Sezon żużlowy został już dawno zakończony. A głowy nie tylko kibiców rozpala tzw. „Sprawa Drabika”. Cała Polska emocjonuje się tym jak wysoką karę należy wlepić Drabikowi – dopingowiczowi. Mimo, iż 01.11. zostało otwarte okienko transferowe, to i tak już „wszystko jest jasne” jak twierdzą tzw. redaktorzy z „dobrze poinformowanych źródeł”, a wtórują im oczywiście wszystkowiedzący kibice.

No to czas na Drabika! Uderz w stół… Uaktywnił się ostatnio wyrzucony z poprzedniej pracy, tzw. redaktor z pudelkowatego portalu plotkarsko – około sportowego. Wylądował w miejscu, gdzie sport żużlowy jest bardzo egzotyczny. Widać degradacja z redaktora naczelnego nic go nie nauczyła. Dalej – podstawowy cel jego działalności to ujadanie na Spartę. Ciekawe jak ten człowiek codziennie rano może spokojnie spojrzeć w lustro?

Wielu tzw. kibiców oraz cała masa tzw. redaktorów, już dawno wydało wyrok, na młodego utalentowanego żużlowca, który NIE STOSOWAŁ DOPINGU. Porównywanie zachowania i tego co zrobił Maks do innych zawodników – żeby nie szukać daleko – żużlowców jest co najmniej nie na miejscu. Zawodnik biorący świadomie doping – robi to z całą premedytacją, celowo łamiąc wszelkie reguły uczciwej rywalizacji z przeciwnikami. Bierze doping by poprawić wydolność swojego organizmu, by w efekcie być lepszym od przeciwnika.

Maksym Drabik zastosował niedozwoloną ilość wlewki witaminowej. I to jest fakt. Ale w jakich okolicznościach to zrobił? Do dziś nie wiemy, czy to właśnie lekarz nie zaproponował osłabionemu zawodnikowi, mającemu problemy żołądkowe, a w konsekwencji odwodnionemu sportowcowi – wlewki witaminowej jako idealnego rozwiązania „na postawienie” go na nogi? Jest tu zasadnicza różnica między dopingowiczem świadomie wspomagającym swój organizm i poprzez farmakologię zwiększający wydolność organizmu, a zawodnikiem nie mogącym stać na nogach, osłabionym oraz odwodnionym przez problemy żołądkowe. Taki osłabiony zawodnik (a przykład lekarza z Gorzowa jest aż nadto ewidentny iż w zasadzie nieprzytomny zawodnik „jest zdolny do dalszej jazdy”) stanowiłby zagrożenie na torze nie tylko dla siebie ale i dla trzech rywali ścigających się z nim podczas wyścigu.

Jaka jest wina w całym tym procederze Maksa Drabika? Zawodnik Sparty Wrocław jest niewątpliwym talentem żużlowym. Jako jedyny polski zawodnik ma dwa tytuły IMŚ Juniorów oraz medal srebrny. Stawia go to wśród najlepszych zawodników na świcie w tej kategorii wiekowej. Czy to oznacza, że takiemu sportowcowi wszystko wolno? Otóż nie!

Zawodnik bardzo młody, któremu w głowie jest jazda i zdobywanie jak największej ilości punktów, a co się z tym wiąże zdobywanie jak największej ilości tytułów, nie zaprząta sobie głowy szczegółami. Tak to wygląda. Dobrze zarabia i ma wokół siebie ludzi, którzy są wokół niego i którzy muszą znać obowiązujące przepisy.

Dwukrotny indywidualny mistrz świata juniorów na własnej skórze przekonał się jak bezwzględny jest świat. Ilu jest ludzi, którzy są w stanie zniszczyć go jako człowieka, bo osiągnął sukces ledwo wkraczając w dorosłość.

Maksym Drabik podczas kontroli antydopingowej po finałowym meczu z Unią Leszno PRZYZNAŁ SIĘ, że zastosował wlewkę witaminową. Kontrola antydopingowa po meczu nie wykryła ŻADNYCH śladów wlewki witaminowej w organizmie młodego żużlowca.

