Miliarder ma dość oskarżeń. Jest stanowcza reakcja

W PGE Ekstralidze jeszcze nie wybrzmiały echa piątej kolejki, a już w parkingach, biurach i na stadionowych trybunach coraz głośniej mówi się… o przyszłym sezonie. Choć do końca ligowych zmagań pozostało wiele miesięcy, nieoficjalne informacje i plotki transferowe zaczynają żyć własnym życiem. Według części źródeł, przed sezonem 2026 dojdzie do prawdziwego trzęsienia ziemi, a większość czołowych żużlowców zmieni kluby.

W centrum całego zamieszania znalazł się Stelmet Falubaz Zielona Góra i jego właściciel Stanisław Bieńkowski – miliarder, przedsiębiorca i nowy gracz na żużlowym rynku, który właśnie wywołał burzę. Zarzuca mu się psucie rynku, oferowanie niebotycznych stawek i destabilizowanie dyscypliny. Sam zainteresowany odpiera zarzuty z wyjątkową stanowczością.


Zielonogórski miliarder na cenzurowanym

Stanisław Bieńkowski, notowany wśród stu najbogatszych Polaków według Forbesa, nie kryje swoich ambicji: Falubaz ma zdobyć mistrzostwo Polski w ciągu trzech lat. Inwestycje w klub już się rozpoczęły, a największym echem odbiły się doniesienia o rzekomym transferze Dominika Kubery – zawodnika Motoru Lublin i jednego z liderów PGE Ekstraligi. Według plotek, Falubaz miał zaoferować mu 1,5 mln zł za sam podpis na kontrakcie i ponad 10 tysięcy zł za punkt – co może dać nawet ponad 4 miliony złotych za sezon.

Kwoty, jakich dotąd w żużlu nie widziano.

To wystarczyło, by zawrzało. Klubom zaczęły puszczać nerwy, a środowisko, choć oficjalnie milczy, w kuluarach mówi o możliwej „finansowej katastrofie”. Zielonogórzan oskarża się o „psucie rynku”, a wręcz o działania mogące doprowadzić niektóre kluby do bankructwa.


„Nie zapłacę więcej niż rynek wymaga” – riposta Bieńkowskiego

W obliczu tych zarzutów głos zabrał sam właściciel Falubazu. W rozmowie z Wirtualną Polską odciął się od wszystkich oskarżeń:

Gwarantuję, że żadnemu zawodnikowi nie zaoferowaliśmy i nigdy nie zaoferujemy nierynkowej stawki. Nikt mnie do tego nie namówi. Żużlowcy i tak zarabiają więcej niż astronauci, których wynagrodzenia również są odzwierciedleniem wielu czynników, w tym ryzyka, popularności oraz osobistych osiągnięć – mówi Bieńkowski.

Podkreśla też, że popiera model płacenia wyłącznie za zdobyte punkty i nie zamierza uczestniczyć w licytacji bez limitów:

Czekam na zawodnika, który zgodzi się na takie warunki. Bez względu na wszystko, nigdy nie zdecyduję się zapłacić żadnemu żużlowcowi więcej, niż obowiązujące ceny rynkowe, które wahają się obecnie od 800 tysięcy złotych do 1,1 mln złotych za podpis oraz 8-12 tysięcy złotych za punkt. Choćby od tego zależały losy mistrzostwa Polski, to nie zmienię swojego podejścia.


Kubera – transfer czy legenda?

Choć oficjalnego potwierdzenia nie ma, transfer Dominika Kubery do Falubazu w żużlowym środowisku uchodzi już niemal za pewnik. Zawodnik ma opuścić Motor Lublin po zakończeniu obecnego sezonu, a najbardziej zaskakujące jest to, że mistrzowie Polski mieli być… bezradni.

W Zielonej Górze twierdzą jednak, że nie chodziło tylko o pieniądze. Decydujące miały być kwestie rodzinne i sportowe. Kubera chciałby być liderem zespołu, a nie pozostawać w cieniu Bartosza Zmarzlika. Poza tym Zielona Góra leży zaledwie 90 kilometrów od rodzinnej miejscowości zawodnika, a nie – jak Lublin – 550. To ułatwiałoby życie prywatne i codzienne funkcjonowanie.


Więcej niż jeden transfer

Na tym ambicje Falubazu się nie kończą. Klub ma prowadzić zaawansowane rozmowy z kolejnymi zawodnikami, a według niektórych doniesień do zespołu mogą dołączyć aż trzej nowi seniorzy. Tempo i skala działań zaskoczyły resztę ligi, która jeszcze przed chwilą dopiero zaczynała sondować rynek.

Co ciekawe, aktywność zielonogórzan nie została spowolniona przez słaby początek sezonu. Po pięciu kolejkach mają tylko jedno zwycięstwo i plasują się na przedostatnim miejscu w tabeli. Właściciel jednak nie traci wiary:

Zespół ma wszystko, czego potrzeba do osiągania dobrych wyników. Ja przyglądam się wszystkiemu z boku i wyciągam wnioski. Nie zamierzam podejmować nerwowych ruchów, ale forma zawodników będzie miała wpływ na nasze decyzje transferowe. Wierzę jednak, że niedługo wszystko się odmieni, a my powalczymy jeszcze w tym roku o awans do najlepszej czwórki – mówi Bieńkowski.


Żużlowy rynek na zakręcie?

Fakt, że tak szybko rozpoczęło się „transferowe szaleństwo”, pokazuje skalę przemian, jakich doświadcza polski żużel. Do niedawna sezon ogórkowy rozpoczynał się latem, teraz pierwsze deklaracje i przecieki pojawiają się już w maju. Mówi się o możliwych roszadach Zmarzlika, Bewleya, Janowskiego czy Przedpełskiego, choć żadnych konkretów jeszcze nie ma.

W tle cały czas przewija się pytanie: czy to nowa era profesjonalizacji i siły klubów, czy może droga do finansowej przepaści? Odpowiedzi na razie brak. Jedno jest pewne – rynek się zmienia, a Zielona Góra jest dziś jego centrum.


Falubaz: przyszły potentat czy zagrożenie dla stabilności ligi?

Dla kibiców Falubazu to powrót do czasów wielkich ambicji i realnej walki o mistrzostwo. Dla reszty – sygnał alarmowy. Niezależnie od punktu widzenia, Stanisław Bieńkowski jasno pokazał, że nie przyszedł do żużla na chwilę. Chce budować potęgę, ale – jak zapewnia – nie kosztem odpowiedzialności.

Czy żużlowa Polska mu uwierzy? Przekonamy się już wkrótce. Na razie emocje transferowe przyćmiewają sportową walkę. I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.

Zdjęcie: publiczny Fb Falubazu Zielona Góra