Motor na fali, ale przed nim wyzwanie
Po efektownej wygranej 2 maja br. 63:27 nad ROW-em Rybnik, zawodnicy Orlen Oil Motoru Lublin szykują się na zupełnie inne warunki i przeciwnika z wyższej półki. Spotkanie z Bayersystem GKM Grudziądz pierwotnie zaplanowano na 9 maja, ale zostało ono przełożone na niedzielę 18 maja, dzień po Speedway Grand Prix w Warszawie. To oznaczałoby, że zawodnicy – szczególnie ci biorący udział w cyklu SGP – musieliby jechać na dużym zmęczeniu. Jednak przełożone na 18 maja spotkanie także trzeba było przełożyć. Od 2 maja zawodnicy z Lublina nie odjechali żadnego spotkania ligowego, gdyż zaplanowany na piątek 23 maja mecz w Gorzowie także przełożono. Nowy termin potyczki w Grudziądzu to czwartek 29 maja.
Jednym z liderów Motoru w meczu z beniaminkiem z Rybnika był Jack Holder, który zdobył osiem punktów z dwoma bonusami w czterech startach. Australijczyk chwalił całą drużynę, ale też tonował nastroje przed kolejnym wyzwaniem.
– Oczywiście jesteśmy naprawdę dobrzy na domowym torze, a rywale z Rybnika nie są prawdopodobnie jedną z najmocniejszych drużyn. Każdy mecz w Ekstralidze jest jednak ciężki. Wszyscy z chłopaków byli w tym meczu „w gazie”. Dla drużyn przyjezdnych jest to dosyć zdradliwy tor. Można na nim być szybkim, lecz równie dobrze wolnym – powiedział z uśmiechem Jack Holder w rozmowie z WP SportoweFakty.
Na domowym torze bez zastrzeżeń
Holder nie krył zadowolenia ze swojego występu, podkreślając, że lubelski tor premiuje dobry start, a wyprzedzanie jest na nim bardzo trudne.
– Wszystko było w porządku. Na tym torze wyprzedzanie nie jest łatwe i trzeba dobrze wychodzić spod taśmy. To Ekstraliga, jest zatem ciężko. Gdy jest się z tyłu, to trudno tu wówczas znaleźć się przed rywalami. Najlepiej jest jechać z przodu. Ogólnie jestem zadowolony i już czekam na kolejne występy – zaznaczył 29-letni Australijczyk.
Grudziądz? „Beznadziejne wspomnienia”
Choć Motor Lublin celuje w obronę mistrzowskiego tytułu, to w Grudziądzu łatwo nie będzie. GKM rozpoczął sezon z przytupem, wygrywając trzy z pierwszych czterech meczów. Holder nie ma najlepszych wspomnień z toru przy Hallera.
– Dosyć beznadziejne (śmiech). To trudny teren, ten tor jest specyficzny, bardzo twardy. Miejscowi zawodnicy radzą sobie na nim wyjątkowo dobrze. To naprawdę nietypowy owal. Po prostu tam pojedziemy i postaramy się jak zawsze wykonać dobrze swoje zadanie – przyznał Holder.
Grand Prix bez taryfy ulgowej
Tuż po meczu z ROW-em zawodnik wsiadł w busa i udał się w długą podróż do Landshut na inaugurację cyklu Speedway Grand Prix. Holder przyznaje, że w takich turniejach nie ma miejsca na przyjaźnie.
– Tak, zdecydowanie. Ten mecz jest już za nami, do Landshut trzeba było przebyć długą podróż w busie i następnie przygotować się do sobotnich zawodów. Cykl Grand Prix to nie są zmagania drużynowe, każdy będzie walczył o zdobycie pod koniec sezonu złotego medalu. Zdecydowanie w takich turniejach nie ma się przyjaciół. Mam nadzieję, że uda mi się robić to, co do mnie należy – powiedział z pełnym przekonaniem.
Świetny wieczór Holdera w Warszawie
17 maja w Warszawie Jack Holder wygrał pięć ze swoich sześciu wyścigów – pokonany został tylko przez Kurtza w ostatnim biegu serii zasadniczej. Australijczyk świetnie czuł się na torze PGE Narodowego, pewnie wygrywając drugie zawody tegorocznego cyklu SGP. Bardzo udany turniej Holder podsumował w następujący sposób:
Lubimy takie imprezy! Oczywiście lubimy te wielkie tłumy, a tutaj w Warszawie jest jeszcze dach nad stadionem. Nie ma deszczu – posiadanie dachu daje nam duży komfort. To także jeden z największych tłumów, a polscy kibice są szaleni. To świetna atmosfera.
To była jedna z tych nocy, kiedy nic nie zmieniałem aż do ostatniego wyścigu, kiedy Brady mnie pokonał. Przed ostatnim wyścigiem miałem naprawdę dużo czasu, ponieważ doszło do kilku upadków. Nie dotykałem motocykla, dopóki nie byłem drugi w ostatnim wyścigu. Potem zrobiłem coś z motocyklem na finał.
Wszędzie dookoła słyszałem jadących rywali, ale po prostu spuściłem głowę, starałem się tego nie spieprzyć i miałem nadzieję, że nie zapalą się czerwone światła. To Australijczycy na dwóch pierwszych pozycjach!
Czy prawie miesięczna przerwa w zmaganiach ligowych zawodników Orlen Oil Motoru, a także rozkręcająca się w najlpesze karuzela transferowa (szczególnie dotycząca Dominika Kubery) i trudny grudziądzki tor zatrzymają mistrzów Polski? Odpowiedź poznamy już dziś we czwartek 29 maja, kiedy Orlen Oil Motor Lublin stanie naprzeciw Bayersystem GKM Grudziądz na jego wymagającym, twardym owalu. Dodatkowo gospodarze będą szczególnie zmotywowani, gdyż po świetnym początku sezonu, ostatnio ponieśli dwie porażki z rzędu.
Zdjęcie: Patrycja Knap






