Z Warszawy na tor – w dwa tygodnie?!

17 maja podczas rundy Grand Prix w Warszawie wielu kibiców wstrzymało oddech. Po groźnym kontakcie z motocyklem Maxa Fricke, Jason Doyle z ogromnym impetem wpadł w dmuchane bandy, a następnie z pełną siłą runął na tor. Obraz był dramatyczny – Australijczyk wił się z bólu, a jego krzyki było słychać nawet na trybunach PGE Narodowego.

Wielu obawiało się najgorszego. W pierwszej chwili podejrzewano poważne złamanie nogi, a jeszcze na torze konieczne było podanie środków przeciwbólowych. Wydawało się, że sezon 2025 może być dla mistrza świata z 2017 roku praktycznie skończony.


Diagnoza: nie złamanie, lecz zwichnięcie

Po przeprowadzeniu szczegółowych badań pojawił się promyk nadziei. Okazało się, że Doyle nie doznał złamania – głównym źródłem bólu było silne zwichnięcie biodra. To oczywiście poważny uraz, ale nie aż tak wykluczający, jak pierwotnie sądzono. Trener Krono-Plast Włókniarza Częstochowa, Mariusz Staszewski, mówił wówczas ostrożnie:

— U Jasona stwierdzony jest uraz biodra, ale trudno jeszcze powiedzieć jak długo potrwa jego przerwa w startach. Na pewno możemy liczyć ją w tygodniach.

Na tygodniach — czyli minimum trzy-cztery, jak zakładali nawet najwięksi optymiści.


Jason Doyle mówi: „Nie, dziękuję”

Czas pokazał, że australijski twardziel nie zamierza słuchać lekarzy ani statystyk. Mimo ogromnego bólu i ogromnego ryzyka, Doyle zameldował się do walki już na 30 i 31 maja! Oznacza to, że może powrócić nie tylko na Grand Prix w Pradze, ale również dzień wcześniej w meczu Betard Sparta Wrocław – Włókniarz Częstochowa.

Informacje te przekazał Michał Korościel, komentator Eurosportu, powiązanego z promotorem cyklu Grand Prix, Warner Bros. Discovery Sports:

— Jason Doyle na 99% wystartuje w Grand Prix w Pradze 31 maja. To jest cyborg proszę państwa — napisał w mediach społecznościowych.

Co więcej, to właśnie Doyle poprosił organizatorów mistrzostw świata, by wstrzymali się z ogłaszaniem zmiennika. Choć gotów do akcji był już Leon Madsen – pierwszy rezerwowy – to Australijczyk zdecydowanie nie powiedział ostatniego słowa.


Włókniarz może odetchnąć

Wieści o możliwym szybkim powrocie są także ogromnym zastrzykiem energii dla Krono-Plast Włókniarza Częstochowa. Klub walczy o utrzymanie pozycji w tabeli, a strata lidera formacji zagranicznej na dłuższy czas byłaby dramatyczna. Jeśli Doyle rzeczywiście wróci 30 maja na ligowy mecz ze Spartą, to opuści tylko jedno spotkanie – ten najbliższy mecz ze Stelmetem Falubazem Zielona Góra.

To niemal cud – zaledwie dwa tygodnie po koszmarnie wyglądającym upadku, którego widok mroził krew w żyłach.


Mentalność wojownika

Jason Doyle nie po raz pierwszy udowadnia, że jego odporność na ból i hart ducha wykraczają poza granice przeciętności. Już w sezonie 2016 walczył o mistrzostwo świata do momentu, gdy brutalny wypadek w Toruniu wykluczył go z ostatniej rundy. Rok później wrócił silniejszy i… zdobył tytuł mistrza świata.

Australijczyk od lat uchodzi za jednego z największych twardzieli w żużlowym świecie. Nigdy nie ucieka od trudnych sytuacji. Jeździ, gdy boli. Walczy, gdy powinien odpoczywać. A kiedy większość zawodników odpoczywałaby po takim wstrząsie fizycznym i psychicznym, Doyle już przygotowuje motocykle na Pragę.


Praga: test charakteru i zdrowia

Jeśli wystartuje w Grand Prix w Pradze, będzie to jeden z najbardziej spektakularnych powrotów ostatnich lat. Zwłaszcza że tor w stolicy Czech nie wybacza błędów – jest szybki, techniczny i niebezpieczny. To nie miejsce na półśrodki. Ale też nie jest to miejsce dla przeciętnych zawodników.

Dla Jasona Doyle’a – to właśnie miejsce, gdzie może raz jeszcze pokazać, że nie trzeba być cyborgiem, by być gladiatorem. Wystarczy być Jasonem Doylem.


Powrót roku?

Jeśli Australijczyk naprawdę pojawi się 30 maja we Wrocławiu, a dzień później na torze w Pradze, to żużlowy świat będzie musiał raz jeszcze przewartościować swoje definicje odwagi, siły i poświęcenia.

Bo Jason Doyle to nie cyborg.
To człowiek z sercem ze stali.

Zdjęcie: Marek Niewiedzioł