BAYERSYSTEM GKM Grudziądz przeżywa najlepszy okres w swojej historii na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Zespół prowadzony przez Roberta Kościechę po ośmiu kolejkach sezonu 2026 przewodzi tabeli PGE Ekstraligi, a po niedzielnym zwycięstwie nad STELMET FALUBAZEM Zielona Góra jeszcze mocniej umocnił swoją pozycję w gronie głównych kandydatów do walki o medale.

Po spotkaniu kierownik drużyny Rafał Wojciechowski udzielił obszernego wywiadu dla ekstraliga.pl, w którym podsumował nie tylko mecz z Falubazem, ale także odniósł się do aktualnej sytuacji zespołu, pracy wykonanej przy przygotowaniu toru oraz perspektyw przed kolejnymi niezwykle wymagającymi wyjazdami do Gorzowa i Wrocławia.

Lider, ale bez popadania w euforię

Choć GKM znajduje się obecnie na szczycie tabeli, w klubie nikt nie zamierza popadać w hurraoptymizm.

Zapytany przez ekstraliga.pl o atmosferę panującą w drużynie, Rafał Wojciechowski odpowiedział krótko, ale bardzo wymownie:

„Cytując trenera Roberta Kościechę – „Podkreślamy grubą kreską to, co było i jedziemy dalej“.”

To podejście dobrze oddaje filozofię panującą obecnie w grudziądzkim klubie. Mimo historycznych wyników i serii zwycięstw nikt nie zamierza żyć tabelą. Najważniejsze pozostają kolejne mecze.

Falubaz postraszył tylko na początku

Niedzielny mecz rozpoczął się dla gospodarzy od nieprzyjemnego zaskoczenia. Falubaz wygrał pierwszy wyścig 5:1 za sprawą Przemysława Pawlickiego i Leona Madsena.

Później jednak inicjatywa należała już niemal wyłącznie do gospodarzy.

Wojciechowski przyznał, że początek nie był łatwy:

„Początek był nerwowy. Straciliśmy kilka punktów. Później jednak sytuacja się ustabilizowała. Wprawdzie goście robili rezerwy taktyczne, by wrócić do meczu, ale udało nam się pewnie wygrać i dopisać do naszego dorobku trzy punkty. Myślę, że kibice mogą być zadowoleni.”

I rzeczywiście. Choć Falubaz próbował ratować sytuację rezerwami taktycznymi, GKM konsekwentnie budował przewagę, by ostatecznie zwyciężyć 54:36 i zgarnąć także punkt bonusowy za dwumecz.

Pogoda nie pomagała. Plandeka znów odegrała ważną rolę

Przed meczem największym przeciwnikiem organizatorów była pogoda.

Przez kilka dni nad Grudziądzem przechodziły opady deszczu, dlatego tor został zabezpieczony plandeką.

Wojciechowski nie ukrywał, że miało to wpływ na przygotowanie nawierzchni:

„Owszem. Musieliśmy patrzeć w niebo. Na torze była też plandeka.”

Na pytanie o konsekwencje takiego rozwiązania odpowiedział:

„Tor był trochę inny, niż zazwyczaj. Nie mogliśmy go przygotować tak, jak byśmy chcieli.”

Kluczowa była jednak ogromna praca wielu osób zaangażowanych w organizację zawodów.

„Bardzo dużo. I nie tylko przed meczem. Bardzo dobrą pracę wykonał toromistrz. Cieszy, że praca tylu ludzi nie poszła na marne.”

Problemy Fricke’a

Choć wynik był bardzo przekonujący, nie wszyscy zawodnicy gospodarzy mogą być w pełni zadowoleni ze swojego występu.

Szczególnie początek zawodów nie układał się po myśli Maxa Fricke’a.

Australijczyk miał problemy przy starcie, otrzymał ostrzeżenie, a później został wykluczony.

Wyjaśnił to kierownik drużyny:

„Ma problemy sprzętowe, które spowodowały, że jego motocykl nie stał w miejscu, tylko poruszał się w stronę taśmy, za co słusznie otrzymał ostrzeżenie. A później został wykluczony.”

Mimo tych kłopotów Fricke zdołał później odbudować swój dorobek punktowy i zakończył mecz z siedmioma punktami oraz bonusem.

W Grudziądzu rośnie kolejny talent

Jednym z ciekawszych tematów poruszonych w rozmowie był Beau Bailey.

Młody Brytyjczyk jest uważany za jeden z największych talentów w grudziądzkiej szkółce, ale na debiut w PGE Ekstralidze musi jeszcze poczekać.

Wojciechowski ocenił go bardzo pozytywnie:

„To prawda. Ale to dopiero jego pierwszy sezon w Polsce. Potrzebuje jeszcze trochę jazdy, by być gotowym do startów w PGE Ekstralidze.”

Dopytywany o potencjał zawodnika odpowiedział:

„Myślę, że tak. Ale to dopiero jego pierwszy sezon w Polsce. Sporo się uczy. Poznaje tory.”

A następnie dodał:

„To prawda. Jeździ dobrze, ale ma jeszcze problemy ze startami. I trzeba pamiętać, że zawody młodzieżowe, a PGE Ekstraliga to zupełnie inny poziom. Przyszłość przed nim, ale musi pokręcić jeszcze sporo okrążeń.”

Dlaczego nie dostał szansy przeciwko Falubazowi?

Po rozstrzygnięciu spotkania wielu kibiców zastanawiało się, czy młody Brytyjczyk nie powinien pojawić się na torze w końcówce meczu.

Takiego pomysłu jednak nie było.

Jak wyjaśnił Wojciechowski:

„Nie, bo w takim przypadku, musielibyśmy możliwość startu w tym biegu odebrać zawodnikom, którzy pojechali dobry mecz. A puszczanie młodego zawodnika w 15 biegu też nie do końca byłoby rozsądne. Musi pracować i cierpliwie czekać na swoją szansę.”

Teraz czas na największe wyzwania

Najciekawsze słowa padły jednak na końcu rozmowy.

GKM czekają teraz wyjazdy do Gorzowa i Wrocławia. To właśnie te mecze mogą pokazać, czy grudziądzanie są jedynie rewelacją pierwszej części sezonu, czy rzeczywistym kandydatem do walki o finał.

Rafał Wojciechowski nie ukrywa, że zespół jedzie tam po ambitne cele:

„Tego samego co zawsze, czyli walki. Przygotujemy się do tych meczów jak tylko umiemy. Pokazaliśmy już w tym sezonie, że stać nas na sprawienie niespodzianki. Postaramy się o kolejną.”

To deklaracja, która z pewnością nie umknie uwadze rywali.

Lider już niczego się nie boi

Jeszcze kilka lat temu celem GKM-u było przede wszystkim spokojne utrzymanie w PGE Ekstralidze. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Po zwycięstwie nad Falubazem grudziądzanie mają na koncie kolejną wygraną, przewodzą ligowej tabeli i coraz odważniej patrzą w kierunku fazy play-off. W klubie nadal zachowują spokój, ale jednocześnie nie uciekają od wysokich ambicji.

Słowa Rafała Wojciechowskiego pokazują jasno, że lider nie zamierza zatrzymywać się na osiągnięciu historycznego wyniku po ośmiu kolejkach. W Grudziądzu wierzą, że najlepsze dopiero przed nimi. A najbliższe wyjazdy do Gorzowa i Wrocławia mają być kolejnym testem siły drużyny, która w sezonie 2026 wyrasta na jedną z największych sensacji polskiego żużla.

Źródło wywiadu: ekstraliga.pl