„Nie wiem, czy będę jeszcze jeździł”

Tai Woffinden, trzykrotny indywidualny mistrz świata i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci współczesnego żużla, od miesięcy zmaga się z konsekwencjami dramatycznego wypadku, do którego doszło 30 marca podczas treningowego meczu w Krośnie. Reprezentujący Texom Stal Rzeszów Brytyjczyk doznał poważnych obrażeń – złamania kości udowej oraz uszkodzenia łokcia. Trafił do szpitala w stanie krytycznym, a lekarze musieli wprowadzić go w śpiączkę farmakologiczną.

W poruszającej rozmowie z brytyjskim „The Sun” Woffinden nie ukrywa, że nie wie, co dalej z jego karierą. – Nie wiem, jakie będą moje dalsze plany i czy będę dalej jeździł. Obecnie sprzedajemy to, co mamy w Wielkiej Brytanii. Nie wiem, gdzie będziemy mieszkać w przyszłym roku, czy będziemy w Europie, czy znowu będę jeździł. Mam poczucie, że w pewnym momencie będę chciał wsiąść na motocykl i przejechać kilka okrążeń. Jednak nie wiem kiedy – przyznał z brutalną szczerością.

Koszmar po przebudzeniu

Po wybudzeniu ze śpiączki Woffinden musiał zmierzyć się nie tylko z fizycznym bólem i ograniczeniami, ale też z ogromnym szokiem psychicznym. – Pewnego dnia związali ręce oraz nogi, abym nie mógł kopać, ruszać się, ani wiercić, bo miałem tak liczne obrażenia. Powiedzieli Faye (żona Woffindena), że jeśli się nie uspokoję, to wprowadzą mnie z powrotem w stan śpiączki – relacjonuje. To pokazuje, jak dramatyczny był stan żużlowca i jak trudna była jego droga powrotna do pełnej świadomości.

Życie po śmierci? „To było bardzo osobliwe uczucie”

Jednak być może najbardziej poruszające słowa Woffindena dotyczą tego, co przeżywał, przeglądając internet po powrocie do świadomości. – Kiedy wróciłem do swoich mediów społecznościowych i przeglądałem wszystko, co się tam działo, to miałem wrażenie, jakbym oglądał własną śmierć. To było naprawdę dziwne, bardzo osobliwe uczucie. Kiedy byłem w śpiączce, nikt tak naprawdę nie wiedział, co się ze mną dzieje. Te wszystkie wiadomości… to było szalone – mówi Tai.

Słowa te to nie tylko wyraz traumy, z jaką się zmaga, ale też niezwykle szczera i ludzka refleksja nad tym, jak świat zewnętrzny postrzegał jego walkę o życie, podczas gdy on sam był zawieszony między jawą a nieświadomością.

Sportowiec, człowiek, ojciec – nowe priorytety

Choć Woffinden nie mówi wprost o zakończeniu kariery, jego wypowiedzi wskazują na głęboką niepewność i przewartościowanie dotychczasowego życia. Dziś ważniejsze od żużlowych sukcesów jest zdrowie, rodzina i znalezienie nowego miejsca na ziemi. Trudno powiedzieć, czy ponownie zobaczymy go na torze – on sam również tego nie wie.

Jedno jednak jest pewne – Tai Woffinden już zapisał się złotymi zgłoskami w historii żużla. Teraz jego historia pisze się na nowo – nie jako sportowa legenda, lecz jako człowiek, który przeżył własny koszmar i znalazł odwagę, by o nim opowiedzieć.

Zdjęcie: publiczny Fb Sun Sport