Brak Brady’ego Kurtza w stawce indywidualnych mistrzostw Australii zwrócił uwagę nie tylko kibiców antypodów, ale również fanów żużla w Europie. Australijczyk, który w ostatnich sezonach wyrósł na jedną z kluczowych postaci światowego speedwaya i lidera Betard Sparty Wrocław, tej zimy nie pojawi się na krajowych torach. Dla wielu sympatyków dyscypliny to spore zaskoczenie – zwłaszcza że jeszcze rok temu Kurtz należał do absolutnych gwiazd australijskich turniejów.

Nieobecność zawodnika Belle Vue wpisuje się jednak w szerszy trend. W tegorocznych indywidualnych mistrzostwach Australii zabraknie także Jasona Doyle’a oraz Maxa Fricke’a. W tej sytuacji rolę głównych faworytów do złota przejmują inni – przede wszystkim bracia Jack i Chris Holder, a także Jaimon Lidsey (wygrał w Mildurze Phil Crump Solo Classic 27 grudnia br.), Keynan Rew, Ben Cook czy Rohan Tungate.

Decyzje czołowych żużlowców postanowił skomentować Mark Lemon – menedżer reprezentacji Australii i szkoleniowiec mistrzów Speedway of Nations. W rozmowie z tygodnikiem Speedway Star jasno dał do zrozumienia, że absencje największych nazwisk nie są ani przypadkowe, ani niezrozumiałe.

– Brady właśnie się przeprowadził. Chce spędzać więcej czasu w Wielkiej Brytanii, przygotować się z mechanikami do sezonu europejskiego – wyjawia Mark Lemon w najnowszym Speedway Starze.

To właśnie Europa stała się dziś centrum sportowego życia Kurtza. Długie i wymagające sezony w PGE Ekstralidze, starty w ligach zagranicznych oraz coraz większa odpowiedzialność wynikowa sprawiają, że przerwa między rozgrywkami przestaje być czasem intensywnego ścigania, a coraz częściej okresem logistycznego i sprzętowego porządkowania wszystkiego przed kolejnym maratonem.

Lemon podkreśla, że podobne decyzje nie są w australijskim żużlu niczym nowym.

– Można wybaczyć niektórym chłopakom, że nie biorą udziału w tych zawodach. Max Fricke też nie wraca. Tak jest już od jakiegoś czasu. W przeszłości Jason Crump, Leigh Adams, Ryan Sullivan i Jason Lyons również nie wracali do Australii na sezon letni – dodaje.

To ważny kontekst. Najwięksi mistrzowie australijskiego speedwaya już lata temu dochodzili do wniosku, że intensywne podróżowanie pomiędzy Europą a Australią bywa bardziej obciążeniem niż sportowym atutem. Kurtz, który ma za sobą jeden z najbardziej intensywnych sezonów w karierze, podąża dziś dokładnie tą samą ścieżką.

Tym bardziej że jeszcze w poprzednim roku jego starty w Australii były bardzo udane. Kurtz błyszczał w krajowych turniejach i sięgnął po swoje drugie złoto mistrzostw Australii w imponującym stylu. Po zdobyciu srebrnego medalu indywidualnych mistrzostw świata uznał jednak, że kolejny europejski „międzysezon” powinien wyglądać inaczej.

Mark Lemon wprost wskazuje na fizyczne i mentalne koszty takiego trybu życia.

– Podróżowanie tam i z powrotem po długim sezonie europejskim jest trudnym wyzwaniem. Czasami ważniejsze jest skupienie się na organizacji sezonu w Europie. Niektórzy z najlepszych zawodników również potrzebują przerwy – tłumaczy szkoleniowiec mistrzów Speedway of Nations.

Warto zaznaczyć, że nieobecność największych gwiazd nie oznacza obniżenia rangi samych mistrzostw Australii. Tegoroczny cykl składa się z czterech turniejów, które odbędą się 3, 4, 7 i 9 stycznia. Arenami zmagań będą Albury-Wodonga, Mildura oraz Gillman – obiekty doskonale znane australijskim kibicom.

Zdaniem Lemona obecna sytuacja może wręcz przynieść długofalowe korzyści.

– To nadal bardzo silna stawka, która daje innym młodym zawodnikom świetną okazję do zdobycia doświadczenia w rywalizacji z najlepszymi. Nadal spodziewam się, że będzie to bardzo zacięta walka – podsumowuje Mark Lemon.

Dla Brady’ego Kurtza decyzja o pozostaniu w Europie nie jest więc rezygnacją, lecz inwestycją. To świadomy wybór zawodnika, który myśli już nie o zimowych triumfach w Australii, lecz o maksymalnej gotowości na kolejny, niezwykle wymagający sezon na europejskich torach.

Zdjęcie: Maciej Trubisz