Tragiczny wypadek Woffindena w Krośnie
Tai Woffinden, trzykrotny mistrz świata na żużlu, doznał poważnego wypadku podczas meczu sparingowego pomiędzy Cellfast Wilkami Krosno a Stalą Rzeszów. Do zdarzenia doszło w niedzielę, 30 marca 2025 roku, na torze w Krośnie. Woffinden uczestniczył w kolizji z innym zawodnikiem, po czym wpadł pod dmuchaną bandę i uderzył w ogrodzenie toru.
Brytyjczyk został przetransportowany śmigłowcem do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Tam przeszedł wielogodzinną operację z powodu licznych złamań kończyn oraz urazu klatki piersiowej. Według oficjalnego komunikatu szpitala:
„Pacjent został przetransportowany do naszego szpitala przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe ok. godziny 19:00. Trafił do szpitala z urazem wielomiejscowym, licznymi złamaniami kończyn i urazem klatki piersiowej. Do godziny 2:00 w nocy był operowany przez zespół ortopedyczny i chirurgiczny”.
Na szczęście Tajski został już wybudzony ze śpiączki farmakologicznej i pacjent ma kontakt z otoczeniem.
Dyskusja o bezpieczeństwie w żużlu
Wypadek Woffindena wywołał szeroką dyskusję na temat bezpieczeństwa w sporcie żużlowym, a szczególnie skuteczności dmuchanych band ochronnych. Wielu ekspertów oraz byłych zawodników zabrło głos w tej sprawie, w tym legendarny trener reprezentacji Polski, Marek Cieślak.
- „To nie sparingi są problemem, ale to, że banda dmuchana, zresztą nie po raz pierwszy, podniosła się i zawodnik uderzył w deski” – powiedział Cieślak. – „Co to znaczy, nie organizować sparingów czy meczów towarzyskich? To Kryterium Asów, czy memoriałów też nie przeprowadzać?”
Cieślak: „Weźmy przykład z Anglików”
Cieślak podkreśla, że sparingi to ważny element przygotowań do sezonu.
- „Sparingi często się robi, aby zabezpieczyć się na wypadek słabego sezonu, trochę dla świętego spokoju. Gdy w lidze nie będzie szło, to zaraz ktoś wytknie, że nie było sparingów. Problem leży też gdzie indziej. Gdy w drużynach jest więcej zawodników niż miejsc w składzie, wtedy robi się tragicznie, bo sparing to walka o miejsce w składzie.”
Były trener kadry zwraca uwagę na rozwiązania stosowane w Wielkiej Brytanii:
- „Nie lubimy brać przykładu od Anglików, którzy doprowadzili u siebie żużel do trudnej sytuacji, ale system wypożyczenia zawodników, w razie kontuzji, mają opanowany do perfekcji. Nie muszą przez to mieć więcej zawodników w kadrze i nikt nie rywalizuje ze sobą na treningach. U nas tego nie ma, dlatego kluby zabezpieczają się dodatkowymi zawodnikami, a ci później walczą o miejsce w składzie, a na treningach robi się małe Grand Prix.”
„Wyjątkowo fatalny zbieg okoliczności”
Cieślak zaznacza, że wypadek Woffindena to tragiczny przypadek, który pokazuje, jak brutalnym sportem jest speedway.
- „Wyjątkowo fatalny zbieg okoliczności, aby tyle rzeczy połamać. To pokazuje, jak brutalny jest speedway. Generalnie trochę byliśmy uśpieni. Takie sytuacje wydawało się, że odeszły wraz z robieniem wylizanych torów i powstaniem dmuchanych band. Bo kiedyś takich sytuacji, a nawet gorszych, było więcej.”
- „Gdy ja jeździłem, to wypadki śmiertelne były na porządku dziennym. Zawodnicy o wiele bardziej ryzykowali. W cenie była odwaga. Zabił się na przykład świadek z mojego ślubu, zawodnik Włókniarza Marek Czerny. Mecze to były jak wojna.”
- „Taiowi możemy tylko współczuć. Najważniejsze, aby się „wylizał”. To wielki żal, że coś takiego spotyka trzykrotnego IMŚ. To jakieś wyjątkowo złe zrządzenie losu, aby mieć tyle złamań na raz” – zakończył nasz były Narodowy.
Co dalej z Taiem Woffindenem?
Obecnie Woffinden przebywa na oddziale intensywnej terapii, a jego stan określany jest jako stabilny. Zawodnik został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, a lekarze bacznie monitorują jego sytuację.
Wypadek Brytyjczyka przypomina, że żużel to sport pełen ryzyka, w którym nawet najlepsze środki bezpieczeństwa nie są w stanie w pełni zapobiec groźnym urazom. Cały świat żużlowy trzyma kciuki za powrót Taia Woffindena do zdrowia.
„Taiowi możemy tylko współczuć. Najważniejsze, aby się „wylizał”. To wielki żal, że coś takiego spotyka trzykrotnego IMŚ. To jakieś wyjątkowo złe zrządzenie losu, aby mieć tyle złamań na raz” – zakończył nasz były Narodowy.
„Tai to twardziel. Chyba jeden z największych jakich znam. Miał już kilka ciężkich kontuzji. Zawsze wychodził obronną ręką. Myślę, że teraz też da radę.” – powiedział na antenie TVP Rzeszów prezes Stali Rzeszów Michał Drymajło.
Wszyscy w to wierzymy, życząc Tajskiemu szybkiego powrotu do zdrowia.






