FOGO UNIA Leszno wróciła z Grudziądza bez ligowych punktów, przegrywając z BAYERSYSTEM GKM-em 40:50, ale mimo porażki w obozie beniaminka PGE Ekstraligi nie brakuje powodów do umiarkowanego optymizmu. Jednym z nich jest rosnąca forma Grzegorza Zengoty, który zanotował swój najlepszy występ w sezonie, a przy okazji osiągnął wyjątkowy jubileusz – odjechał tysięczny wyścig w historii swoich startów w PGE Ekstralidze.
Choć leszczynianie po raz kolejny musieli uznać wyższość rywala na wyjeździe, mecz w Grudziądzu pokazał, że drużyna Rafała Okoniewskiego wciąż ma argumenty, by z optymizmem patrzeć na kolejne tygodnie rywalizacji.
Jednym z najbardziej pozytywnych sygnałów był występ Grzegorza Zengoty, który zdobył 9 punktów w sześciu startach, będąc jednym z najpewniejszych punktów zespołu.
Światełko w tunelu dla Zengoty
Doświadczony zawodnik nie ukrywa, że początek sezonu nie spełniał jego oczekiwań. Po meczu w Grudziądzu przyznał jednak, że widzi wyraźny postęp.
„Można powiedzieć, że idziemy w dobrą stronę, jakieś światełko w tunelu się pojawiło. Na pewno nie jest to jeszcze to, czego sam bym oczekiwał, ale progres widać i to jest najważniejsze.”
To ważna deklaracja dla leszczyńskich kibiców, bo Zengota ma być jednym z liderów odbudowującej swoją pozycję FOGO Unii.
Początek zawodów w jego wykonaniu był bardzo obiecujący. Później jednak nie wszystko funkcjonowało już tak dobrze.
Korekty, które nie pomogły
Jak sam przyznał, problemem okazały się zmiany w ustawieniach oraz rozegranie pierwszego łuku.
„Być może punktowo wyglądało to trochę lepiej, ale wprowadzaliśmy korekty, które nie do końca okazały się trafione. Bardziej chodziło o dojazd i rozegranie pierwszego łuku, bo to nie było w moim wykonaniu najlepsze. Myślę, że można było wycisnąć z tego więcej.”
To pokazuje, że nawet przy solidnym wyniku wciąż pozostaje spory margines poprawy.
Grudziądz mógł dać jeszcze więcej
Tor przy Hallera nigdy nie należał do łatwych dla przyjezdnych, ale Zengota od początku czuł się na nim dobrze.
„Nie, dobrze wszedłem w te zawody, więc nie czułem się zaskoczony. Później gospodarze zaczęli lepiej wychodzić spod taśmy. Być może ja zbyt ciasno wjeżdżałem w pierwszy łuk i przez to straciłem trochę punktów.”
Doświadczony żużlowiec nie ukrywa, że jego dorobek mógł być jeszcze lepszy.
„Myślę, że tak. Można było pojechać bardziej swobodnie, szerzej. W ostatnim wyścigu również niepotrzebnie straciłem dobrą pozycję. Gdyby nie błędy mogłem mieć 12 punktów zamiast 9. Mimo wszystko jestem zadowolony, bo Grudziądz nie jest łatwym terenem. Wygrane starty i biegi dobrze prognozują.”
To ważne słowa, bo pokazują, że zawodnik odzyskuje pewność siebie.
Solidni, ale bez zwycięstw
FOGO Unia Leszno prezentuje się na wyjazdach przyzwoicie. Nie przegrywa wysoko, długo utrzymuje kontakt z rywalami, ale końcowe rozstrzygnięcia wciąż są dla niej bolesne.
Zengota nie ukrywa, że rodzi to frustrację.
„Myślę, że bardziej to drugie. Jest trochę frustracji, bo końcówki zawodów nam uciekają.”
Jednocześnie mocno wierzy w potencjał drużyny.
„Z drugiej strony mamy zespół z dużym potencjałem. Ja sam do tej pory nie dawałem tyle, ile bym chciał, ale czuję, że wracam na dobre tory.”
To zdanie najlepiej oddaje obecny nastrój w Lesznie – jest niedosyt, ale też przekonanie, że drużyna może wejść na wyższy poziom.
Wiara w Benjamina Cooka
W Grudziądzu nieco słabszy występ zanotował jeden z liderów Unii – Benjamin Cook. Zengota jednak absolutnie nie robi z tego problemu.
„Benjamin miał nieco słabszy dzień, ale w jego przypadku to po prostu wypadek przy pracy. Jestem przekonany, że w kolejnych spotkaniach pojedzie dużo lepiej.”
To pokazuje dużą stabilność mentalną zespołu.
Jak dodaje:
„Cały czas pracujemy i robimy wszystko, by odnosić jak najlepsze wyniki.”
Starty były problemem
Na pytanie o przyczyny wcześniejszych słabszych występów Zengota nie chciał zdradzać szczegółów, ale wskazał jeden wyraźny element.
„Nie chciałbym mówić o szczegółach, ale faktycznie starty nie były takie, jak potrafię je wykonywać. Teraz wygląda to już zdecydowanie lepiej.”
Jeśli rzeczywiście poprawa w tym aspekcie będzie trwała, FOGO Unia może stać się znacznie groźniejsza.
Tysięczny wyścig w PGE Ekstralidze
Spotkanie w Grudziądzu miało dla Grzegorza Zengoty także wymiar historyczny.
37-letni zawodnik odjechał swój 1000. wyścig w PGE Ekstralidze, dołączając do bardzo elitarnego grona.
Dla zawodnika, którego kariera wielokrotnie była przerywana kontuzjami, to szczególny moment.
„Bardzo dziękuję. Nie liczę tego skrupulatnie, ale tysiąc wyścigów z najlepszymi zawodnikami świata to naprawdę coś, z czego można się cieszyć.”
I dodał niezwykle szczerze:
„Zwłaszcza że moja kariera była naznaczona różnymi kontuzjami. Tym bardziej cieszę się, że wciąż mam możliwość rywalizować z najlepszymi jak równy z równym, mimo wszystkich trudnych sytuacji, które przeszedłem.”
To słowa, które pokazują skalę drogi, jaką przeszedł.
Unia wciąż wierzy
Choć tabela nie daje dziś FOGO Unii pełnego komfortu, w Lesznie nie widać paniki.
Drużyna przegrywa, ale nie rozsypuje się. Zawodnicy podkreślają potencjał, trenerzy szukają kolejnych rozwiązań, a liderzy – jak Grzegorz Zengota – zaczynają wracać na właściwe obroty.
Jeśli leszczynianie poprawią końcówki spotkań i zaczną lepiej wykorzystywać momenty przewagi, mogą jeszcze bardzo mocno namieszać w tegorocznej PGE Ekstralidze.
Na razie w Lesznie widać jedno: frustrację, ale jeszcze większą wiarę, że ten zespół dopiero pokaże swoją prawdziwą siłę.
Źródło: ekstraliga.pl








