Długo pachniało niespodzianką we Wrocławiu

Kibice zgromadzeni na Stadionie Olimpijskim długo mogli przecierać oczy ze zdumienia. Bayersystem GKM Grudziądz po dziewięciu biegach prowadził dwoma punktami i realnie pachniało sensacją. Ostatecznie jednak wrocławianie udowodnili, że ich ambicje sięgają finału PGE Ekstraligi, a w drugiej części spotkania dali pokaz siły, triumfując 51:39.


Kontrowersja w dziewiątym biegu i zwrot akcji

Kluczowym momentem była sytuacja w dziewiątym wyścigu, gdy po ostrym starciu Brady Kurtz został wykluczony. W pierwszym podejściu Australijczyk toczył twardy bój z Maxem Fricke, ale arbiter – po długiej analizie powtórek – uznał go za winnego upadku rywala. Decyzja była dyskusyjna, bo Fricke miał jeszcze miejsce przy krawężniku, jednak orzeczenie stało się faktem.

Wykluczenie Kurtza wywołało w zespole Sparty mobilizację. Kolejne trzy wyścigi zakończyły się wynikami 5:1 dla gospodarzy (łącznie 15:3), co praktycznie ustawiło spotkanie. Po 12. biegu było już 41:31 i goście nie byli w stanie odrobić strat.


Trójka liderów Sparty rozdawała karty

Betard Sparta Wrocław mogła liczyć na swoje trzy armaty: Artioma Łagutę, Brady’ego Kurtza i Dana Bewleya. Ten tercet zdobył łącznie 34 punkty, co przesądziło o losach rywalizacji. Na tle tej trójki przeciętnie wypadli Maciej Janowski i Bartłomiej Kowalski, ale ich punkty w decydujących momentach także miały znaczenie. Do tego doszedł solidny wkład punktowy Jakuba Krawczyka, który w końcówce dorzucił ważne dwa oczka, wcześniej wygrywając bieg młodzieżowy.

Najlepszym zawodnikiem meczu był Artiom Łaguta – Rosjanin z polskim paszportem wywalczył 13 punktów i 2 bonusy (płatny komplet), demonstrując moc zarówno na starcie, jak i na dystansie.


GKM walczył dzielnie, ale zabrakło jakości

Grudziądzanie mogą czuć niedosyt. Po dziewiątym biegu niespodziewanie dla kibiców gospodarzy prowadzili dwoma punktami (28-26), świetnie spisywał się Jaimon Lidsey, ale fatalny występ zaliczył Michael Jepsen Jensen, który kompletnie nie odnalazł się na wrocławskim owalu. Na dodatek przedstawiciel formacji U24 – Jakub Miśkowiak – znów pojechał poniżej oczekiwań.


Co powiedzieli bohaterowie meczu?

Artiom Łaguta (Betard Sparta Wrocław):
– Dzisiaj byłem szybki. Jechało się bardzo dobrze. Forma rośnie, choć rywal dzisiaj mocno się postawił. Teraz skupiamy się na meczu w Lublinie i wiadomo, że będzie tam bardzo ciężko. Zobaczymy, co uda się tam wywalczyć. Kiedyś udało się nam tam wygrać. Najważniejsze jednak będą play-offy.

Robert Kościecha (menedżer Bayersystem GKM Grudziądz):
– Do 9. biegu było bardzo dobrze, a potem coś nam uciekło. Słabiej pojechał Jepsen Jensen, ale nie rozdzieramy szat. Postaramy się mu pomóc, nie wykonywać żadnych nerwowych ruchów, tym bardziej, że przed nami kluczowy mecz z Falubazem.


Tabela i kontekst: kto o co walczy?

Po tym spotkaniu Betard Sparta Wrocław utrzymała mocną pozycję w czołówce PGE Ekstraligi i wciąż celuje w drugie miejsce przed fazą play-off, rywalizując głównie z Pres Grupą Toruń.
GKM Grudziądz znajduje się w znacznie trudniejszym położeniu – traci już 6 punktów do czwartego Stelmet Falubazu Zielona Góra, a do końca rundy zasadniczej pozostały trzy kolejki. Szanse na awans do play-offów są więc czysto matematyczne.


Co dalej?

Spartanie w najbliższej kolejce jadą do Lublina, gdzie czeka ich starcie z liderem – Orlen Oil Motorem. To będzie prawdziwy test przed decydującą fazą sezonu. GKM natomiast rozegra mecz o życie u siebie z Falubazem – to może być dla grudziądzan ostatnia szansa, by przedłużyć nadzieje na pierwszą czwórkę. Gospodarze mają ułatwione zadanie, gdyż Zielonogórzanie przyjadą osłabieni. Dodatkowo w wyjazdowym meczu 3 kolejki PGE Ekstraligi GKM wygrał 51-39 i każda wygrana na domowym torze pozwoli im zainkasować trzy punkty.

Zdjęcie: Maciej Trubisz