Niedzielny mecz 10. kolejki PGE Ekstraligi miał być dla Stelmet Falubazu Zielona Góra okazją do potwierdzenia, że zwycięstwo nad osłabioną Betard Spartą Wrocław sprzed tygodnia było początkiem odbudowy zespołu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Zielonogórzanie przegrali na własnym torze z Orlen Oil Motorem Lublin 40:50, a po zakończeniu spotkania trener Grzegorz Walasek nie szukał wymówek. Szkoleniowiec otwarcie przyznał, że problemów zespołu nie można już tłumaczyć pogodą czy warunkami torowymi.
Co więcej, jego ostatnie zdanie w pomeczowej rozmowie błyskawicznie stało się jednym z najbardziej zapamiętanych cytatów całego weekendu ligowego.
Falubaz miał wykorzystać problemy Motoru
Jeszcze przed pierwszym biegiem wydawało się, że gospodarze stoją przed dużą szansą na zwycięstwo. Motor przyjechał do Zielonej Góry osłabiony brakiem kontuzjowanego Bartosza Bańbora, a Fredrik Lindgren wracał do ścigania po kilkutygodniowej przerwie spowodowanej urazem i nie był jeszcze w pełni sił.
Początek zawodów rzeczywiście dawał kibicom Falubazu nadzieję. Po pierwszej serii gospodarze prowadzili 14:10 i wydawało się, że kontrolują wydarzenia na torze.
Od drugiej serii obraz meczu całkowicie się jednak zmienił. Motor błyskawicznie doprowadził do remisu, a następnie przejął pełną kontrolę nad spotkaniem. Kapitalnie dysponowani byli Bartosz Zmarzlik, Mateusz Cierniak, Martin Vaculik i stopniowo rozkręcający się Fredrik Lindgren.
Falubaz nie potrafił odpowiedzieć na coraz mocniejsze uderzenia mistrzów Polski. Szczególnie kosztowne okazały się przegrane biegi 8., 9., 13. i 14., po których losy meczu zostały definitywnie rozstrzygnięte.
Motor wygrał 50:40, zgarnął również punkt bonusowy za dwumecz (98:82), a zielonogórzanie ponownie pozostawili po sobie wiele znaków zapytania.
„To już za długo trwa”
Po zakończeniu spotkania Grzegorz Walasek nie próbował usprawiedliwiać słabszego występu swoich zawodników.
Szkoleniowiec zwrócił uwagę, że problemy drużyny powtarzają się od dłuższego czasu i nie można ich tłumaczyć jedynie przygotowaniem toru czy warunkami atmosferycznymi.
– Możemy jakoś tłumaczyć się czymkolwiek, ale to już za długo trwa moim zdaniem. Pogoda, tor, ostatnio warunki torowe były podobne. Przyjeżdża młody chłopak ze Słowenii i wygrywa z nami start, to też świadczy o tym, jak mamy poukładane set-upy.
Była to wyjątkowo szczera ocena sytuacji. Walasek zwrócił uwagę przede wszystkim na aspekt sprzętowy. Jego zdaniem Falubaz wciąż nie potrafi właściwie dobrać ustawień motocykli, co było doskonale widoczne podczas niedzielnego spotkania.
„Nie było lidera”
Szkoleniowiec nie ukrywał również, że jako trener ma ograniczony wpływ na wydarzenia rozgrywające się już na torze.
– Ciężko jest mi się tłumaczyć, bo nie ja siedzę na motocyklu. Jako całość drużyny mogę powiedzieć, że pojechaliśmy słabe spotkanie, nie było lidera.
To zdanie najlepiej oddaje obraz niedzielnego meczu.
Leon Madsen zdobył wprawdzie 10 punktów, Andrzej Lebiediew wywalczył 11+2, jednak zabrakło zawodnika, który potrafiłby pociągnąć zespół w najważniejszych momentach i odwrócić losy spotkania.
Rozczarowali przede wszystkim Dominik Kubera oraz Przemysław Pawlicki, od których oczekiwano zdecydowanie większego wsparcia dla liderów.
Walasek tłumaczy decyzje dotyczące biegów nominowanych
Podczas meczu szkoleniowiec długo zastanawiał się nad zestawieniem na dwa ostatnie wyścigi.
Mimo niekorzystnego wyniku postanowił nie oszczędzać swoich zawodników.
– Zastanawiałem się, czy ostatnie biegi zrobić pełnym składem, czy po prostu odpuścić. Zdecydowałem tak, że pojedziemy, bo przed nami są ważne mecze, w których nie możemy zrobić takich błędów, dlatego decyzja była taka, a nie inna. Aczkolwiek słabo to wyglądało.
Była to próba wykorzystania końcówki spotkania jako elementu przygotowań do kolejnych ligowych pojedynków. Nawet jeśli wynik był już praktycznie przesądzony, szkoleniowiec chciał, aby jego zawodnicy wyciągnęli z tego meczu jak najwięcej doświadczeń.
Cytat, który rozbawił całe studio
Największe emocje wywołały jednak ostatnie słowa Grzegorza Walaska.
Po bardzo rzeczowej analizie szkoleniowiec zakończył swoją wypowiedź w charakterystyczny dla siebie, nieco ironiczny sposób.
– Cały dzień na tym słońcu spędziliśmy z toromistrzem i co? Trzeba iść na stację paliw, kupić piwo i zapomnieć o tym meczu.
To właśnie ten komentarz wywołał salwy śmiechu w studiu Canal+ Sport i błyskawicznie stał się jednym z najczęściej cytowanych fragmentów pomeczowych wypowiedzi.
Przed Falubazem coraz trudniejsze wyzwania
Choć słowa szkoleniowca wywołały uśmiech, sytuacja Stelmet Falubazu do śmiechu nie należy.
Po dwóch kolejnych domowych porażkach – najpierw z Pres Grupa Deweloperska Toruń, a teraz z Orlen Oil Motorem Lublin – zielonogórzanie coraz bardziej komplikują swoją sytuację w walce o miejsce w czołowej czwórce.
Najbardziej niepokoi jednak nie sam wynik, lecz sposób, w jaki Falubaz przegrywa z ligowymi potentatami. W obu spotkaniach rywale z czasem przejmowali pełną kontrolę nad wydarzeniami na torze, a gospodarze nie byli w stanie znaleźć skutecznej odpowiedzi.
Słowa Grzegorza Walaska pokazują, że również sztab szkoleniowy doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Trener nie szuka alibi, nie zrzuca odpowiedzialności na pogodę czy tor, lecz otwarcie wskazuje na problemy ze sprzętem, ustawieniami i brak wyraźnego lidera podczas najważniejszych momentów meczu.
Przed Falubazem decydująca część sezonu. Jeśli zielonogórzanie chcą jeszcze realnie myśleć o awansie do fazy play-off, muszą bardzo szybko znaleźć odpowiedzi na pytania, które po niedzielnym meczu z Motorem wybrzmiały jeszcze głośniej niż wynik 40:50.








