W niedzielę 1 czerwca 2025 roku BAYERSYSTEM GKM Grudziądz rozgromił na własnym torze GEZET STAL Gorzów 58:32, w jednym z najbardziej jednostronnych meczów tegorocznej PGE Ekstraligi. Dla gorzowskiego zespołu to nie tylko bolesna porażka, ale i powód do głębszej refleksji. Z zespołu, który jeszcze niedawno marzył o fazie play-off, nie zostało niemal nic. Jedynym jasnym punktem formacji Piotra Śwista był Martin Vaculík, który jako jedyny stawił opór grudziądzkiej maszynie, zdobywając 12 punktów w sześciu startach.

W rozmowie z ekstraliga.pl słowacki lider gorzowian szczerze przyznał, że to był „bardzo ciężki mecz” i opowiedział o kulisach swojej walki z torem, sprzętem i… bezradnością drużyny.


„To był trudny czas dla mnie. Ale wierzę, że wszystko się jeszcze odmieni”

„To było bardzo ciężkie spotkanie. Grudziądz to naprawdę trudny teren dla przyjezdnych i trzeba się sporo napracować, żeby znaleźć odpowiednie ustawienia motocykla” – rozpoczął Martin Vaculík, komentując porażkę swojej drużyny. – „Mi zajęło trochę czasu, zanim udało się to zrobić, ale ostatecznie odnalazłem odpowiednią prędkość. Mimo wszystko, rywal był bardzo wymagający i mecz zakończył się naszą przegraną.”

Vaculík nie ukrywał, że wyciąganie wniosków z błędów i dostosowanie się do warunków zajęło trochę czasu. – „Ustawienia były całkowicie inne niż zwykle. Sporo eksperymentowaliśmy, ale te zmiany zadziałały. Cieszę się, że razem z moimi mechanikami udało się nam szybciej zareagować, niż we wcześniejszych meczach i dostosować sprzęt do aktualnych warunków.”

Nie tylko jednak z Grudziądzem miał problem. Cała pierwsza część sezonu była dla niego daleka od ideału. – „To był trudny czas dla mnie. Nie jest to wymarzony początek sezonu, ale nieraz tak bywa zarówno w sporcie, jak i w życiu. Czasami przychodzą momenty, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli. W takich chwilach trzeba być emocjonalnie silnym, nie poddawać się, wyciągać wnioski, być pokornym i cierpliwym. Ja wierzę, że jeszcze wszystko zmieni się na lepsze.”


Tabela nie kłamie – Stal na dnie. Czy jest jeszcze nadzieja?

Po siedmiu rundach PGE Ekstraligi GEZET STAL Gorzów zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem zaledwie trzech punktów. Słaba postawa liderów (poza Vaculikiem), dramatyczne problemy kadrowe i brak punktów bonusowych – to wszystko składa się na bardzo niepokojącą sytuację.

Vaculík jednak nie traci wiary: – „Uważam, że jeśli każdy z naszej drużyny pojedzie na miarę swoich możliwości, to możemy dużo zdziałać. Mamy dobrych żużlowców i wierzę, że zespół będzie w stanie walczyć z każdym.”

Czy jednak to tylko kurtuazja, czy realna nadzieja? Statystyki mówią jedno – gorzowianie nie tylko przegrywają, ale często w sposób kompromitujący. W Grudziądzu zdobyli ledwie 32 punkty. Poza Vaculikiem nie wyróżnił się praktycznie nikt. Niewidoczny był Szymon Woźniak, rozczarowuje Oskar Fajfer, a formacja juniorska nadal nie potrafi włączyć się do gry.


„Wierzę w naszą drużynę”. Rewanż już niebawem

Co ciekawe, już w najbliższej kolejce gorzowianie ponownie zmierzą się z grudziądzanami – tym razem na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Czy GEZET STAL zdoła się zrewanżować?

Vaculík przekonuje: – „Oczywiście, że tak. Wierzę w naszą drużynę.”

Ale żeby ten rewanż się powiódł, potrzebna jest nie tylko wiara, ale i konkretne zmiany – przede wszystkim w postawie drugiej linii, a także w podejściu do przygotowania sprzętowego. Tor w Gorzowie z pewnością będzie atutem, ale nawet on nie wystarczy, jeśli pozostali zawodnicy nie zaczną zdobywać punktów.


Grand Prix? „Praga była pozytywnym sygnałem”

Nieco jaśniejsze światło w tunelu Vaculík dostrzega w swoim udziale w cyklu Speedway Grand Prix. – „Pierwsze dwie rundy były słabe w moim wykonaniu, ale ostatnia runda w Pradze była już dużo lepsza. To pozytywny sygnał i wierzę, że od teraz będzie już tylko lepiej.”

W Pradze Słowak prezentował się dużo pewniej i skuteczniej, co może zwiastować lepsze tygodnie także w lidze. Problem jednak w tym, że indywidualne przebłyski to za mało, by uratować tonący zespół.


Samotność lidera

Porażka 32:58 w Grudziądzu to nie tylko wynik sportowy. To symbol kryzysu, który dopadł zasłużony klub. I chociaż Martin Vaculík bije się o każdy punkt i otwarcie mówi o problemach, to jego samotna walka zaczyna przypominać zmagania Syzyfa – bez wsparcia ze strony kolegów i bez realnych wzmocnień trudno będzie odmienić los Stali Gorzów.

Sezon nie jest jeszcze stracony, ale jeśli Stal nie zareaguje natychmiast, może znaleźć się w miejscu, z którego nie będzie już powrotu – na samym dnie tabeli i w cieniu własnych ambicji.

Zdjęcie: publiczny FB Żużlowe Newsy