I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Młody człowiek, stojący na progu, miejmy nadzieję, długiego życia przyznał się sam, że stosował wlewkę witaminową. Oczywiście NIE MUSIAŁ tego robić. Postąpił uczciwie, bo nie widział w tym, że zastosował wlewkę witaminową, żadnego problemu. Jaką lekcję wyniesie na przyszłość? Odpowiedź nasuwa się sama i jest oczywista. Kłamać i oszukiwać i jeszcze stosować zasadę znaną z polskiego filmu: „jak cię złapią za rękę to mów, że to nie twoja ręka!”…

Kolejną lekcję Maks dostał wyrażając zgodę na zastosowanie wlewki witaminowej. Skąd ten pomysł? Na pewno nie zrodził się w głowie zawodnika. Ma w klubie różnych doradców, którzy – jeśli nakłonili go do zastosowania takiej formy leczenia – powinni wiedzieć, że jest to niedozwolone.

Chyba, że… Do dziś krążą legendy o tym, co we własnych busach robią zawodnicy. Może uznano, iż stosowanie wlewki witaminowej – nie wykrywalnej po kontroli antydopingowej można zastosować bez problemu? Tylko nie wzięto pod uwagę, iż zawodnik „sam od siebie” uczciwie przyzna się do zastosowania takiej formy leczenia?

Tego się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że młody zawodnik, wybitny żużlowiec doznał gorzkiej i bardzo dotkliwej lekcji życia. Wyniesie z niej to, że w naszym życiu nie opłaca się być uczciwym, że nie warto mówić prawdy.

A hieny „dziennikarskie” dostały żer i nakręcały całą sprawę bezwzględnie wydając wyrok – jeszcze przed instytucjami do tego przeznaczonymi.

I jeszcze na dodatek słyszymy wypowiedź Romy Troickiej-Sosińskiej z Trybunału Arbitrażowego przy PKOl.: „Odwołanie Maksyma Drabika od decyzji POLADY o nieudzieleniu TUE zostało oddalone. Przede wszystkim Trybunał uznał, że warunki zastosowania infuzji nie spełniały takich, które są wymagane, nie uznalibyśmy ich za warunki szpitalne. Druga rzecz to żądanie wsteczne jest możliwe, jeśli zawodnik udowodni, że to była nagła sytuacja, która wymuszała podanie tej infuzji w takich warunkach, w jakich to się stało. Musiałby to być jakiś nadzwyczajny wypadek. To obowiązek po stronie zawodnika, a on tego nie wykazał, zwłaszcza, że zeznania osób w tej sprawie był sprzeczne i pojawiły się wątpliwości. Z związku z tym zostały rozstrzygnięte na niekorzyść zawodnika

Jest to sytuacja nowa, a wręcz kuriozalna w orzecznictwie, gdy w momencie jakichkolwiek wątpliwości, czy niejasności rozstrzyga się na niekorzyść zainteresowanego. Istnieje zasada, iż winę należy udowodnić. Jak się okazuje niekoniecznie jeśli chodzi o polski Trybunał Arbitrażowy. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż: „Nikt w tej sprawie nie oceniał pana Drabika, czy jego winy o złamaniu przepisów antydopingowych. Był tylko oceniany właściwy tryb i czy decyzja POLADY była w tej sprawie odpowiednia.” – podsumowała Troicka-Sosińska. To zapytamy po raz kolejny – dlaczego w wypadku wątpliwości – a więc sytuacji niejednoznacznej – wydano orzeczenie niekorzystne dla zawodnika?

W związku z oddaleniem wniosku Maksyma Drabika o udzielenie wstecznego TUE przez TA przy PKOl POLADA nałożyła 30.10.br tymczasową dyskwalifikację na zawodnika Sparty Wrocław.

Michał Rynkowski, dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej powiedział: „Teraz wracamy do punktu wyjścia i przechodzimy do właściwego postępowania o charakterze dyscyplinarnym”. Oznacza to, że zdecydowano już o ukaraniu Maksyma Drabika. Niektórzy – co napisaliśmy wcześniej – chcą by kara była dotkliwa i była maksymalna – czyli cztery lata. Oczywiście to jest absurd. I nie możemy o takim wyroku myśleć. Jaki wyrok orzeknie POLADA trudno wyrokować… Jedno jest pewne – Maksym Drabik na własnej skórze przekonał się, że nie opłaca się być uczciwym.