Powrót do KSM coraz bliżej. „Dream teamy przestaną istnieć”

Coraz głośniej w polskim żużlu mówi się o możliwym powrocie do KSM, czyli Kalkulowanej Średniej Meczowowej — rozwiązania, które w przeszłości regulowało siłę drużyn poprzez średnie biegopunktowe zawodników. Temat wrócił z pełną mocą po zakończeniu sezonu 2025, a dyskusję podsyciły wypowiedzi przedstawicieli środowiska żużlowego w naszym kraju, w tym byłego wiceszefa polskiego żużla Zbigniewa Fiałkowskiego, cytowanego przez Przegląd Sportowy.

Co więcej, również Wojciech Stępniewski, prezes Ekstraligi Żużlowej, przyznał w jednym z wywiadów, że rozważany jest powrót do systemu KSM, co wcześniej wydawało się mało realne.


„Czas coś zaproponować, a nie tylko mówić o KSM”

Zdaniem Zbigniewa Fiałkowskiego wprowadzenie takiego rozwiązania jest dziś konieczne, aby ograniczyć dysproporcje między drużynami w PGE Ekstralidze i Metalkas 2. Ekstralidze.

Myślę, że czas coś zaproponować, a nie tylko mówić o KSM – stwierdził Fiałkowski. – KSM powinien być przede wszystkim dolny i górny. Według mnie między 37 a 33 punkty. Aby docenić naszych juniorów, z góry proponuję przyznawać bez względu na średnią 2,5 pkt polskiemu juniorowi, a 5,0 pkt zagranicznemu. Bezwzględnie zlikwidować w tej sytuacji zawodnika U-24. Pozostawić limit czterech Polaków w składzie. KSM obliczać z trzech ostatnich sezonów. Do KSM drużyny zaliczać siedmiu zawodników. Ósmego – rezerwowego – zlikwidować, bo to tylko niepotrzebne koszta. Myślę, że z tego, co zaproponowałem, można by wyjść do dalszych konsultacji – dodał były działacz.

Według Fiałkowskiego, przy obecnych realiach ligowych, regulacja siły zespołów jest niezbędna, szczególnie wobec coraz częstszych jednostronnych spotkań. Jak podkreśla, po sezonie 2026 zwolenników KSM może być jeszcze więcej, zwłaszcza że niektóre drużyny – jak Krono-Plast Włókniarz Częstochowa – mogą mieć skład, który „z hukiem spadnie”.


Dwa limity i koniec z „drużynami marzeń”

Zaproponowany przez Fiałkowskiego model zakładałby wprowadzenie dolnego i górnego progu KSM – odpowiednio 33 i 37 punktów.
W praktyce oznaczałoby to, że zespoły nie mogłyby budować składów składających się wyłącznie z gwiazd światowego formatu, ponieważ przekroczyłyby dopuszczalny limit.

Jak zauważył Przegląd Sportowy, przy takim rozwiązaniu obecne „dream teamy” w Ekstralidze przestałyby istnieć. Zespoły stałyby się bardziej wyrównane, a ligowa rywalizacja — znacznie ciekawsza.


Bonus za stabilny skład

W dyskusji pojawiła się także propozycja inspirowana rozwiązaniem (stosowanym przed laty) z brytyjskich rozgrywek.

W przeszłości na Wyspach było tak, że gdy drużyna przystępowała do kolejnego sezonu w niezmienionym składzie, mogła przekroczyć limit KSM. To ciekawy pomysł, który mógłby obowiązywać na przykład seniorów, a w sytuacji gdy drużynie by się powodziło, nie powodowałoby, że ktoś celowo zbija średnią. Poza tym wkomponowałoby się to w kontrakty wieloletnie. Niemniej uważam, że obliczanie średniej nie z jednego, a trzech sezonów wykluczyłoby sytuacje, że zawodnicy specjalnie obniżaliby swoją przeciętną – tłumaczył Fiałkowski.

Oznaczałoby to, że lojalność wobec klubu byłaby nagradzana, a zawodnicy mogliby długofalowo wiązać się z jednym zespołem bez obaw o ograniczenia regulaminowe.


Kierunek zmian: wyrównana liga i niższe koszty

Wprowadzenie KSM w proponowanym kształcie oznaczałoby nie tylko większą konkurencyjność, ale również obniżenie kosztów funkcjonowania klubów. Likwidacja rezerwowego zawodnika czy rezygnacja z pozycji U24 to kolejne elementy, które mogłyby odciążyć budżety drużyn.

Zwolennicy idei, jak Fiałkowski, uważają, że nowy system mógłby stać się narzędziem naprawy żużlowych finansów i wprowadzić większy porządek w transferach.


Dyskusja dopiero się zaczyna

Choć żadne decyzje jeszcze nie zapadły, wszystko wskazuje na to, że temat powrotu KSM trafi na stół działaczy po sezonie 2026.
Sama Ekstraliga Żużlowa przyznaje, że analizuje różne scenariusze regulacyjne, które mogłyby poprawić jakość i atrakcyjność rozgrywek.

W najbliższych tygodniach spodziewane są dalsze konsultacje i propozycje szczegółowych rozwiązań.

Tylko z drugiej strony: ligi żużlowe z KSM już przerabialiśmy. Jak wielu jest zwolenników tego typu rozwiązań, tak wielu jest przeciwników wprowadzania KSM, sztucznie blokując dowolność budowania składów drużyn. Wg nas problem leży zupełnie gdzie indziej.

To, że niektórych klubów po prostu nie stać – nie oszukujmy się – na uczestniczenie w prestiżowych (podobno najlepszych na świecie) rozgrywkach ligowych nie jest winą braku KSM! To wina prezesów, windujących niebotycznie stawki dla zawodników – byle tylko najlepszych mieć u siebie.

Wielu takich prezesów „wizjonerów”-inaczej, nie ma już w polskim speedwayu. Pozostał po nich tylko smród i bałagan, który trzeba posprzątać. Jak pokazuje praktyka – zespół zbudowany z przeciętnych „równych” zawodników (w przypadku zastosowania KSM) nie gwarantuje dobrego wyniku sportowego. W składach ekstraligowych drużyn będą musiały być gwiazdy światowego żużla, a także ponad przeciętnie uzdolnieni juniorzy. No i zawodnicy osiągający trochę gorsze wyniki. W przypadku tych pierwszych – ograniczona liczba miejsc dla nich w drużynie sprawi, że ci co będą w zespole mogą żądać wysokich stawek.

A w przypadku uzdolnionych juniorów oczywisty jest fakt, że pieniądze przeznaczone dla nich nie będą małe. Swój niemały kawałek tortu uszczkną też i ci słabsi, którzy będą potrzebni do uzupełnienia składu. Czy KSM jest więc pomysłem na ograniczenie wysokich stawek – a przez to ogromnych kosztów funkcjonowania klubów? Zdecydowanie nie. Kosmiczne stawki dla zawodników (od lat funkcjonujące w polskim żużlu) nie wzięły się znikąd. To prezesi klubów nadmuchali ten balon do niebotycznych granic. A teraz niestety trzeba ten bałagan posprzątać. Bo dowodów na zadyszkę finansową w niektórych ośrodkach – z bogatą żużlową tradycją – mamy aż nadto.

Zdjęcie: Patrycja Knap