Kiedy po meczu 6 czerwca w Częstochowie opadł kurz i zgasły silniki, Eliasz Zientara nie miał chwili wytchnienia. To był trudny wieczór dla Betard Sparty Wrocław – seria upadków, obtarcia, bolesne kontuzje i potrzeba natychmiastowej interwencji medycznej. Artem Łaguta, Maciej Janowski, Nikodem Mikołajczyk – wszyscy potrzebowali pomocy. A ona, jak zwykle, nadeszła z zaufanych rąk człowieka, którego w klubie nazywa się bez cienia przesady „tym, który leczy”.
Eliasz Zientara, fizjoterapeuta, który od kilku lat współtworzy medyczne zaplecze wrocławskiej drużyny, odgrywa rolę często niedostrzeganą przez kibiców, ale fundamentalną dla wyników na torze. Jego praca to nie tylko plastry, bandaże i zimne okłady. To także psychologiczne wsparcie, czujność na każdy sygnał bólu i nieustanna walka z czasem.
Nie tylko Sparta – pomoc także dla Szarży Wrocław
Choć na co dzień jego priorytetem są żużlowcy Sparty, Eliasz Zientara otwiera drzwi swojego Centrum Rehabilitacji i Fizjoterapii także dla innych sportowców. Niedawno z jego pomocy korzystali zawodnicy Szarży Wrocław – Michał Szmaj i Łukasz Gregorczyk, którzy w speedrowerze, choć nie osiągają tak wysokich prędkości jak żużlowcy, również są narażeni na kontuzje i przeciążenia. Wsparcie Zientary dla Szarży to kolejny dowód na to, że fizjoterapeuta nie dzieli sportowców na „głośnych” i „cichych”. Każdy przypadek traktuje indywidualnie, z pełnym zaangażowaniem.
Zaczynał od Pogońi Oleśnica. Dziś ratuje zawodników elity
– „Ponad 11 lat temu wybrałem taką drogę. Po prostu podjąłem decyzję, że chciałbym stworzyć własne centrum. Oczywiście krok po kroku” – wspomina w rozmowie z Gazetą Wrocławską. Zientara zaczynał od dojazdów do pacjentów, współpracując z małymi klubami, jak Pogoń Oleśnica, czy zespoły piłki ręcznej. Dziś jego Centrum przyciąga sportowców z całej Polski, a on sam jest ważną częścią sztabu Betard Sparty Wrocław.
Z Piotrem Pawlickim wszystko się zaczęło
Choć dziś Zientara zna żużel od podszewki, nie zawsze tak było. – „Jeśli dobrze pamiętam, to kilka lat temu pierwszym zawodnikiem, który do mnie trafił, był Piotr Pawlicki. Przyjechał ze swoim kolegą, piłkarzem ręcznym. Szczerze powiem, że wtedy nie wiedziałem nawet, czym zajmuje się Piotr. Nie za bardzo znałem też tę dyscyplinę” – mówi szczerze. Ale jak sam przyznaje, ten sport szybko go wciągnął.
Dziś jest w centrum wydarzeń – w sezonie i poza nim, bo jak podkreśla: „Nie spotykamy się tylko, gdy komuś przytrafi się kontuzja. To o wiele szerszy temat, wszystko szczegółowo poukładane w klubie i dopracowane ze sztabem szkoleniowym WTS”.
Magia? Nie. Profesjonalizm i zaufanie
Fizjoterapeuta Sparty regularnie dokonuje rzeczy, które kibicom mogą wydawać się cudami. Jak wtedy, gdy Maciej Janowski wrócił na tor zaledwie kilka dni po dramatycznym wypadku podczas SEC w Chorzowie.
– „Ta sytuacja wyglądała nieciekawie. Pewnie niejeden z kibiców zbladł, oglądając te zawody. W naszym przypadku zadziałały przygotowane i sprawdzone w Sparcie procedury” – mówi Zientara. I dodaje: „Nie chcę wychodzić w szczegóły, ale tu czas ma znaczenie – szybkie i profesjonalne badania w szpitalu, analiza stanu zdrowia pacjenta, a potem praca całego zespołu ludzi – klubowego lekarza, trenera przygotowania fizycznego, a nawet psychologa”.
To nie magia. To medyczna precyzja i ludzie, którzy doskonale się rozumieją.
Żużel – sport ponad logikę
– „Niekiedy zgadzam się z powiedzeniem, że tam, gdzie kończy się logika, zaczyna się żużel. Coś w tym jest” – mówi z uśmiechem fizjoterapeuta. Ale od razu dodaje, że nawet w najbardziej ekstremalnych przypadkach kluczem jest przygotowanie i dyscyplina zawodników.
– „To profesjonalni sportowcy, którzy wiedzą, jak przygotowywać się do swoich obowiązków na torze. Przygotowanie fizyczne stanowi nieodłączny element ich pracy. Ich ogromna determinacja, dyscyplina i cierpliwość ułatwiają mi zadanie” – wyjaśnia.
Relacje ważniejsze niż technika
Dla Zientary fizjoterapia to nie tylko masaże i zabiegi. To również budowanie relacji.
– „Specyfika naszej pracy wymaga zaufania ze strony pacjenta. Spędzamy wspólnie sporo czasu i tworzą się bliższe relacje. One bardzo często pomagają nam we współpracy” – tłumaczy. – „Zawsze jednak mam na uwadze to, że aby sobie ufać, musimy się wzajemnie szanować”.
I właśnie to zaufanie czuć w każdej jego wypowiedzi. Zarówno „Magic” Janowski, jak i Artem Łaguta czy młody Nikodem Mikołajczyk wiedzą, że w sytuacji kryzysowej mogą liczyć na pełne wsparcie – także to mentalne.
Wsparcie dla całego wrocławskiego sportu
Centrum Zientary to nie tylko Sparta. – „Współpracuję zarówno z piłkarzami ręcznymi Śląska, jak i siatkarkami #VolleyWrocław. Staramy się pomóc w ‘gaszeniu pożarów’ związanych z urazami” – mówi. I choć każda dyscyplina ma inną specyfikę, doświadczenia z jednej można przenieść na drugą. – „Wolę zadbać o właściwą regenerację zawodników i w ten sposób zmniejszyć ryzyko wystąpienia kontuzji” – dodaje.
Cierpliwość, nie magia
Zientara nie ukrywa, że nie każdemu odpowiada jego podejście. – „Fizjoterapia – szczególnie w przypadku ortopedycznym – to nie czary i magia. Tu potrzebny jest czas i cierpliwość” – podkreśla. – „Ja wyznaję zasadę, że jeżeli nie mamy postępów w naszej pracy, to nie robimy terapii na siłę”.
Przyszłość? Jeszcze większy rozwój
Choć jego centrum już teraz cieszy się renomą, Zientara nie osiada na laurach. – „Chcemy się ciągle rozwijać, doszkalać i edukować. Szukamy nowych technologii i rozwiązań w pracy z pacjentem. Korzystamy z doświadczeń z Polski i zagranicy” – deklaruje.
Eliasz Zientara to przykład tego, jak wielką różnicę może zrobić cichy bohater sportowej drużyny. Choć nie nosi kevlaru i nie wychodzi na tor, jego rola bywa decydująca. To właśnie dzięki niemu zawodnicy Sparty mogą walczyć o punkty – nawet po ciężkich upadkach.






