Finanse w światowym speedwayu od kilku lat są tematem coraz bardziej wyrazistym. Różnice między rynkiem polskim a brytyjskim osiągnęły skalę, która wpływa nie tylko na transfery, ale i na konkurencyjność całych lig. Najnowszym przykładem tej dysproporcji jest wywiad opublikowany przez Speedway Star z właścicielem Poole Pirates, Mattem Fordem.

Punktem odniesienia stały się zarobki aktualnego mistrza świata, Bartosza Zmarzlika, zawodnika Orlen Oil Motoru Lublin, który – jak wszystko wskazuje – pozostanie w klubie także na sezon 2027. Według doniesień, gdyby zdecydował się na transfer do Betard Sparty Wrocław, mógłby zainkasować nawet pięć milionów złotych. Spodziewać się można, że jego wynagrodzenie w Lublinie będzie porównywalne.

I właśnie ta kwota stała się symbolem finansowej przepaści.


„To dwukrotność całkowitych przychodów Poole Pirates”

Matt Ford w rozmowie ze „Speedway Star” nie owijał w bawełnę:

„Ciekawie było usłyszeć, ile Bartosz Zmarzlik zarobił w ciągu jednego roku. To, co dostał w zeszłym sezonie, jest dwukrotnością całkowitych przychodów Poole Pirates”.

To zdanie wybrzmiało w środowisku wyjątkowo mocno. Oznacza bowiem, że roczne wynagrodzenie jednego zawodnika z PGE Ekstraligi przewyższa dwukrotnie wszystkie przychody brytyjskiego klubu.

Ford wskazał również na fundamentalną różnicę systemową:

„Kontrakt telewizyjny Ekstraligi jest wart dla każdego klubu więcej, niż ja otrzymałem łącznie z praw telewizyjnych w Wielkiej Brytanii przez 20 lat. Skala pieniędzy jest tam ogromna”.

To porównanie pokazuje, jak ogromną rolę w polskim modelu odgrywają prawa medialne. Stabilne i wysokie wpływy z kontraktu telewizyjnego napędzają budżety klubów, które mogą pozwolić sobie na wielomilionowe kontrakty.


„Nie mamy żadnych szans”

Właściciel Poole Pirates odniósł się również do krytyki pod adresem brytyjskich promotorów, którym zarzuca się brak ambicji w ściąganiu największych gwiazd:

„Trzeba spojrzeć na całość. Jeśli zawodnicy zarabiają dwa razy więcej niż ja jestem w stanie wygenerować przychodów, to jak ktokolwiek oczekuje, że będziemy konkurować? Nie mamy żadnych szans i to jest sedno sprawy. Niektóre kluby z SGB Premiership nie mają większych dochodów niż my”.

To nie jest wyłącznie problem Poole. To kwestia strukturalna całej ligi brytyjskiej, która funkcjonuje przy znacznie mniejszych budżetach niż polska PGE Ekstraliga.


Mechanizm wynagrodzeń i ryzyko kontraktowe

Ford już wcześniej zwracał uwagę, że gdyby polskie kluby płaciły połowę obecnych stawek, najlepsi zawodnicy wróciliby na Wyspy. Obecnie różnice finansowe są jednak zbyt duże.

W wywiadzie podkreślił:

„Nie krytykuję zawodników. Gdybym mógł, też chciałbym zarabiać więcej. Jesteśmy tylko ludźmi, a zawodnicy wezmą to, co leży na stole. Dopóki kluby płacą tysiące funtów za punkt i setki tysięcy za podpis pod kontraktem, żużlowcy będą z tego korzystać, bo dlaczego nie mieliby tego robić?”

Istotnym elementem są również zapisy kontraktowe dotyczące kontuzji odniesionych poza Polską. Ford przypomniał sytuację z 2018 roku, gdy Martin Vaculík doznał urazu podczas meczu Leicester Lions i musiał zwrócić znaczną część środków swojemu klubowi.

Jak zaznaczył Ford:

„Starty w Wielkiej Brytanii kosztowały go bardzo dużo pieniędzy i właśnie w tym tkwi problem. Skoro kontrakty jasno mówią, że w razie kontuzji odniesionej w innym kraju trzeba zwrócić te środki, zawodnicy nie mogą sobie pozwolić na takie ryzyko”.

To dodatkowo ogranicza atrakcyjność brytyjskiej ligi dla gwiazd światowego formatu.


Ekonomia, która zmienia mapę speedwaya

Dysproporcja finansowa między Polską a Wielką Brytanią nie jest już jedynie kwestią prestiżu czy organizacji rozgrywek. To realny czynnik wpływający na strukturę światowego speedwaya. PGE Ekstraliga stała się centrum ekonomicznym dyscypliny – z silnym kontraktem telewizyjnym i budżetami pozwalającymi na zatrzymywanie najlepszych zawodników świata.

Słowa Matta Forda nie są atakiem na zawodników ani na polski model. To diagnoza sytuacji rynkowej. Gdy roczne wynagrodzenie mistrza świata jest dwukrotnością całkowitych przychodów uznanego brytyjskiego klubu, mówimy o dwóch różnych rzeczywistościach.

Speedway w Europie rozwija się dziś w tempie nierównym. Polska przyspiesza. Wielka Brytania walczy o utrzymanie konkurencyjności. A w centrum tej dyskusji stoją liczby – bezlitosne i jednoznaczne.

Jak to jest w innych dyscyplinach?

Słowa Matta Forda – uwzględniając różne czynniki jakie rządzą się sportem mogę dziwić. Promotor Poole przecież nie żyje w zamkniętej bańce. „Nierówność” w sporcie widać na wielu przykładach, które możemy zaobserwować w innych dyscyplinach sportu. By nie szukać daleko podamy kilka przykładów z brzegu. Niedawno koszykarski Śląsk zakończył swoją przygodę w Eurocupie, rozgrywkach które w Europie nie są najbardziej prestiżowe. W niektórych meczach wyraźnie było widać ogromną różnicę dzielącą Wrocławian od np ekip ze Słowenii, Turcji czy Izraela. Ale w tamtych drużynach topowi gracze potrafią zarabiać tyle ile wynosi budżet Śląska. Różnica w jakości gry na parkiecie była wyraźnie widoczna.

Piłka nożna to przykład jak globalny sport potrafi „nakręcać” kasę najbogatszym. Od lat mamy sytuację, taką iż w elitarnej Lidze Mistrzów występują najbogatsze kluby i to po kilka z krajów mających najlepsze (czyta: najbogatsze) ligi świata. Czy w Polsce z tego tytułu ktoś rozdziera szaty i narzeka, że budżety np. Barcelony czy Bayernu wielokrotnie przekraczają możliwości finansowe polskich drużyn?

Podane przykłady dotyczą sportów globalnych obecnych niemal w każdym zakątku świata. Dlatego wypowiedź właściciela Piratów należy przyjąć ze zrozumieniem, lecz może ogromnie dziwić.

Zdjęcie: publiczny FB Poole Pirates Speedway