Dawno – co podkreśla wielu fachowców – nie oglądaliśmy tak zaciętej rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata. Przez kilka ostatnich sezonów cykl Speedway Grand Prix miał jednego wyraźnego dominatora. Po wykluczeniu rosyjskich zawodników w 2022 roku stawka została wyraźnie przetasowana, a stery światowego żużla niemal w całości przejął Bartosz Zmarzlik.
Warto przypomnieć, że ostatnim mistrzem świata spoza Polski był Artiom Łaguta, który sięgnął po złoto w 2021 roku. Od tamtej pory nie miał możliwości obrony wywalczonego tytułu, a cykl SGP stracił jednego z najgroźniejszych konkurentów. W praktyce oznaczało to, że rywalizacja o mistrzostwo świata przez długi czas nie dostarczała aż takich emocji, jakich oczekiwali kibice.
Sytuacja zmieniła się dopiero w sezonie 2025. Wtedy na dobre do światowej elity wkroczył Australijczyk Brady Kurtz. I zrobił to w sposób, który trudno było zignorować. Kurtz nie przyjechał do cyklu, by zbierać doświadczenia. Przyjechał, by walczyć o tytuł.
Efekt? Walka o IMŚ w 2025 roku była tak zacięta, że o złotym medalu decydował ostatni bieg ostatniego turnieju sezonu. Matematyka była bezlitosna – każdy punkt miał znaczenie. Ostatecznie Zmarzlik obronił mistrzowską koronę, wyprzedzając Kurtza zaledwie o jeden punkt w klasyfikacji generalnej. Jeden punkt – różnica minimalna, ale wystarczająca, by zapisać się w historii jako jeden z najbardziej dramatycznych finałów ostatnich lat.
Ta rywalizacja ma jednak znacznie głębszy kontekst. Obu zawodników dzieli zaledwie półtora roku. Obaj od początku byli uznawani za ogromne talenty światowego speedwaya. Różnica polegała na ścieżce rozwoju – Zmarzlik w cyklu SGP zadebiutował już w 2016 roku, natomiast Kurtz na stałe dołączył do elity dopiero w 2025 roku. Czy to efekt większej konkurencji w reprezentacji Australii? A może kwestia odpowiedniego momentu sportowej dojrzałości? To temat do osobnych analiz.
Faktem jest jedno: światowy żużel znów ma elektryzującą rywalizację na szczycie. A nadchodzące bezpośrednie pojedynki duetu B&B – zarówno w przedsezonowych turniejach w Polsce, jak i w kolejnych odsłonach walki o mistrzostwo świata – tylko podgrzewają atmosferę.
Bo jeśli sezon 2025 był zapowiedzią nowej ery, to wszystko wskazuje na to, że przed nami kolejne rozdziały pojedynku, który może zdefiniować najbliższe lata w światowym speedwayu.
Zapraszamy do przeczytania artykułu Wojciecha Reslerowskiego ze strony kibic-zuzla.pl:
Przeglądnąłem terminarz, poszperałem w zdjęciach sprzed 10 lat i wyszło mi coś takiego.
Wygląda na to, że pod koniec marca odbędzie się cykl trzech pojedynków duetu B&B:
27 marca – Memoriał Edwarda Jancarza
28 marca – Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi
29 marca – Speed Masters Memoriał Rifa Saitgariejewa
Dodatkowo mamy jeszcze:
4 kwietnia – Mistrzostwa Polski Par Klubowych
Fajnie byłoby dla równowagi spotkać się także poza Polską, np. podczas Memoriału Petera Cravena, ale to luźna uwaga.
Ciekawa historia, bo obu dzieli tylko 1,5 roku. Obaj byli od początku uważani za wielkie talenty, ale jednak Bartosz Zmarzlik starty w cyklu SGP rozpoczął w 2016 roku, a Brady Kurtz dopiero od 2025 roku. Zastanawiam się, czy po części nie jest to efekt mniejszej lub większej konkurencji wewnątrz swoich reprezentacji. Mniejsza o to.
Znalazłem w swoich zbiorach dwa zdjęcia z 2016 roku z prezentacji. Bartosz Zmarzlik rozpoczynał wtedy sezon w Wittstock, a Brady Kurtz startował w Memoriale Lubosa Tomicka w Pradze. Obaj byli jeszcze juniorami – nadziejami speedwaya. Teraz tych kilka startów ma dać paliwo do dziennikarskich rozważań w Polsce odnośnie walki o mistrzostwo świata. Dobrze, że Brady pojawił się w cyklu SGP, bo od wykluczenia Artioma Łaguty i Emila Sajfutdinowa wiało tam nudą i właściwie rozgrywki można było kończyć w lipcu, albo najpóźniej w sierpniu. Mam nadzieję, że znajdzie się przynajmniej jeszcze jeden rywal dla tej pary.
A wiecie czego mi szkoda najbardziej? Tego, że bez wielkich pieniędzy nie da się w Polsce zmotywować organizatorów do dbania o tradycję. Dobrze, że są jeszcze nasze dwa najstarsze turnieje, czyli Memoriał Alfreda Smoczyka i Turniej o Łańcuch Herbowy Ostrowa, choć w tym drugim przypadku sami organizatorzy chyba przestali wierzyć w jego prestiż.
Źródło i zdjęcie: publiczny Fb kibic-zuzla.pl








