy ktoś jest mi w stanie rzeczowo wyjaśnić, jakież to merytoryczne przyczyny sprawiły, że spotkania decydującej, ostatniej kolejki rundy zasadniczej nie odbywają się równocześnie? Taka forma, stosowana w innych dyscyplinach, ukróciłaby wszelkie spekulacje i odebrała mnóstwo „argumentów” zwolennikom spiskowych teorii dziejów. Że telewizja, bo płaci to wymaga? Nie przesadzajmy. My też płacimy za prawo oglądania, więc się dorzucamy, a nas jakoś nikt nie pyta o zdanie, nie mówiąc o możliwości narzucania, bądź wymuszania czegokolwiek. To po pierwsze. Po drugie nie jest to kanał otwarty (niestety) z milionowymi zasięgami. Kilkaset tysięcy widzów brzmi dobrze tylko pod warunkiem, że nie ma porównania z kimkolwiek. Kisimy się we własnym sosie, a kluby, szczególnie te na niższych szczeblach, coraz głośniej narzekają, na telewizory. Te bowiem, zmuszając do dziwacznych godzin ścigania, odbierają im publikę, z której owe, w największej mierze utrzymują się na powierzchni. Wygląda to po trosze jak zarzynanie kury znoszącej złote (dla TV) jajka. To po wtóre. Po trzecie płaci tyle, ile dany towar jest dla niej wart. Poniżej Ekstralipy nie jest już bynajmniej kolorowo. Zależy im, chcą mieć – to bulą. I tak większość dodatkowej kasy idzie na przemiał, ze szczególnym uwzględnieniem kontraktów gwiazd. Stara prawda zaś głosi, iż każdy towar kosztuje dokładnie tyle, ile Klient jest gotów zapłacić.

Co do samych (ostatecznych) rozstrzygnięć. Żal ambitnej, zdeterminowanej i nękanej obiektywnymi przeciwnościami losu Unii Leszno. Kogoś jednak nieszczęście degradacji musiało dopaść. Nie sposób rozważać kto zasłużył bardziej, a kto mniej. Generalnie? Nikt nie zasłużył w tym sezonie. Na szczęście Leszno szybko zapobiegło grabieży (naturalnej w takim przypadku) przedłużając kontrakty z Parnickim, Zengotą i… Jankiem Kołodziejem. Liderzy parafowali przy tym na dwa sezony, Czyżby jakaś sugestia? We współczesnych realiach nieczęste przywiązanie do barw. Rzekłbym w stadium zaniku. A tu? Proszę bardzo. Gratulacje dla prezesa Rusieckiego.Byki nie zasypiały gruszek w popiele. Teoretycznie więc szybki powrót powinien się udać, ale… to tylko sport. Rozczarowanie? Zdecydowanie Włókniarz. Próba godzenia ognia z wodą nie wyszła. Madsen z Michelsenem jakoś się w sobie nie zakochali, dołek zanotował Torres, przy tym notoryczny brak punktujących solidnie juniorów i mamy obraz… GKM sprzed kilku lat, gdy jeszcze z Artiomem próbowali bez skutku dobić się do play off. Ślączka nie ogarnął i Medalikom się posypało. Ciekaw jestem teraz „linii obrony” prezesa Świącika. Złorzeczenia miejscowych kibiców już ruszyły falą… powodziową. Gazem tego nie spacyfikujesz. Odwrotnie w Grudziądzu. U nas euforia. Wreszcie play off. Wreszcie GKM odpowiedział sportowo drwiącym prześmiewcom. Że niewiele? Cieszmy się z małych rzeczy, bo… . – Sylwia Grzeszczak Jak to możliwe? Wiele czynników jak zazwyczaj, ale jeden jest szczególnie wart podkreślenia. Robert Kościecha. Debiutant. Nie od razu było idealnie. Tylko Kostek szybko się uczy i jest pilnym obserwatorem. Przy tym zamiast tracić czas na tłumaczenie się z porażek, zdecydowanie wolał pracować nad doprowadzeniem do sukcesu. Ogromne nerwy w starciu z Apatorem u siebie. Potem finezyjny majstersztyk taktyczny w domowej potyczce ze Stalą Gorzów. Wreszcie. W drugim podejściu do ostatniego meczu zaczął od… soboty. Dodatkowe jazdy. Doklejenie motocykli do „nowego” toru i… pozostało w niedzielę odpowiednio dawkować wodę podczas zawodów. Dla zaskoczonych opinią – wyjaśnienie. Nie ma w niej niczego prześmiewczego, ani krzty sarkazmu. Dawno w GKM nie było tak oddanego sprawie fachowca. Robert już się sprawdził, niezależnie od wyniku klubu w play off. Teraz tylko wymiana Doyle`a na Worynę z Lwami i mamy skład na przyszły rok.

Jedna przykra refleksja przy okazji. Kolejny raz kibole dają popis. Futbolowe „standardy” wkraczają na areny żużlowe z prędkością wodospadu. Może zamiast ograniczać się do obmacywania co ładniejszych panien przy bramie (sorki – przeszukiwania miało być), zabierania wody dzieciakom i odbierania parasolek w deszczu boć to potencjalnie broń kłuta – warto bardzo prędko zdiagnozować i spacyfikować problem? Na tych kilka biletów nie przyjdzie, a bydło powinno stać w oborze – nie obrażając… bydła. Ma być sielsko, anielsko, rodzinnie. Tyle.

No i najważniejsze. Dlaczego musimy śledzić takie kuriozum, podobne (jak SoN) dokładnie do niczego? Mówię o Ekstralidze. Tu nie ma co „wymyślać”. Koło i proch dawno zostały wymyślone. Jak świat światem play off to osiem ekip. Niezależnie od dyscypliny. Osiem. Kropka. Żeby zaś runda zasadnicza miała wówczas jakikolwiek sens i wywoływała wypieki na twarzach – trzeba ligę poszerzyć, dopuszczając nieco tlenu i świeżej krwi. Minimum 10 klubów. Minimum. Wtedy ma to uzasadnienie. Warto też przywrócić baraże i pozostać przy dwóch szczeblach rozgrywkowych. Nie trafiają do mnie opowieści niezwykłe z krainy tysiąca i jednej nocy o rzekomych, wielomilionowych kosztach takiej „strategicznej operacji”. Jakieś szczegółowe wyliczenia z kategorii obiektywnie niepodważalnych ktoś widział? Ja nie. „Wuc” palnął w wywiadzie kwotę i gawiedź ma być kontenta. Mnie uczyli żeby na słowo nikomu nie wierzyć i dać sobie zawsze możliwość weryfikacji. Jak ze 100 konkretów Tuska.

Przemysław Sierakowski

fot.ilustracyjne – publiczny fb