Stelmet Falubaz Zielona Góra miał być czarnym koniem sezonu 2025, a stał się jego największym rozczarowaniem. Po czterech kolejkach PGE Ekstraligi zespół Piotra Protasiewicza pozostaje bez choćby jednego punktu. Ostatnia porażka – 43:47 w Gorzowie – była co prawda najniższa, ale wciąż bolesna. Tym bardziej że przed meczem spadł deszcz, a miejscowi stracili atut własnego toru. I nawet to nie pomogło.

„Nie ingerujemy w sprawy sportowe Falubazu, ale jesteśmy bardzo zaniepokojeni wynikami drużyny w PGE Ekstralidze” — powiedział na antenie Radia Index Jacek Frątczak, przewodniczący komisji kultury i sportu Rady Miasta Zielona Góra, a niegdyś także menedżer żużlowy.


Jedna z najdroższych drużyn na ostatnim miejscu

Oczekiwania wobec zielonogórzan były gigantyczne. Klub przejął miliarder Stanisław Bieńkowski, który został większościowym udziałowcem spółki, wykupując 14 proc. akcji od miasta. Zainwestował – jak szacują dziennikarze – kilkadziesiąt milionów złotych, a tylko na obecne kontrakty żużlowców wydano ponad 5 milionów. Sam Leon Madsen za podpis zgarnął ok. 1,5 mln złotych, a do tego inkasuje 12 tys. zł za każdy zdobyty punkt.

Efekt? Katastrofalny. Falubaz ma na koncie cztery porażki i znajduje się na samym dnie tabeli.

„Sportowo nie działają poszczególne ogniwa, a mecz w Gorzowie potwierdził tylko jedną teorię – Przemek Pawlicki jedzie powyżej limitu, jaki pierwotnie był dla niego zakładany. Leon Madsen wciąż nie jest w takiej formie, jakiej oczekiwano w Zielonej Górze. Mało tego, on był kontraktowany jako zawodnik, który ma rozstrzygać mecze w kluczowych momentach. Widzieliśmy tymczasem, co się wydarzyło w piętnastym biegu” — ocenił Frątczak.


Madsen zawodzi, Jensen nie istnieje

Leon Madsen faktycznie pojechał w Gorzowie swój najlepszy mecz w sezonie, ale to wciąż za mało. Podstawowy problem Falubazu to brak lidera z prawdziwego zdarzenia oraz dramatyczna forma Rasmusa Jensena i Jarosława Hampela. Polak, który w 2024 roku był 11. najskuteczniejszym zawodnikiem ligi, dziś jest 28. Jensen zaś, który kończył poprzedni sezon na 24. miejscu, aktualnie okupuje 47. pozycję na liście 55 sklasyfikowanych zawodników.

„W mojej ocenie niestety ta praca nie poszła we właściwym kierunku jeżeli chodzi o poszczególnych zawodników, a zwracałem na to też uwagę publicznie w tym przypadku na sprawy głównie sprzętowe dotyczące przede wszystkim doborów jednostek napędowych” — skomentował Frątczak, sugerując, że problem może tkwić również w przygotowaniu technicznym.


Miliony, które miały dać medale

Cel na ten sezon był jasny – włączyć się do walki o medale. Tymczasem zespół nie ma nawet punktu. Jak mówi były trener Falubazu Jan Krzystyniak:

„Na kontrakty wydano jedną z najwyższych kwot w Polsce. Utrzymanie się w PGE Ekstralidze za taką cenę jest absurdem. Pieniądze przeznaczone na zawodników miały być gwarancją walki o medale, a przynajmniej o pierwszą czwórkę.”

Czy właściciela zniechęcą kolejne porażki? Bieńkowski to jeden z nielicznych miliarderów inwestujących w sport na taką skalę. Deklaruje, że wspiera żużel z myślą o mieszkańcach i regionie. Ale jak długo można akceptować fiasko za miliony?


Terminarz nie wybacza. Falubaz ma nóż na gardle

Na domiar złego kalendarz nie sprzyja. Przed Falubazem starcia z Toruniem, Wrocławiem i Lublinem – trzema kandydatami do złota. Aby myśleć o awansie do play-offów, trzeba będzie wygrać co najmniej sześć lub siedem spotkań. To oznacza, że zielonogórzanie mogą pozwolić sobie jeszcze tylko na trzy porażki w dziesięciu meczach.

„Brak punktów nie jest takim problemem, jak styl. W tych trzech pierwszych spotkaniach nie wiem, czy Falubaz byłby w stanie wygrać z jakimkolwiek zespołem z niższych lig” — ocenił jeden z ekspertów cytowanych przez WP SportoweFakty.


Nadzieje są, ale czas ucieka

Przebłysk lepszej jazdy Madsena w Gorzowie daje pewne nadzieje. Ale nawet jeśli on zacznie jechać na miarę oczekiwań, potrzebna będzie natychmiastowa poprawa formy Jensena, Hampela i pozostałych. W przeciwnym razie, zamiast medalowych marzeń, w Zielonej Górze wróci widmo walki o utrzymanie. A dla tak zbudowanego i opłaconego zespołu byłby to totalny blamaż.