Jason Doyle od lat znany jest kibicom jako nieustępliwy, twardy zawodnik, który potrafi walczyć z rywalami, przeciwnościami losu i… z własnym ciałem. Tegoroczny sezon dla mistrza świata z 2017 roku to jednak prawdziwa walka o przetrwanie – nie tylko w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix, ale przede wszystkim o powrót do pełni zdrowia po serii bolesnych urazów. Australijczyk przeszedł przez momenty fizycznego cierpienia i psychicznego zwątpienia, ale wciąż jest obecny – i wciąż chce być częścią światowej czołówki.
W czwartkowy wieczór 3 czerwca br. zanotował świetny występ na torze Stadionu Olimpijskiego. Jason Doyle w zaległym meczu siódmej rundy PGE Ekstraligi pomiędzy Betard Spartą a Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa pokazał świetną formę, W siedmiu startach zdobył 20 punktów. Jedyne oczko stracił przegrywając pierwszy bieg z Artemem Łagutą. Później był już niełapalny dla przeciwników.
Upadek w Warszawie – początek koszmaru
17 maja, podczas Orlen Oil FIM Speedway Grand Prix Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie, Doyle doznał bolesnego zwichnięcia stawu biodrowego. Choć wyglądało to groźnie, początkowo nic nie zapowiadało aż tak trudnej drogi. Jednak zaledwie osiem dni później, w meczu polskiej PGE Ekstraligi, kontuzja dała o sobie znać ponownie – Doyle doznał nawrotu urazu, co na kilka tygodni całkowicie wykluczyło go z jazdy.
To oznaczało absencję w Grand Prix Czech w Pradze 31 maja – turnieju, w którym zawsze chciał błyszczeć. Powrócił dopiero na domowy dwudniowy turniej w Manchesterze, zdobywając łącznie tylko pięć punktów. Wciąż nie był w pełni sił, ale nie chciał się poddać. W Gorzowie pokazał jednak znacznie lepszą twarz – zdobył 12 punktów i zajął piąte miejsce. To wystarczyło, by ponownie poczuć ogień walki.
„Wciąż tu jestem” – szczera spowiedź mistrza
Tuż przed Grand Prix Szwecji w Malilli Doyle udzielił otwartego i poruszającego wywiadu, w którym opowiedział o swoich przeżyciach z ostatnich tygodni. Oto cała wypowiedź Australijczyka – bez skrótów i upiększeń:
„Muszę zdobyć trochę punktów. Dwanaście punktów w Gorzowie to krok w dobrym kierunku. Następnie mamy Malillę. Jeździłem dla Dackarny przez wiele lat. To kolejny dobry tor. Pojedziemy tam i mam nadzieję, że znajdziemy coś dobrego.”
„Zmagałem się z nogą. Tak naprawdę to nie było nic innego. Kiedy przyjechałem do Gorzowa, minęły zaledwie cztery tygodnie od zwichnięcia i tylko trzy tygodnie od drugiego. Chodziło o to, żeby jechać ostrożnie. Ale dałem z siebie wszystko. Zamieniliśmy motocykl po mojej drugiej jeździe i coś znaleźliśmy. Wygrałem swój drugi wyścig w sezonie. Miło było w końcu odzyskać trochę prędkości.”
„Po swoim drugim biegu pomyślałem: ’Czy jestem wystarczająco dobry, by znów jeździć na tym poziomie?’ Ale kiedy znajdziesz odpowiednie ustawienia i motocykl znów zacznie działać, wszystko się zmienia. Wciąż tu jestem. W Gorzowie byłem piąty. Nie jest to wynik, którego oczekiwałem, ale nadal mocno naciskamy.”
„Chodziłem do fizjoterapeuty i robiłem wszystko poprawnie, aby jak najbardziej wzmocnić nogę. Codziennie trenowałem, aby wzmocnić mięśnie w nodze, aby biodro nie wyskoczyło ponownie.”
„Jadąc do Manchesteru, byłem prawdopodobnie tylko w 40 procentach gotowy do jazdy, ale to jest to, co czasami trzeba zrobić, aby dać z siebie wszystko. Dobrze, że nie miałem żadnej kraksy, ale teraz muszę być na motocyklu i ścigać się z najlepszymi. Jeśli nie ścigasz się z najlepszymi, to bardzo trudno jest wrócić.”
Między walką a nadzieją
Słowa Doyle’a to coś więcej niż tylko relacja z leczenia. To świadectwo żużlowca, który nie tylko zmaga się z bólem, ale i z wewnętrznymi demonami. Zwątpienie w siebie, momenty, w których nie wiesz, czy jeszcze dasz radę… W żużlu nie brakuje takich historii, ale nie każdy potrafi opowiedzieć je tak szczerze, jak Australijczyk.
Dziś Doyle zajmuje 14. miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix, z dorobkiem 25 punktów. To zaledwie cień tego, co potrafi i co osiągał w przeszłości. Ale to nie koniec – sam zawodnik jasno mówi, że chce walczyć do końca o pozostanie w elicie na sezon 2026.
Powrót do Malilli – sentymentalny i sportowy
Najbliższy turniej – Grand Prix Szwecji w Malilli – ma dla Doyle’a szczególne znaczenie. To tor Dackarny, w której przez lata jeździł w Elitserien. Dobrze zna każdy jego zakręt, każdy niuans nawierzchni. To miejsce, w którym chce udowodnić, że wraca do formy. Może nie jeszcze w pełni, ale z sercem do walki – większym niż kiedykolwiek.
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix (Doyle pierwszy z lewej)






