Uczciwość w sporcie nie popłaca. Szczególnie wobec osób „decyzyjnych”. To bardzo boli, a szczególnie gdy dotyczy młodych ludzi.

Dobitnie o tym przekonał się min. Indywidualny Mistrz Świata Juniorów Maksym Drabik. Kontrolowany po ważnym ligowym meczu powiedział za dużo – co odbiło się w ten sposób, że za uczciwość (bo powiedział prawdę) spotkała go kara. Gdyby słowem nie wspomniał o wlewce witaminowej żadnymi metodami stosowanymi obecnie nie wykryto by śladów wlewki w organizmie młodego żużlowca. Drabik na rok musiał dać sobie spokój z uprawianiem żużla. Nie wspomnę, iż wiadra pomyj wylano na zawodnika – dopingowicza. Bo hieny dziennikarskie, po ujawnieniu faktu wlewki witaminowej u Maksa, w takim właśnie świetle przedstawiały zawodnika…

Kolejny przykład. Jeden ze sportów zespołowych. W kadrze zawodnik odgrywający pierwszoplanową rolę, uznawany za talent w tej dyscyplinie sportu. Młody człowiek jest jeszcze przed maturą i nie wie, co będzie robił w życiu. Ale jego marzeniem jest nauka na renomowanej zagranicznej uczelni. Jesienią, będąc uczniem IV klasy LO powiadamia oficjalnie swoich trenerów, że po wakacjach zamierza wyjechać na studia zagraniczne. I co się okazuje? Na treningach młodzieniec jest bardzo dobry. Ale już podczas meczów – jeśli znajduje się dla niego miejsce w kadrze meczowej – zajmuje ostatnie w kolejce miejsce na ławce rezerwowych, bez możliwości występu w meczach…

Takie podejście może zniechęcić nawet największych twardzieli. Młodzieniec rezygnuje więc z uprawiania sportu. Ale – jak to w życiu bywa, jego dalsze losy są zupełnie inne niż planował. Nie wyjechał za granicę, ale do sportu już nie wrócił. Trenerzy więc mogą sobie pogratulować zdolności wychowawczych. Kolejny zmarnowany talent. Młody zawodnik jakby nie zdradził uczciwie swoich planów, bez problemów występowałby w meczach swojej drużyny…

Opłacało się być uczciwym względem dorosłych, wychowawców, trenerów, którzy powinni okazać się zdrowym rozsądkiem i nie emocjonalnym podejściem do planów/zamierzeń młodego, nie wiedzącego co chce robić w życiu człowieka?

Kolejny przykład i odpowiedź jednoznacznie brzmi nie! Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że zarówno Drabik jak i ten młody zawodnik pokazali więcej dojrzałości od całej reszty osób odpowiedzialnych za nich…

I kolejny przykład z tego sezonu żużlowego. Emil Sajfutdinow to zawodnik, który przez siedem sezonów reprezentował barwy Unii Leszno. To min. dzięki niemu Leszczynianie zdobywali cztery razy z rzędu tytuły drużynowych mistrzów Polski.

Jednak w ostatnim czasie nie najlepiej musiało się dziać w wielkopolskim klubie, gdyż przed bieżącym sezonem do innych drużyn odeszło dwóch młodych wychowanków tego zespołu – Bartosz Smektała i Dominik Kubera. Ten drugi oficjalnie powiedział, że decyzja o startach w Motorze Lublin to było najlepsze co zrobił w swojej karierze żużlowej. Co jest więc nie tak w klubie z Leszna?

Emil Sajfutdinow chciał być uczciwy (kolejny już sportowiec, który tak podchodzi do swoich pracodawców) w stosunku do władz Unii i w połowie sezonu poinformował o odejściu z Leszna po zakończeniu sezonu.

Leszczynianie odjechali najsłabszy sezon od paru lat i po zakończonym sezonie nie załapali się na żaden z medali drużynowych mistrzostw Polski. I już znaleziono winnego takiego stanu rzeczy. Pojawiły się publikacje, w których przedstawiciele klubu o słabszą postawę zawodników Unii obwiniają podanie przez Rosjanina w połowie sezonu informacji o odejściu z klubu. Pozostałym żużlowcom klubu z Leszna miało to podciąć skrzydła i mieli stracić motywację do wali o najwyższe trofea w bieżącym sezonie.

Emil Sajfutdinow postąpił uczciwie informując o odejściu z klubu, po zakończeniu sezonu. Władze klubowe miały dostatecznie dużo czasu na przeczesanie rynku żużlowców i znalezienie odpowiedniego kandydata w miejsce Rosjanina.

Sprawa – jak podają media ma ciąg dalszy. Z uwagi na ograniczenia dotyczące wysokości zarobków zawodników klubów żużlowych, rajderzy podpisują kontrakt z klubem opiewający na oficjalne stawki oraz kolejny kontrakt – tzw. sponsorski. Emil Sajfutdinow otrzymał należne pieniądze od klubu – za kontrakt podstawowy.

Problem jest z – jak wyliczono – około 650 tys. zł za 124 punkty zdobyte przez Rosjanina z tytułu umowy sponsorskiej. Unia Leszno do tej pory nie wypłaciła tych, wynikających przecież z oficjalnej umowy – pomiędzy zawodnikiem a klubem (sponsorem) – pieniędzy. Niestety takie kontrakty nie podlegają jurysdykcji PGE Ekstraligi i jeśli zawodnik nie otrzyma tych pieniędzy od klubu to pozostaje mu jedynie droga sądowa – albo „odpuszczenie” tych pieniędzy.

Wracamy do punktu wyjścia w „sprawie Sajfutdinowa”. Nie chcemy być też tutaj adwokatem diabła – ale  znając obecną sytuację Rosjanina (mądry Rosjanin po szkodzie) najlepszym rozwiązaniem dla niego byłoby milczeć w sprawie przedłużenia (bądź nie) kontraktu z Unią Leszno na nowy sezon, aż do momentu otrzymania wszystkich należnych pieniędzy. I wówczas po otwarciu okienka transferowego poinformować klub, iż z niego odchodzi.

Dobre rozwiązanie? Już widać jak ogromne oburzenie wywołałby swoim nieetycznym wobec pracodawcy zachowaniem Sajfutdinow. Ileż to byłoby „płaczu” w związku „z oszukaniem” klubu z Leszna przez swojego zawodnika. A jak sprawa postępowania Unii Leszno w stosunku do swojego zawodnika wygląda teraz?

Prezes Unii w pyskówce z przedstawicielami mediów publicznie nawołuje Emila by ten powiedział jak wyglądają jego sprawy finansowe z Unią. Ale kij ma dwa końce. Za ujawnienie przez żużlowca jego rozliczeń z klubem, zawodnika czeka kara finansowa. I koło w tej „dyskusji” się zamyka.

A zaczęło się od wpisu na twitterze, szefa żużla w Canal+ redaktora Marcina Majewskiego.

Poczytać o tym można klikając w ten link: https://twitter.com/peter_polcopper/status/1448608744552677379

Nie rozstrzygamy kto ma rację w tym sporze, pozostawiamy to Państwu. Ale na pewno jest to bardzo kiepskie rozstanie Unii Leszno z Emilem Sajfutdinowem, który przez siedem lat bronił barw tego klubu.