Sytuacja Gezet Stali Gorzów staje się coraz bardziej dramatyczna. Po 10 kolejkach PGE Ekstraligi drużyna z lubuskiego zajmuje dopiero 7. miejsce w tabeli i – jeśli nie nastąpi wyraźne przełamanie – niemal pewne jest, że zespół Piotra Świderskiego będzie zmuszony walczyć o utrzymanie w fazie play-down. Gorzowianie mają szereg problemów, a jednym z nich – jak zauważa były żużlowiec i ekspert telewizyjny Jan Krzystyniak – jest postawa zawodnika, który miał być liderem, a obecnie jest cieniem samego siebie. Chodzi o Andersa Thomsena, Duńczyka, który według informacji medialnych jest najlepiej opłacanym zawodnikiem Stali.
Thomsen zawodzi na całej linii
Thomsen miał być ostoją drużyny, ale jego forma jest wręcz dramatyczna. Zawodnik, który w przeszłości potrafił zdobywać dwucyfrowe zdobycze nawet na wyjazdach, dziś męczy się nie tylko w Ekstralidze, ale i w cyklu Grand Prix. W lidze notuje przeciętną 1,685 pkt/bieg, co plasuje go na odległym 28. miejscu wśród wszystkich zawodników ligi. Dla porównania – jego klubowy kolega Martin Vaculík mimo kontuzji nadal trzyma poziom powyżej 2,000.
W minioną sobotę Thomsen zaprezentował się fatalnie podczas Grand Prix Szwecji w Malilli, zajmując ostatnie, 16. miejsce. Trzy biegi zakończył defektami, a styl jego jazdy wzbudził wiele wątpliwości. Dla Jana Krzystyniaka nie ma wątpliwości – z takim liderem Stal Gorzów może nie tylko nie wygrać już meczu w tym sezonie, ale i spaść z ligi.
Krzystyniak: „Nie da się na tego Thomsena patrzeć!”
W rozmowie z mediami Krzystyniak nie owijał w bawełnę. Jego słowa to bezwzględna krytyka formy Duńczyka:
— Jego jazda wygląda makabrycznie, wręcz żałośnie. Nie da się na tego Andersa Thomsena patrzeć. To jest przerażające, jak bardzo on sobie nie radzi. Nie wierzę, żeby aż tak złym sprzętem dysponował. Oczywiście, tak jak dobry sprzęt potrafi zbudować zawodnika, tak słaby go pogrąża, ale myślę, że tu problem jest głębszy, nie tylko sprzętowy — stwierdził ekspert.
Według Krzystyniaka sytuacja Stali jest jeszcze gorsza niż ta we Włókniarzu Częstochowa, który także zmaga się z kontuzjami liderów.
— Z takim Thomsenem kiepsko widzę szanse Stali na utrzymanie w lidze. Mogą już nie wygrać w tym sezonie ani jednego meczu. Mówiłem, że „konającym lwem” jest dla mnie Włókniarz, który stracił niedawno Piotra Pawlickiego i Madsa Hansena, ale muszę zmienić zdanie. Gorzów z Duńczykiem w takiej formie, jest jeszcze gorszy. Każda drużyna, która zajmie piąte miejsce w tabeli rundy zasadniczej, będzie się poważnie zastanawiała czy w półfinale play-down nie wybrać sobie właśnie takiej rozbitej Stali — dodał.
Kadrowe kłopoty pogłębiają kryzys
Oprócz formy Thomsena, gorzowianie zmagają się również z poważnymi problemami kadrowymi. Kontuzje leczą młodzieżowiec Hubert Jabłoński i doświadczony Oskar Fajfer, który ma wybity bark. Najlepszy zawodnik drużyny, Martin Vaculík, również nie jest w pełni sił – podczas ostatniego turnieju Grand Prix wycofał się po dwóch seriach startów.
— To jest niepokojące, że podczas ostatniego Grand Prix Słowak wycofał się po dwóch seriach. Stal wygląda na zespół rozbity w każdym calu — ocenił Krzystyniak.
Nadchodzi lubuskie derby
Kolejny sprawdzian dla Gezet Stali już w niedzielę, 13 lipca o 19:30, gdy zmierzą się ze Stelmet Falubazem Zielona Góra na wyjeździe. Gorzowianie muszą liczyć na cud, by myśleć o korzystnym rezultacie.
— Nie przewiduję innego scenariusza, niż wysokie zwycięstwo gospodarzy. Też mieli problemy w ostatniej kolejce w Toruniu, gdzie przytrafiła im się wysoka porażka (37:53), ale minęło już tyle czasu, że najpewniej zdążyli o niej zapomnieć. W niedzielę wygrają wysoko, ale gorzowianie nie tym spotkaniem powinni martwić, a dalszą fazą sezonu. Forma drużyny z każdym meczem leci u nich w dół i coraz mocniej pachnie to katastrofą — zakończył Krzystyniak.
Komentarz
Słowa Krzystyniaka są brutalnie szczere, ale trudno się z nimi nie zgodzić. Thomsen miał być liderem, a dziś jest problemem. Jeśli Duńczyk się nie przebudzi, a Vaculík nie wróci do pełni sił, to zespół z Gorzowa może nie tylko przegrać derby, ale też spuścić z ligi klub z jednym z największych budżetów w Polsce. Katastrofa nie jest już tylko możliwa – ona czai się tuż za rogiem.








