Dziś kolejna (i nie ostatnia) część wywiadu z najszybszym doktorem wśród speedrowerzystów Markiem Mutorem. Dowiemy się min. o pasji naszego bohatera do cycle speedwaya, oraz o bardzo ważnej sprawie – wsparciu najbliższej rodziny w realizacji tej pasji.

Na wirażu: Jak myślisz jest jakaś górna granica wieku jeśli chodzi o ściganie się na torze?
Marek Mutor: Nie wiem. Myślę, że jeśli jesteś w stanie jeździć na rowerze, to możesz też jeździć na speedrowerze. Oczywiście podstawowa sprawa to brak przeciwskazań medycznych. Wyścig to jest trochę takie doświadczenie, jak ostry bieg do tramwaju na dystansie połowy drogi do kolejnego przystanku. Trzeba mieć zdrowe serce i czasem trzeba się liczyć z mroczkami przed oczami.

Nw: Widziałem twoje pierwsze, po długiej przerwie jazdy na torze, twoje bardzo „luźne” (nie mylić nonszalanckie) podejście do ścigania na torze. Szeroki uśmiech przy zjeździe do parkingu. Czerpiesz radość z jazdy, ze ścigania się?
MM: Tak. Mam dużą frajdę, bo mam wolność. Nic nie muszę, nie zakładam sobie presji, że muszę wygrać ten czy inny turniej. Chcę wygrać zawsze, po to jest wyścig, żeby go wygrać. Ale jeśli przegrywam, to mam satysfakcję z tego, że walczyłem. Czuję, że robię coś dla siebie.

Nw: Już w ubiegłym sezonie podczas paru turniejów o Grand Prix Wrocławia (w których uczestniczyłeś) czy tez podczas meczu towarzyskiego w Zielonej Górze pokazałeś, że nie zapomniałeś jak się jeździ (ściga) rowerem na torze. Wrodzone umiejętności, talent? Czy może regularna praca i treningi (nie chodzi mi tu o treningi speedrowerowe – a takie bardziej ogólne) utrzymujące twoje ciało w doskonałej dyspozycji?
MM: Myślę, że dużo zostało mi z młodości, z tych startów na dzikich torach. Jest coś takiego, jak pamięć ciała. Odruchy, tor jazdy, balans ciałem – tego się nie zapomina. Poza tym, jak wspomniałem, przez jakiś czas ścigałem się w amatorskim kartingu, a to też daje wiele wyobraźni jeśli chodzi o tor jazdy, wyrabia refleks, uczy granic ryzyka. Co do kondycji – tego akurat mi brakuje. Regularnie nad tym pracuję, staram się jeździć na co dzień rowerem do pracy.

Nw: W ubiegłym sezonie twoja dobra jazda niestety została przerywana przez kontuzje. Najpierw, po upadku na torze miałeś problemy z jedną ręką, potem to samo z drugą. Czy po tych kontuzjach nie ma już śladu?
MM: Druga kontuzja niestety się ciągle odzywa. Ale nie na tyle, by nie móc jeździć. Muszę liczyć się z tym, że ból w stawie kciuka będzie mi towarzyszył przy niektórych precyzyjnych czynnościach zawsze. Ale da się z tym żyć.

Nw: Wiem, że dopinguje ciebie cała rodzina, żona wraz z dziećmi. Czy takie wsparcie „dodaje tobie skrzydeł” i łatwiej tobie ścigać się na torze?
MM: Oczywiście, że tak. Zresztą bez wsparcia Natalii na pewno bym do speedrowera nie wrócił. Zachęciła mnie do tego, mimo, że to czas jakoś też zabrany rodzinie. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. W zamian ma bardziej zadowolonego z życia i wysportowanego męża. (szeroki uśmiech) A i speedrower stał się sprawą rodzinną, bo nasze dzieci bardzo się „wkręciły” i regularnie przychodzą na treningi żaków.

Nw: Jak wspomniałeś twoje dzieci Róża i Dawid już startują na speedrowerze. Po Dawidzie widać chęć wygrywania i ogromną wolę walki. Czy w domu dzieci przeżywają swoje starty i rozmawiacie o treningach, zawodach?
MM: Tak, przede wszystkim Dawid, który uwielbia wyścigi wszelkiego rodzaju. Nasze dzieci więcej wiedzą o Speedrowerze niż o piłce nożnej, to chyba o czymś świadczy.

Nw: O twoim zaangażowaniu w drużynę Szarży z uznaniem wypowiadał się prezes Adrian Kocur. Zresztą można o tym przeczytać na facebookowym fanpeagu Szarży. Speedrower to twoja pasja i dzięki temu, że masz pewne możliwości wspierasz działania i funkcjonowanie klubu jak to tylko jest możliwe. Czujesz satysfakcję ze swojej pomocy?
MM: Jak najbardziej. Myślę, że moje doświadczenie w organizacji różnych przedsięwzięć może być bardzo pomocne, a w połączeniu z energią Adriana daje dobre rezultaty. Udało nam się przekonać już wiele osób do speedrowera we Wrocławiu. Mamy wiele dowodów sympatii ze strony władz miasta, a także pomoc w sprawach organizacyjnych, rozmawiamy o dalszym wsparciu a być może nawet w przyszłości budowie nowego toru. Speedrowerem zainteresował się też wrocławski oddział Telewizji Polskiej, przygotowując dotąd kilka poważnych relacji i rozmów w najlepszym czasie antenowym. Na pierwsze zawody – Memoriał Jakuba Kroczaka we wrześniu 2020 r. przyszło wiele zacnych osób z różnych środowisk. Speedrower ma szansę łączyć różne środowiska. Zatem już na wstępie jest duże zainteresowanie Szarżą i to bardzo cieszy, dobrze rokuje na przyszłość.

Nw: We Wrocławiu po latach niebytu odradza się speedrower. Powstała Akademia speedrowera. Na treningach w lecie ub było nawet ponad 30 dzieci. Co mógłbyś powiedzieć, żeby zachęcić dzieci, młodzież (której z oczywistych względów brakuje w klubie) do speedrowerowych treningów?
MM: To jest zdrowe, dostępne, daje dużo adrenaliny, a nie jest tak niebezpieczne, jak sporty motorowe. Jest to wielka przygoda. Dla najmłodszych – speedrower bardzo pomaga przesiąść się szybko z biegówki na rower z pedałami. Speedrower uczy też zarówno radzenia sobie z porażką, jak i przeżywania sukcesu. Poza tym jest ekipa, która wspiera. To może być ważne, formujące doświadczenie dla dzieciaków.

Nw:  Bardzo dobrze prezentujesz się na torze, na początku tego sezonu. To efekt solidnie przepracowanej zimy?
MM: Nie, raczej „szczęścia początkującego”. Dopiero kilka tygodni temu wróciłem do treningów. Podjąłem też, za radą Marcina Szymańskiego, trafną decyzję o zmianie przełożenia na nieco cięższe.

Nw: Na co dzień jesteś spokojnym uśmiechniętym dżentelmenem. Jak to się dzieje, że na torze zamieniasz się w agresywnego ratela?
MM: Lubię rywalizację w gronie innych dżentelmenów (śmiech) 😊. Myślę, że w wielu moich aktywnościach życiowych pewien poziom rywalizacji zawsze był obecny i pożądany. Na naszym torze rywalizacja jest przyjacielska. To też jest fenomen tego środowiska. Nawet jak się pozderzamy na torze, to zjeżdżamy do parkingu, jest wsparcie, nikt się nie obraża

Minigaleria zdjęć z zawodów towarzyskich 25.07.2020 w Zielonej Górze: